Zainaugurowałem kolejny sezony wyścigów przełajowych startem na jednej z edycji Pucharu Polski CX, która odbywała się w Kartuzach. Przywitała nas fajna pogoda- rześka i słoneczna. Organizatorzy przygotowali bardzo fajną trasę- wymagającą z ciekawymi elementami technicznymi. Na leśnych wysprzątanych ścieżkach świetnie kleiły się opony/szytki (podłoże było idealne) a przejazd nad jeziorem w grząskiej niewysokiej  trawie był kwintesencją kolarstwa przełajowego. Może trochę za dużo korzeni ;-p

Moja forma nie była zadawalająca. Zbyt późno rozpocząłem przygotowania. Na rower CX wsiadłem dopiero w tym tygodniu i jeszcze go nie czuję tak jak powinienem w tempie wyścigowym. Konkurencja ma już za sobą kilka startów i o wiele więcej treningów co było widać na trasie wyścigu. Moje ruchy były niezbyt zadawalające, potykałem się i gubiłem rytm, szczególnie jak przyszło zmęczenie.

W Kartuzach był porządek. Wszystkie grupy startowały według wcześniej ustalonego harmonogramu. Start był szeroki. Linia startu miała wyraźnie namalowane  tory dzięki czemu kolarze mogli ustawić się w idealnych odstępach co przełożyło  się na płynny i bezpieczny start – extra!  Nie było nas zbyt wielu. Rozstawiony zostałem w drugim rzędzie co absolutnie mi nie przeszkadzało. Luzik. Niektórzy jednak zbyt ambitnie podchodzą do tych wyścigów. Koledze z pierwszej linii puściły nerwy i zrobił falstart za co został zdyskwalifikowany. Przy tak małej grupie startujących dyskwalifikacja nie była potrzebna a winić może się tylko sam zawodnik. Pomimo, że startowałem z dalszej pozycji to już na pierwszej górce objąłem prowadzenie- mówiłem- luz- wychodzi zdecydowanie lepiej.  Uzyskałem niewielką przewagę, ale nie poszedłem va banque.

Starałem się jechać płynnie i nie popełniać błędów co okazało się bardzo dobrym manewrem na samym początku rozgrywki,  ponieważ  konkurenci jechali nerwowo próbując mnie dogonić-popełniali błędy- uczyli się dopiero trasy. Cały czas kontrolowałem to co się działo z tyłu. Tylko Rafał Chmiel utrzymywał moje tempo. Jechał pierwsze dwie rundy trochę  jak na szelkach. Błyskawicznie zbliżał się a czasami tracił kilka metrów na niektórych sekcjach.  Tam gdzie nogi piekły Rafał zbliżał się bardzo szybko i czułem, że nie jest dla niego problemem, utrzymanie mojego tempa. Zawodnik ze Strzelc Krajeńskich trochę blefował, kiedy dawałem znak do zmiany. Przełajowiec reprezentujący FSD SPORT kiwał głową, że nie może wyjść na prowadzenie- to stały element taktyczny ;-). Wiedziałem że Chmielu jest mocniejszy, chciałem tylko żeby trochę pojechał z przodu, żebym mógł skonfrontować jego tory jazdy z moimi. W tym współzawodnictwie chciałem się czegoś nauczyć. Trochę inaczej wygląda pokonywanie trasy jak się jedzie za kimś, więcej widać.

Pod koniec Chmielu wyszedł na prowadzenie i dał mi lekcję jazdy. Podobało mi się. Od razu tempo wzrosło, była dynamika, był ogień, lubię to! Dostałem baty za które dziękuję. Skorygowałem swoje tory jazdy, widziałem gdzie jadę za wolno, nad czym musze jeszcze popracować- trzeba jeździć, trzeba jeździć przełaje. Na metę wjechałem na niezagrożonej drugiej pozycji w kategorii Masters I tracąc niedużo.

Zawody przełajowe są super. Można się dużo nauczyć pokonując jak chomik kolejne okrążenia. Szybciej, mocniej, dokładniej, płynniej aż do uzyskania perfekcji! Do tego sprzęt który musi być wyregulowany celująco- wszystko jest ważne, każdy najmniejszy szczegół, każde ustawienie.  Ciśnienie, przełożenia, hamulce, zmiana biegów i ogień, jednym słowem R-E-W-E-L-A-C-J-A !! Dla kibiców jest to extra widowisko. Polscy zawodnicy prezentują wysoki poziom. Technika bajeczna. Kacper Hoppa wjeżdżał na metę jadąc efektownie na tylnym kole. Tomasz Rzeszutek wykonywał szkoleniowe bunny hopy a zwycięzca Bartosz Mikler w kategorii Elite zachwycał płynnością i szybkością na każdym fragmencie trasy. Do tego niezawodny Tomek Ferenc który ustrzelił te wszystkie niesamowite zdjęcia! Chcę więcej !!!