Od momentu kiedy moje dzieci zaczęły brać udział w wyścigach dla maluchów stoję sobie w drugiej linii i obserwuję to wydarzenie. Moim marzeniem były wspólne sportowe weekendy. W tym sposobie myślenia jest trochę egoizmu bo próbuje usprawiedliwić swoją nieobecność i wciągnąć rodzinę, tak naprawdę, w swoją pasję. Jest też w tym dużo pozytywnego przekazu, ponieważ  sport z reguły powinien uczyć i wychowywać. Tak więc chciałem coś wyszarpać dla siebie a jednocześnie dać wartościowy przekaz. Trochę się zawiodłem.

300 metrów na wyścigu i rozjazd 10 kilometrów wokół bloku.

Wyścigi dla dzieci są krótkie. 200-300-500 metrów to nie są dystanse na których można się wykazać, posmakować co to znaczy wysiłek, zmęczenie i rywalizacja z przeciwnikiem. Często bywa tak, że przed startem i po starcie dzieciaki przejeżdżają dystans kilkukrotnie dłuższy od samego wyścigu. Dzieci są zdolne i potrafią o wiele więcej niż wydaje się rodzicom. Dajmy im szanse na wykazanie się, zadajmy choć trochę trudu, niech zmienią bieg, niech podjadą pod górkę, niech użyją hamulców!

Chaos i zamieszanie

Ze  względu na bardzo krótkie dystanse i nieprzygotowanie organizatorów wyścigi przebiegają w chaosie. Rodzice wiedzą, że wyścig jest krótki więc mocno ingerują w rywalizację. Wciskają maluchów w pierwszą linię, są jak bezwzględny ochroniarz z klapkami na oczach. To zdenerwowanie przechodzi na małych uczestników, którzy są zdezorientowani i spięci. Jest chaos na starcie, jest chaos na mecie. To co najważniejsze ograniczone do minimum.

Wystartuj a dostaniesz medal

Krótkie wyścigi, zamieszanie, nie wiadomo o co chodzi a na mecie nagroda, MEDAL. Ten symbol nabiera coraz mniejszego znaczenia. Już teraz jest wdeptany w ziemię. Medal jest traktowany jak cukierek, który się należy. Szybko skonsumowany za metą, papierek rzucony w krzaki. Jak cukierków nie ma to jest wielkie oburzenie.

Zdjęcie z portalu sportnakaszubach.pl autor Bartosz Cirocki. Na zdjęciu ja z Kasią 

Znalazł się jeden rodzynek wśród wyścigów dla dzieci. Zawody XCross w Żukowie. Zawody odbyły się w 2016 roku. Rodzice startowali wspólnie ze swoimi pociechami na dystansie, uwaga 10 km!!! Szok prawda. Wszyscy dali radę nawet moja Kasia, która miała wtedy 4 lata, przejechała ze mną całą trasę. Zawody odbyły się bez spięcia, w fajnej rodzinnej atmosferze. Rodzice byli mega zadowoleni, dzieci również. Najważniejszym dla mnie sygnałem jest to, że Kuba i Kasia cały czas ten wyścig pamiętają i chcieliby jeszcze raz pojechać. Inne wyścigi jakoś nie zapadły im w pamięci. Jako rodzic chciałbym promować takie zawody i zachęcać do uczestnictwa, ponieważ przenoszą one ważne sygnały. Inne wyścigi dla „dzieci” jakoś mniej mnie interesują i nie widzę potrzeby, żeby moje brały w nich udziału, chyba że będą chciały, proszę bardzo, niech zobaczą jakie są różnice.