Wyjazd do Phuket w Tajlandii na Ironman 70.3 miałem zaplanowane już od dłuższego czasu. Dlaczego akurat ten kierunek? Przede wszystkim dlatego, że w Europie sezon triathlonowy zaczyna się w maju, a kończy w połowie września, a w Polsce trwa on jeszcze krócej. Chcę skrócić czas „zimowania” do minimum i mieć ciągły kontakt z najlepszymi zawodnikami, co sprzyja wzrostowi formy, a nie jej gubieniu.

Podróż daleka, ale przyjemna, razem z Pawłem Miziarskim wyruszyliśmy z Trójmiasta pendolino do Warszawy. Stamtąd wylot Qatar Airway do Doha i tam przesiadka do Phuket, również Qatarem. Na miejscu szybka tajska kolacja i od razy zasnęliśmy. Temperatura, podróż i inna strefa czasowa zrobiły swoje.

W poniedziałek wyspani, po śniadaniu zaczynamy realizować ostatnie treningi. Co ciekawe okazało się, że z Pawłem mieliśmy taki sam plan treningowy, więc fajnie się zgraliśmy. Jakie miłe uczucie, jak na rower nie trzeba zakładać kilku warstw, tylko koszulka, spodenki i można ruszać. Było tak gorąco i parno, że nie pamiętam aby w Polsce były takie warunki nawet w najcieplejszy dzień. 2 bidony na przejażdżkę to „must have”. Na drodze trzeba być bardzo uważnym, nie dość że ruch lewostronny, to kierowcy w ogóle nie przestrzegają przepisów, na światła nie zwracają uwagi, a skutery jeżdżą pod prąd. Jednym słowem kocioł.

Treningi pływackie to bajka. Woda w Morzu Andamańskim ciepła, jak w wannie, dobrze że nie brałem pianki 😉

               

Z ciekawszych rzeczy warto zaznaczyć, że w Tajlandii jest bardzo tanio. Za 70-100 batów (THB), czyli około 7-10zł. można było zjeść obiad i się nim po treningu najeść.

Wyścig.

Start zaraz po wschodzie słońca, czyli o 6:20 (polskiego czasu 00:20). Mimo tej godziny, wiem że sporo osób w Polsce śledziło live.
Od początku w wodzie walczyłem o jak najlepszą pozycję, szukałem grupki, która płynęła moim tempem i płynąłem im w nogach. Z wody wyszedłem dopiero na 18 miejscu z około 4-ro minutową stratą do pierwszego zawodnika, mimo że czas jak dla mnie super 27min11sek. Przed sobą miałem 3 zawodników w tym Pawła, który na początku pływania ciągnął drugą grupę, by dogonić pierwszą, za co przepłacił spadając do mojej grupy. Z T1 wyszedłem na 15 pozycji i przyszedł czas na gonienie. Otwarty ruch drogowy nie ułatwiał tego zadania, na początku gdy wjechałem na autostradę i zobaczyłem jeżdżące samochody myślałem, że pomyliłem trasę. Jednak zaraz pojawił się bufet i odetchnąłem z ulgą, ale tu kolejne zaskoczenie bo bufet był umieszczony na zjeździe, gdzie jechałem z prędkością 50 km/h. Kolejny za 20 km, szybka kalkulacja, nie zatrzymuję się i jadę dalej, chociaż picia coraz mniej. Dodatkowo kask aero bez wentylacji w tych warunkach był słabym rozwiązaniem.

Rower kończę na 7 miejscu (mam drugi najlepszy czas roweru), ale zaraz przed sobą mam dwóch zawodników, więc jest szansa na TOP 5.

                             
Bieg zacząłem w tempie 4:00 min/km i zaraz znalazłem się na 5 miejscu. Dosyć lekko mi się biegło, ale w pewnym momencie nie nadążałem z nawadnianiem, picie z plastikowych kubków się wylewało i niewiele zdołałem się napić. Nogi zaczęły zwalniać i na 13 km wyprzedził mnie australijczyk Alexander Polizzi , utrzymałem jeszcze jego tempo do 15 km i potem zacząłem walczyć o przetrwanie. Na ostatnim kilometrze minął mnie jeszcze kolejny australijczyk i ukończyłem na 7 miejscu z czasem 4h05min. Jest dobrze, ale niedosyt po 5 pozycji został. Start uznaję za naprawdę dobry, dałem z siebie wszystko, dużo się nauczyłem i być może jeszcze tu wrócę.

Grudzień to chwila odpoczynku i spokojnego przygotowania do kolejnych startów. Trzeba cisnąć dalej! Dziękuję za wszystkie gratulacje i trzymanie kciuków, co motywuje mnie do wygrania w końcu połówki Ironman 70.3.

Bartosz Banach

foto:Facebook- foremost ironman 70.3 thailand