Przygotowania do nowego sezonu postanowiłem rozpocząć nieco inaczej niż zwykle. Zamiast słonecznej Hiszpanii obrałem kierunek zimowe polskie góry. W Szklarskiej Porębie spędziłem 10 dni, głównie biegając na nartach biegowych. Śniegu napadało dosłownie „po uszy” w Gdańsku nigdy tyle nie widziałem. Błyskawicznie opanowałem technikę od klasyka po łyżwę i dziennie przemierzałem od 20 do 30km. Treningi biegowe urozmaicałem pływackimi na basenie w hotelu Bornit, słynnej triathlonowej miejscówce. Wypad udany, bardzo fajne urozmaicenie „klasycznego” zgrupowania, na które z resztą też się jeszcze w tym roku wybieram.

Na przełomie stycznia i lutego wystartowałem w 4-ro dniowej etapówce MTB Costa Blanca Bike Race. Wyścig parami, ciekawe doświadczenie, moim partnerem do jazdy był mój podopieczny Paweł Gołębicki, z którym trenujemy już 4 lata. Dzięki jego dobrej dyspozycji i dobremu zgraniu mogliśmy stworzyć idealny teamwork i powalczyć o wysokie pozycje.


Wystartowaliśmy w kategorii Masters 30 (30-40lat) i zdobyliśmy 5 miejsce. Nie chcieliśmy się porywać się na Elitę, teraz kolarstwo u mnie jest trochę z boku, głównie stawiam na triathlon, a Paweł jest amatorem, dlatego wiedzieliśmy, że w zawodowej grupie będziemy z tyłu.

Na starcie nie zabrakło gwiazdy hiszpańskiego kolarstwa szosowego Joachima Rodrigueza (Purito), medalista olimpijski oraz medalista Mistrzostw Świata, który radził sobie wyśmienicie,  jak na szosowca w bardzo technicznym terenie.

Organizacja na wysokim poziome, oznakowanie, bufety, posiłki regeneracyjne wszystko na piątkę z plusem. 4 etapy usytuowane były w różnych miejscach, ale mieszkając w Benidormie, mieliśmy wszędzie na tyle blisko, że mogliśmy dojeżdżać i wracać z zawodów rowerem.

Od samego początku impreza była skierowana tylko do zawodników z licencją Elity lub Masters. Pewnie dlatego, że każdy posiadacz licencji ma ubezpieczenie, a trasa nie była typową ścieżką w parku zahaczającą o pagórki i szerokie zjazdy, tylko podjazdy mające po 38% nachylenia, mnóstwo kamieni, wąskich singli z przepaściami i dropami. Sam byłem zaskoczony, bo nie raz musiałem schodzić ze zjazdów i butować na podjazdach. Zazdrościłem tym, którzy mieli rower z podwójną amortyzacją. Całe szczęście, że Paweł miał Scalpela i jak sam powiedział ” nie wiem Bartula, jak ty dajesz radę na tym Hardtailu”. O etapach nie będę się rozpisywał, powiem tylko tyle że czasami warto w okolicach Benidormu/Calpe, zamiast tradycyjnej szosy zabrać górala, ściągnąć trasy na GPS i poćwiczyć w terenie. Dobra zabawa gwarantowana!

Noga trochę opalona, forma na rowerze wysoka, jak na ten okres, pozostaje dalej piłować bieganie i basen. Cel na najbliższy okres to minimum 60km biegu i 20km pływania tygodniowo, bo samym rowerem nic nie zwojuje w TRI. A w tym roku najwyższy czas sięgnąć po slota na udział w Mistrzostwach Świata IRONMAN 70.3 PRO w Nicei, będę o niego walczyć w Wietnamie i Staffordshire .

Foto: FB @costablancabikerace