Zgrupowanie Kadry Narodowej, Cedzyna koło Kielc 1996 rok.

O 7 rano przedzierałem się z torbą na ramieniu przez jakieś chaszcze. Powoli docierałem do miejscowości Cedzyna oddalonej o 10 kilometrów od centrum miasta Kielce.

Hotel do którego miałem się stawić znajdował się w środku niewielkiego lasu. Akurat trafiłem na kolegów kadrowiczów wracających z porannej zaprawy. Przywitał mnie Trener Andrzej Piątek, który był asystentem głównego szkoleniowca Pana Trenera, Jana Meli. Naszą krótką rozmowę rozpraszał widok złamanego przedniego zęba Marka Galińskiego, który wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. Sądzę, że Marek do końca się jeszcze nie obudził i był zaskoczony przyjazdem nowego kolegi na zgrupowanie. Jak głosi legenda ząb Marka ułamał się podczas treningu w trakcie nagryzania zamarzniętego batonika Power Bar.

konik

Michał Konik. Zawodnik warszawskiego klubu AGLO WILANÓW

Do kadry trafiłem właśnie w 1996 rok i zostałem objęty szkoleniem centralnym. Już rok wcześniej miałem dobre wyniki, zdobywając brązowy medal na Mistrzostwach Polski w Krynicy Górskiej w kategorii junior. Wtedy zainteresował się moją osobą Trener Mela i chciał ze mną porozmawiać, ale jak się dowiedział, że śpimy pod namiotami, to zrezygnował z wizytacji. Trener Koordynator uważał, że kolarz to taka osoba która trenuje i ściga się na szosie. Kolarstwo górskie dopiero się rozwijała i ta odmiana była według niego produktem ubocznym wyścigów przełajowych czy szosowych. Na pewno trener Jan Mela nie darzył sympatią osób które były 100% MTB, nie goliły nóg i trenowały tylko na góralu, tak jak mnie postrzegał, dlatego rozmowy szybo się zakończyły. Po jakimś czasie “negocjacje” zostały wznowione po tym jak trener kadry dowiedział się, że jeżdżę pod skrzydłami Trenera Lucjana Stefanka (Neptun Pruszcz Gdański) i od czasu do czasu ścigam się na szosie. Gadka była już zupełnie inna. Ty młody a rower szosowy masz, spytał Jan Mela. Tak mam. A ścigasz się na szosie? Tak ścigam. Jeździsz u Stefanka? Tak jeżdżę w klubie Neptun Pruszcz Gdański. No to witaj w kadrze.

bodnar

Grzegorz Bodnar, Baszta Bytów. Mistrz Polski 1995, Krynica Zdrój, kategoria junior. 4 m-ce Mistrzostwa Europy 1995, 5 m-ce Mistrzostwa Europy 1996.

96 rok to bezpośredni okres przygotowań do Igrzysk na której miało startować dwóch Polaków. W kadrze seniorskiej jeździli: Sławomir Barul, Marek Galiński, Dariusz Gil, Piotr Kiraga, Artur Ziółkowski, Piotr Wysmyk. Zabrakło Andrzeja Kaisera, który nie za bardzo dogadywał się z Głównym Trenerem Koordynatorem, Andrzej Niepokorny. W trakcie sezonu o paszport olimpijski walczyli jeszcze Cezary Zamana i Jan Wiejak, ale to Galiński i Barul pojechali w końcu na Igrzyska. Szkoda, że Dariusz Gil miał kontuzję i nie mógł startować. nN koniec sezonu formę miał mistrzowską wygrywając w pięknym stylu ostatnią Edycję Langa w Żywcu. Zmiażdżył konkurencję, ładując Markowi Galińskiemu 4 minuty. Później Dariusz miał jeden z lepszych sezonów przełajowych, a na Mistrzostwach Świata w Niemczech zajął 13 miejsce- 0 ile dobrze pamiętam.

robcio

Robert Banach, Neptun Pruszcz Gdański. Rower HAWK na XT, zółte Magury i ROCKSHOX Judy XC.

Kadrę juniorów prowadził wtedy Andrzej Piątek. W grupie jeździli: Grzegorz Bodnar, Michał Konik, Mariusz Kowal i ja. Mariusza Kowala na zgrupowaniu nie było. Był chory i odpoczywał w domu. Zgrupowanie w Cedzynie pamiętam do dziś. Każdy wyścig w którym do tej pory brałem udział był łatwiejszy od treningów, które tam nam aplikowano. Plan na dzień wyglądał tak. Rano przed śniadaniem, rozruch, czyli krótka poranna zaprawa z lekkim truchtem i ćwiczeniami rozciągającymi, to akurat lubiłem. W domu zawsze chodziłem na poranne rozruchy. Po nich świetnie się czułem przez cały dzień i byłem “lepiej” przygotowany do treningu, dlatego te ćwiczenia były dla mnie przyjemnością.

kowal

Mariusz Kowal. KKG Mongoose Polanica

Po śniadaniu o około 10.00 trening główny na szosie. Wszystkie treningi odbywały się na szosie, mieliśmy tylko rowery szosowe. Przed każdym treningiem była zbiórka. Każdy kadrowicz musiał mieć czysty rower i nienaganne ciuchy, to znaczy czyste, ze stylówą było na bakier 😉. Raz mi się dostało, ponieważ miałem trochę brudną pelerynkę. Od tamtego czasu, trykot miałem czysty tak samo jak rower, który godzinami czyściło się zwykłą szmatką w piwnicach hotelowych. Po południu, co drugi dzień, odbywał się 2 uzupełniający trening szosowy o szybkościowym charakterze. Jazda za busem około 40-70 kilometrów z wysoką prędkością średnią. Wieczorem albo ćwiczenia siłowe, stacjonaty, albo jazda na trenażerach. Nigdy wcześniej tak ciężko nie trenowałem. W sezonie na treningu szosowym może przejechałem na raz 60 kilometrów co było dla mnie sporym wyczynem, a tu na dzień dobry stówka. W zasadzie każdy główny trening to dystans od 80- 120 kilometrów. Lekko nie było, bo tętno zawsze podchodziło pod maksymalne wartości. Jak pogoda się popsuła, było to marcu, zrobiliśmy marszobieg a raczej bieg z elementami marszu. Żeby nie zaniżać poziomu, 3 godziny, w tempie od progu beztlenowego do maksa! Wieczorne ćwiczenia wykonywałem na rzęsach, ale jeżeli tak miała wyglądać jedyna właściwa droga do tęczowej koszulki to godziłem się na taki układ.

Mistrzostwa Polski MTB XC Wisła 1996 rok. 1.Marcin Karczyński, 2.Michał Konik, 3.Grzegorz Bodnar, 4.Mariusz Kowal, 5.Marek Cichosz, 6.Michał Krystkowiak

Zgrupowanie ledwo co przeżyłem, udało mi się, byłem z siebie dumny, aczkolwiek w żaden sposób to nie odbiło się na poprawie moich wyników sportowych. Nastąpił regres. Byłem zajechany na maksa. Miałem jakieś przebłyski formy, ale to już nie było to. Jedynym zwycięzcą tego zgrupowanie był Grzegorz Bodnar, który wcześniej podobnie dużo trenował w klubie, Baszta Bytów, był po prostu przygotowany. Zwycięzcami zostali nie obecni na zgrupowaniu, Mariusz Kowal i Marcin Karczyński, jeden chory a drugi ukrywał swój talent spokojnie przygotowując się w domu….Kolarstwo było bardzo ciężkie, jest nadal takie. Wśród trenerów panowały „ruskie” metody treningowe. Kto przeżyje ten będzie Czempionem! Dobre wyniki na pewno osiągali Ci, którzy trochę „oszukiwali” i woleli zamiast na trening pójść na przysłowiową dyskotekę. Dobrze, że mieli opiekunów, trenerzy dbali o porządek i gonili do treningów, jednak o odpoczynek trzeba było samemu walczyć.

Robert Banach

bircza

Bircza 1996. 3 etapowy wyścig. 2 etap to DH, który udało mi się wygrać. Na 2 miejscu Marcin Karczyński. 3 Michał Konik. W generalce wygrał Konik, ja byłem 2, 3 miejsce zajął Marcin Karczyński, który spóźnił się na jeden z etapów.