Trasa w Gdyni wyróżnia się na tle wyścigów typu XC w naszym regionie, ponieważ czas jazdy czołówki jest dłuższy o 30-40% w porównaniu do imprez konkurencyjnych. Trasa najeżona jest sporą ilością podjazdów, dających sumę 180 m przewyższenia na jednej rundzie. Jedyny odcinek płaski znajduje się na linii startu i mety. Na trasie brakuje wymagających technicznych odcinków. Runda jak na XC jest ciut za długa. Zawody są trudnym sprawdzianem.

Czas jazdy dla kategorii Open nazwany „wyścigiem Elity” był bardzo trafnie wyznaczony i rzetelnie ocenił całokształtu przygotowań zawodników miejscem na mecie oraz osiągniętym czasem. Około 90 minutowy sprawdzian dokładnie określa pułap zawodników i ich wydajność. Pułap to najlepszy czas okrążenia a wydajność to różnica pomiędzy najlepszym a najgorszym czasem przejazdu. Te dwie cechy są ze sobą powiązane i dokładnie opisują możliwości kolarza. Do takiej oceny zawody muszą trwać odpowiednio długo i jest to przedział od 85 minut do 100 minut  czasu zwycięzcy. Tyle właśnie zajmuje przejazd najlepszych zawodników na imprezach Pucharu Świata w XCO i ma to swoje fizjologiczne uzasadnienie. Czas imprez XCO ewoluował. Na początku juniorzy ścigali się około 2h a zawody seniorów (później Elita) trwały około 3h. Przy tak długim czasie trwania zawodów wydajność uczestników spadała, dynamika zawodów obniżała się, a sama rywalizacja stawała się mniej ciekawa. W krótszych zawodach MTB  do 60 min cięzko ocenić zawodników bo niektórzy potrafią zaciągnąć większy kredyt i ukryć swoje słabości.  Krótkie wyścigi są specjalizacją dla błotniaków, długodystansowcy jeżdżą maratony a średniacy specjalizujący się XCO powinni ścigać się na zawodach gdzie czas wypośrodkowany jest pomiędzy cyklokrosem a maratonem. 90 minut to punkt w którym mamy najlepszy stosunek pułapu do wydajności. Zawody mają idealną formułę a zawodnik ma czarno na białym co i jak musi zrobić żeby być lepszym kolarzem, nie tylko w swojej specjalizacji. Bo podniesienie pułapu wiąże się bezpośrednio z podniesieniem wydajności. Podniesienie wydajności  wiąże się z podniesieniem pułapu.

Czas trwania wyścigu dla kategorii wiekowych M2, M3 i M4 to minimum 80 minut a max 100 minut czasu przejazdu zwycięzcy kategorii. Lepsza byłaby kategoryzacja według pułapu a wydajność decydowałaby o miejscu w Lidze. I według takiego schematu (patrząc na wyniki z Cyklo XC Gdynia)

w Ekstraklasie  (pułap 17-18minut): Derheld, Polus, Ciba, Jóźwik, Zastawny, Różański, Frydrychowicz, Banach,

 I Liga.  (pułap 19-20): Guż, Hoppe, Ziemiński, Goliński, Felon, Machowski, Mrozowicz, Tracz, Wesołowski, Buczyński,

II Liga (pułap 21-22): Jasieński, Brzeziński, Wnuk, Szerla, Kulesza, Wiszecki, Tłuszczak, Wolski, Łukasik,

Taki podział choć sprawiedliwy, rozwojowy i motywujący jest mało realny do urzeczywistnienia. Uczestnicy którzy chcą podnosić swój poziom muszą szukać egzaminów i bodźców do zwiększenia swoich parametrów. Konkretna Runda XC motywuje, uczy i sprawdza.

Do wyścigu i uczestników podszedłem z respektem. Ustawiłem na największym polu Garmina okienko ze strefą intensywności mierzoną częstotliwością skurczów serca. Strefa wyznaczona cyfrą 5.0 była dla mnie najlepszą średnią, odpowiadającą wartości progu beztlenowego. Gwarantowała osiągnięcie najlepszego miejsca na jakie pozwalała moja aktualna dyspozycja. Wiedziałem, że na początku wyścigu mogę jechać na średnią 5.2-5.4 bo mam spore możliwości zaciągania kredytu co odpowiada charakterze przebiegu rywalizacji w wyścigach XCO. Mogłem też na niektórych górkach wchodzić w średnie 5.5 bo jeszcze dość szybko utylizuje kwas mlekowy. Obawiałem się tylko o moją wydajność, bo tutaj ze względu na ograniczenie treningowe mam najgorsze parametry. Musiałem odpowiednio ładować się węglami i pić żeby jakoś tą wydajność podtrzymać. Na początku rywalizacji  zawodnicy: Derheld, Polus, Ciba i Jóźwik kręcili w innym rytmie, na innym pułapie. Spłynąłem na dalszą pozycję. Jednym okiem kontrolowałem zawodników a drugim odczyt z Garmina. Krzysztof Zastawny Diverse Extreme Team jechał równo i jego tempo odpowiadało moim założeniom, dlatego korzystając z „koła” kręciłem za jego plecami. Garmin cały czas wskazywał wartość powyżej 5.0 co zakładałem na pierwsze kilometry gonitwy. Wjeżdżając na drugie kółko złapaliśmy Andrzeja Jóźwika. Andrzej jechał swoje nie zwracając na nas uwagi. Kręcił twardo, atakował wzniesienia na niskim biegu i na stojąco rozkręcał pierwsze metry podjazdu. U Andrzeja skrzypiał suport a u mnie Garmin bo cyferki niebezpiecznie zaczęły iść w górę. Zaryzykowałem, miałem jeszcze możliwości kredytowe. W sumie to chciałem zerwać Krzysztofa za pośrednictwem Andrzeja, ale Krzychu nie poddawał się. Andrzej gorzej radził sobie na zjazdach, więc wyprzedziłem go na którejś z szykan. Pocisnąłem mocniej i na trzecie okrążenie wjechałem z niewielką przewagą. Dwójka Zastawny-Jóźwik szybko mnie skasowała na prostej. Byli tego dnia mocniejsi, odpuściłem bo jazda w tempie zawodnika Trek Gdynia była zabójcza i musiałbym zakończyć wyścig z DNF na koncie. Krzychu widząc, że opuszczam rękawice w dół też po chwili spasował i cała nasza trójka podążała już  własnymi prędkościami. Jechałem bardzo spokojnie każdy początek podjazdu. Wkręcając się na obroty, przyspieszałem tam gdzie inni odpoczywali. To co straciłem na podjeździe odrabiałem na zjazdach a ta piękna „przełajowa” kłoda dawała mi za każdym razem około 5 sekund  bonifikaty. Szkoda, że takich przeszkód nie było więcej ;-). W międzyczasie spotkaliśmy Damiana Ciba, który zmuszony był zjechać do boksu, ponieważ gdzieś przeszarżował „zdejmując” oponę z obręczy co wiązało się z utratą ciśnienia i niemożliwością kontynuowania bardzo dobrej jazdy. Chwilę później jechał zniesmaczony Piotrek Polus Wysepka.pl. Piotr najechał na jakieś potłuczone butelki, które znajdowały się w okolicy wieży widokowej. Tam aż błyszczało się od kolorowych szkiełek. Wiedziałem, że muszę filtrować organizm izotonikiem i spożyć jakieś węglowodany żeby podtrzymać generowaną moc. Brzuch mnie bolał od wysiłku i odmawiał przyjęcia czegokolwiek. Wcisnąłem w siebie trochę picia i pół żelka, uważając żeby nawet odgryzionej końcówki opakowania nie wyrzucić na trasę. Bomba uderzyła. Wyprzedził mnie Michał Różański który tego dnia jechał dobry wyścig z równymi czasami każdego okrążenia. Doczłapałem się na 5 pozycji.

W moim przypadku poprawa wydajności w kolejnym cyklu treningowym będzie miała największy wpływ na skrócenie czasów przejazdu. Przy poprawie wydajności mogę też spodziewać się poprawy pułapu, może nie dużo, ale urwać na każdym okrążeniu po 15 sekund i pojechać  równo to skok w końcowej klasyfikacji  gwarantowany.

Równą jazdę zaprezentował Andrzej Jóźwik u którego różnica pomiędzy najlepszym a najgorszym czasem przejazdu to 91 sekund. 100 sekund różnicy zanotował Michał Różański Trigar.pl MTB Team. Regularnie kręciła  Agnieszka Patoka z Trek Gdynia. Zwyciężczyni wyścigu Kobiet uzyskała różnicę 42 sekund pomiędzy  najlepszym a najgorszym czasem przejazdu. Ta przykładowa trójka jednostajnie pokonała trasę- wydajnie- celująco. Przy ukierunkowaniu na Maratony  można dalej tą ekonomię wysiłku rozwijać, przy zmianie kierunku na wyścigi XC trzeba koniecznie poodnosić Pułap a przy tak wyrównanej i mocnej jeździe jest to łatwiejsze do osiągnięcia.

Dla porównania, wyrywkowo znalezione wyniki Mistrzów XCO. Flueckiger Mathias na zawodach Pucharu Świata w Albstadt miał różnicę tylko 20 sekundową pomiędzy skrajnymi czasami okrążeń. Tam okrążenia były krótsze, dlatego różnica jest mniejsza, aczkolwiek robi to wrażenie.  Pułap Jak Koenigsegg Jesko na paliwie E85, Wydajność jak Fernando Alonso w Toyocie na Le Mans.