Finał Pucharu Polski w Kwidzynie.

Z prawidłową wymową tej miejscowości zawsze miałem problem, ale pewien czytelnik strony banachbrothers świetnie mi to wyjaśnił.

Nie mówi się w dupiu, tylko w dupie. Bez obrazy dla rodowitych mieszkańców tego urokliwego miasta. A więc w Kwidzynie, nie Kwidzyniu, stanęliśmy na starcie finałowych zawodów i od razu wkradł się mały chochlik, ponieważ na pierwszej linii dystansu Grand Fondo pojawiło się dwóch kolarzy w koszulce lidera. Dariusz Batek i Bartosz Banach. Z tymi punktami wyszło spore zamieszanie, bo Bartoszowi się je odejmowało, a Darkowi dodawało i nikt nie wiedział kto jest aktualnym liderem. Organizator tego nie dopilnował, a może pasowało mu to, że dwóch czołowych kolarzy jedzie w koszulce z napisem “Skandia”. Darkowi było zimno i jechał w kamizelce CCC, której nie zdjął do końca wyścigu, chyba, że Darek przechytrzył organizatora ubierając swój firmowy trykot. Tym sposobem jego zdjęcia obiegną świat z logotypem głównego sponsora, firmy CCC, a nie Skandii. Obok przepychanki sportowej, marketingowe chwyty w nawiasie pisząc.

Dzisiaj bardzo dobrze się czułem. Chciałem ten sezon zakończyć z błyskiem, dlatego, pomimo wielu przeciwności losu, zagryzłem zęby i przygotowywałem się najlepiej jak potrafiłem do tego konkretnie startu. Forma mi wypaliła, dysponowałem pełnym zakresem tętna, ale nie mogłem zapomnieć, że jako team walczymy w klasyfikacji drużynowej Pucharu Polski. Ostatnio pomagałem Oli na trasie w Rzeszowie, dobrze, bo było parę defektów. W Kwidzynie, ze względu na łagodniejsze podłoże wykluczyłem niespodzianki, miałem nadzieję, że defekt Oli się nie przydarzy. Dla świętego spokoju postanowiliśmy, że Ola i ja weźmiemy telefony komórkowe w kieszeń i jak coś będzie się działo, to Ola miała do mnie dzwonić.

VIDEO, FINAŁ PUCHARU POLSKI W KWIDZYNIE.

Pierwsze kilometry mocno pociągnął Przemysław Ebertowski. Zawodnik King Oscar tego sezonu nie może zaliczyć do najlepszych. Po krótkiej przerwie, zaczyna łapać formę i w spokoju przygotowuje się do przyszłego roku, dlatego dla Przemka najważniejszą sprawą było jechanie na tym wyścigu bardzo aktywnie, bo tylko w ten sposób może podnosić swój poziom. Ja tym razem postanowiłem pojechać wyścig dla siebie. Spokojnie jechałem na początku, obserwując moich rywali, nie wdawałem się w żadne akcje zaczepne, pilnowałem faworytów. Na 10 kilometrze atakował Bartosz a później Krzysztof Krzywy. Te akcje szybko zostały skasowane, a skontrował je Dariusz Batek solidnym atakiem, jakby chciał pokazać kto tu rządzi. Uzyskał przewagę i zaczął nam odjeżdżać. Sam nie da rady. Krzyknąłem do kolegów, żeby trzymali go na dystans, niech się chłopak wykrwawi. Tylko Andrzej Kaiser kumał o co chodzi i trzymał Darka w pewnym odstępie, niestety później kolarze zaczęli za mocno szarpać ,a Aleksander Dorożała dociągnął peleton do samotnie jadącego zawodnika w pomarańczowej koszulce. To był jedyny pomysł taktyczny na Baciora, niestety nieudany. Później zawodnik z CCC jechał bardzo rozważnie, z głową, a na takiego nie ma mocnych. Gdzieś na 25 kilometrze poczułem, bo nie słyszałem, wibrację w telefonie. No nie, patrzę, Ola dzwoni. Mam gumę, powiedziała łamiącym się głosem. Kurczaczki, odbiłem do lewej, zahamowałem i pomachałem moim kolegom na do widzenia. Ola złapała gumę już na 10 kilometrze dobijając przednią oponę na jakimś kamieniu. Po 20 minutach dotarłem w miejsce awarii, oddałem moje koło i męczyłem się z naprawieniem przedniego koła Oli. Nabój nie dał rady dopompować i musiałem pożyczyć pompkę od jednego z uczestników jadących na dystansie Medio. Szybko znalazłem wsparcie, ale zmiana za dużo czasu mnie kosztowała i ze spuszczoną głową wróciłem na linię startu. Przebrałem się i oczekiwałem na przyjazd zawodników z Grand Fondo. Mały peleton jechał spokojnie, nie było za dużo akcji zaczepnych. Większość zawodników czekała na finisz. Zaatakował lider, zupełnie niespodziewanie na błotnym odcinku, zaczęła robić się luka. Bartosz był czujny jak ważka i szybko zareagował. Dwójka Banach-Batek zaczęła się oddalać. Dysponujący niesamowitą mocą na odcinkach prostych, Artur Korc, zaczął swój rajd, a jakże, z ostatnich pozycji. Przechodził po kolei zawodników, a żaden z nich nie był w stanie przytrzymać mu koła. Szybko doszedł dwójkę liderów i włączył się do akcji. Ta trójka rozpędzała się szybko i nikt już nie był w stanie ich dogonić. Andrzej Kaiser złapał gumę i zabrakło w grupie pościgowej mocnego ogniwa jakim jest zawodnik z Bytowa. Wojtek nie czuł się najlepiej po wywrotce na Mistrzostwach Polski, a Aleksander Dorożała jeszcze odczuwał skutki przeziębienia. Nie było komu pracować.

finiszhalej

 Na finiszu najszybszy okazał się Batek, który genialnie wyczuł miejsce do ataku. Na niewielkiej hopce przed metą zaskoczył Bartosza i wyszedł mu za pleców uzyskując od razu 3 metrową przewagę. Artur Korc za późno zareagował, a Bartosz zawisł pomiędzy tymi dwoma zawodnikami. Do mety pozostał kawałek prostej i parę zakrętów. Tam ciężko było kogoś wyprzedzić i tak po raz piąty z rządu wygrał Dariusz Batek, tym samy przypieczętował końcowy sukces w Generalce. Bartosz finiszował na drugim miejscu i to samo miejsce zajął w końcowym rozrachunku. Na trzeciej pozycji zameldował się Artur Korc, który udowodnił przynależność do najlepszych maratończyków w Polsce. Grupkę spokojnie wygrał Wojciech Halejak, zajmując 4 miejsce na etapie i w końcowej klasyfikacji. Najniższy stopień generalki wywalczył zasłużenie Aleksander Dorożała zawodnik M-Bike, dla którego ten sezon jest bardzo udany. Czekaliśmy tylko na przyjazd Oli. Jest! Dotarła do mety w asyście Michała Kowalczyka, któremu strzelił łańcuch na trasie. Kiedy Michał naprawił zerwany łańcuch dojechała do niego Ola i już wspólnie pokonywali trasę wyścigu.

druzyna

Zdobyliśmy jako drużyna pierwsze miejsce w generalce. Na drugiej pozycji grupa CCC z Batkiem i Magdą Sadłecką w składzie. Na trzeciej pozycji Corratec Team. Zasady rozegrania tej klasyfikacji były trochę niejasne, pozostawiam je bez komentarza. Cieszę się, że ten sezon się już skończył i czekam na następny. Nie poddaje się, mam jeszcze chęci do treningów i ścigania. Bartosz jest coraz lepszy i w przyszłym sezonie możemy tworzyć świetny duet, który jest moim marzeniem, do tej pory niezrealizowanym. Realizacja to tylko kwestia czasu, wierzę, że nam się uda.

bodzio

Dzisiaj na trasie wyścigu było wielu defektów. Pomimo łatwej technicznie trasy kłopoty z rowerami mieli: Andrzej Kaiser, Michał Kowalczyk, Olga Wasiuk I Michał Bogdziewicz (na zdjęciu), któremu patyk zerwał tylną przerzutkę. Michał bardzo sprawnie przerobił swojego Specialized 29er na singlespeeda ;). Kłopoty w końcówce miał również Przemek Ebertowski, poluzowała mu się nakrętka od kaset, skutecznie blokując tylne koło.

moderhak guz

Cieszy mnie fakt, że na pierwsze miejsca w swoich kategoriach wdrapali się zawodnicy z którymi wspólnie trenujemy w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Po lewej Mateusz Moderhak, Po prawej Andrzej Guz.

Robert Banach