W miniony weekend w Polsce rozpoczął się sezon triathlonowy. Do wyboru było wiele miejsc i dystansów, m.in. Gniewino, Żywiec, czy Olsztyn. Ja wybrałem JBL Triathlon w Sierakowie, gdzie wystartowało 500 zawodników na dystansie ½.

Przygotowania do zawodów nie były specjalne, 2 tygodnie wcześniej starowałem w Wietnamie, gdzie zająłem 5 miejsce na IRONMAN 70.3 TECHCOMBANK Vietnam, ten wyścig wyeksploatował mnie do maksimum, plus prawie 30-sto godzinna podróż.

W Sierakowie startuje od 2015 roku, czyli był to mój czwarty rok z rzędu. Lubię tam przyjeżdżać, ponieważ organizacja jest na najwyższym poziomie, ale też jest to dla mnie dobry sprawdzian na początek sezonu. Wyścig zawsze odbywa się na tej samej trasie i mogę porównać swoje postępy z poprzednimi latami. Co roku odnotowuję coraz lepsze czasy z każdej z dyscyplin, więc widzę że jest progres, co mnie bardzo cieszy.
Duży plus za wysoką nagrodę $$$, tylko pierwszy zgarniał wszystko, co jest fajne i nie fajne, zależy czy wygrasz. Dla mnie super 🙂

RYWALIZACJA

Woda w tym roku była wyjątkowo ciepła, wydaje mi się, że gdzieś około 19st, bardzo przyjemnie. Plan na pływanie to ustawić się dobrze na starcie i płynąć za najlepszymi pływakami, spróbować wytrzymać ich mocne tempo. Zadanie wykonałem idealnie 27min10sek, jak dla mnie bardzo dobry czas z 2- minutową stratą do pierwszego. Szybka zmiana i ogień na rowerze, noga nie kręciła się specjalnie, waty poniżej mojego poziomu (275wNP), a przy tym utrzymuję prędkość 41km/h. Przestałem myśleć o cyferkach i jechałem po prostu swoje, czyli tyle ile fabryka daje. Dystans rowerowy miał 88km, wykręciłem czas 2h06, czyli najlepszy tego dnia.

Wchodząc do strefy zmian T2 nie miałem dużej przewagi nad pozostałymi, niecałe 2min nad Jackiem Tyczyńskim i około 4min nad Tomaszem Spaleniakiem, którzy bardzo dobrze biegają, więc wiedziałem że nie mogę ani na chwilę odpuścić. Do pokonania mieliśmy 4 dosyć pagórkowate rundy, każda miała ponad 5km. Tempo, jakie utrzymywałem było szybsze niż zamierzałem. Każde okrążenie pokonywałem w czasie poniżej 20min, a samopoczucie z rundy na rundę coraz lepsze.

Na koniec czekała mnie najprzyjemniejsza chwila dla każdego sportowca, przekroczyłem linię mety na pierwszym miejscu z czasem poniżej 4h i bezpieczną przewagą nad drugim Tomkiem Spaleniakiem i trzecim Michałem Rajcą. Przytaczając słowa komentatora: „Winner takes it all”. Na podium stałem sam, prawie jak etapowi zwycięzcy Giro di Italia, ale niestety bez hostessy i buziaka 😉

Zawody będę miło wspominał i wiem, że na pewno wrócę tu za rok, ale… po co tyle czekać, jak można zostać i wystartować drugiego dnia na ¼. Szybka decyzja, wracam do hotelu, nogi do góry i odpoczywam ile się da. Po dzisiejszym dniu mam apetyt na więcej.

Dzień 2

Start o 10:00, spokojnie można było się przygotować i wyspać, jednak nogi nie były już takie świeże. Pływanie tylko 950m, wystartowałem mocno, ale to już nie było to co poprzedniego dnia, czułem że idzie bardzo opornie, wyszedłem z wody na 14 miejscu z 2-minutową stratą do pierwszego, a czas tragiczny 14min30sek. Na rowerze jechało mi się nawet lepiej niż wczoraj i zszedłem z roweru na 1 miejscu. Jeszcze czułem, że mogę powalczyć o zwycięstwo. Zaraz za mną ze strefy zmian wybiegł Robert Czysz, który świetnie popłynął i też dobrze pojechał na rowerze. Na biegu start poprzedniego dnia dał o sobie znać, próbowałem utrzymać przez 2 km tempo Roberta, ale wiedziałem że dalej tak nie pociągnę i wycofałem się bo „Winner takes it all”. Gratulacje Robert!

 

Teraz czas regenerację, kilka treningów i za ponad 3 tygodnie triathlon w Suszu na dystansie ½.

Zapraszam do odwiedzenia mojej strony internetowej www.bartoszbanach.pl

Foto: Maratomania.pl