Punkt kulminacyjny sezonu już za mną – Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB przechodzą do historii. Przywiozłem z nich siódme miejsce, czyli oczko niżej niż na czempionacie w XCO. Takiego scenariusza przed sezonem raczej bym nie założył. Może mijam się z powołaniem? Na plus fakt, że udało mi się nareszcie ukończyć MP XCM, co nie miało miejsca w dwóch poprzednich latach 😉

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/MP_XCM/mostek.JPG{/gallery}

 Gór nie ma, ale też jest zajebiście

 

Przygotowania do startu szły po mojej myśli, wykonałem sporą i ukierunkowaną na ten start pracę. Forma w wyścigach poprzedzających MP znakomita – w Nowej Soli zdołałem m.in. ograć na finiszu zeszłorocznego Mistrza Polski Piotra Brzózkę. Bardzo pasowała mi też Obiszowska trasa, bardzo przypominająca tereny, na których trenuję: góra-dół, singiel, góra-dół, singiel; podjazdy krótkie, robione na szybkości i dużej mocy, trochę płaskich odcinków. Nie wiem czemu ludzie narzekali na jej charakter. Oczywiście można psioczyć, że nie było po drodze Mt. Ventoux ale 1500 m w pionie też kąsa nogi – tempo robi swoje, nie jedziemy przecież po mleko, tylko po medale.

 

Na starcie stawili się wszyscy ci, którzy mieli się tam pojawić za wyjątkiem Marka Konwy, Alexa Dorożały i Darka Batka. Wbrew pozorom – mniejsza liczba mocnych konkurentów wcale mnie nie cieszyła. Dlaczego? Dlatego, że to tylko potęgowało przewagę taktyczną pretendentów do zrobienia największego zamieszania, czyli naładowanego supermocnymi zawodnikami teamu JBG-2.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/MP_XCM/start.jpg{/gallery}

Orkiestra gotowa

 

Wawak, Kowal, Brzózkowie i spółka doskonale wykorzystali swoją przewagę. Na 12 kilometrze po okresie mocnej ale równej jazdy na czele pojawił się cały, sześcioosobowy pociąg JBG-2. Sześciu kolarzy to tyle ile liczy np. skład Omega Pharma-Quick-Step na Tour of Britain. Drugim najliczniej reprezentowanym teamem był chyba Kross, w którego barwach wystartowało 3 zawodników. Liczby nie kłamią :). Po chwili dwóch faworytów, Wawak i Kowal, odjechało. Bez ataków, bez szarpania – po prostu przyspieszyli. Ukształtowanie terenu (wąski singiel) i zagrywka reszty zawodników JBG-2 (wyraźne zwolnienie) pozwoliły na szybkie zrobienie kilkunastosekundowej przewagi. Gdy tylko zrobiło się szerzej Piotrek Kurczab, Kornel Osicki i ja zabraliśmy się za gonienie. Oczywiście po kicie szli nam Brzózkowie. Zawodnik Krossa szybko odbił, Piotrek dał mocną lecz krótką zmianę, więc padło na Banacha.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/MP_XCM/ciagne.jpg{/gallery}

 Bartosz Banach – kierownik „wycieczki”

 

 

Szkoda, że nie było z nami Krzyśka Krzywego, który zamotał się na samym początku i wystartował jako ostatni. Jego silny motor bardzo by się w tym momencie przydał. No nic – gaz do dechy, obrotomierz na czerwonym i próby skoków, w celu urwania braci „B”. Bez skutku. Miejsca 1 i 2 pojechały. Zwalniamy, czekając na odsiecz z tyłu. Gdy doszedł nas Krzysiek i inni zawodnicy, mogłem trochę odpocząć na kole lecz niezbyt długo. Na najtrudniejszym podjeździe zwanym „Baba Jaga” Piotrek i Adrian stanęli w pedały i zrobili takie tempo, że z grupki zostały trociny. Trochę wyglądało to jak gra w kręgle – jak tylko udało nam się zewrzeć szyki, to ktoś ze śląskiego teamu rozbijał je niczym kula, wyprowadzając atak. Ale jak się ma takie armaty, to aż głupio nie strzelać.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/MP_XCM/kris.jpg{/gallery}

Krzychu, gdzie byłeś, jak Ciebie nie było?! 

 

Tutaj w zasadzie mógłbym zakończyć relację. Dodam jeszcze, że ekstra solówę odwalił Krzysiek Krzywy, który widząc, że reszta rywali, łącznie ze mną, jest ubita, skokiem oderwał się od grupy i samotnie pokonał 2 okrążenia. Był tego dnia w mega kopie. Jeszcze raz podkreślę, że bardzo żałuję, że spalony start wykluczył go z początku rywalizacji. Wielkie gratulacje dla ekipy JBG-2, która znów rozbiła bank i zgarnęła 4 pierwsze lokaty, po raz kolejny podkreślając, że są najmocniejszym teamem MTB w Polsce. To pokazuje też, że kolarstwo to sport drużynowy. Jestem przekonany, że gdyby Bartek, Mariusz, Adrian i Piotrek byli w różnych teamach, to wyścig z pewnością ułożyłby się zupełnie inaczej. Nie wiem czy to wpłynęłoby na moją pozycję na mecie, jednak na pewno byłoby zdecydowanie ciekawiej. Gdybanie jest nieodłącznym elementem kolarstwa („gdybym tu nie puścił, gdybym tutaj skoczył, gdyby nie wypadł mi bidon itp.”), choć oczywiście snucie takich opowieści trzeba traktować z przymrużeniem oka.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/MP_XCM/meta.JPG{/gallery}

Meta – niestety przywożę drugą a nie pierwszą cyfrę z nuemeru

 

Przede mną jeszcze kilka wyścigów. Forma jest niezła, chcę ją wykorzystać i mocno zakończyć sezon. Tym bardziej, że (nie zapeszając) wrześniowa pogoda rozpieszcza kolarzy. Do zobaczenia na zawodach!

  

 

Bartosz Banach

red. Wojtek Woźniak

fot. Anna Olszańska, Maria Lipowiecka, strefasportu.pl