Mistrzostwa Polski w Dąbrowie Górniczej

Na początku przepraszam wszystkich tych, których wprowadziłem w błąd, opisując trasę maratonu.

Sam tego nie sprawdziłem, a dochodziły do mnie głosy od poważnych zawodników, że na trasie absolutnie nic nie może zaskoczyć, jest nudna i płaska. Wykres na stronie Lang Teamu to potwierdzał a suma przewyższeń, według organizatora wyliczona na około 640 metrów dolała oliwy do ognia. Wyszło 1100, różnica znacząca. Proponuje obsłudze tego cyklu, o ile chce się nazywać prestiżowym, o profesjonalne podejście do tematu. Są takie liczniki z GPS, dzięki którym można ładnie zaznaczyć „ślad” wyścigu i go upublicznić dokładnie podając sumę przewyższeń. Po raz kolejny sprawdza się przysłowie: umiesz liczyć, licz na siebie.

dabrowa_start_peleton

Kiepskie opinie przed startem nie wpłynęły na frekwencję zawodowców i amatorów. Zebrało się zacne grono zawodników i nie pamiętam abyśmy mieli tylu dobrych kolarzy na jednej lini startu od lat. Łatwiej mi napisać kogo nie było niż opisać wszystkich, którzy wzięli udział w tych zawodach. Brakowało jedynie srebrnego medalisty z 2011 roku, Marka Konwy, który zakończył już sezon startowy. Był cały team JBG2 z Markiem Galińskim na czele i Olimpijczykiem Piotrem Brzózką. Team Kross także w pełnym składzie: Bogdan Czarnota, Radosław Rękawek i Mateusz Zoń. Zjawił się Mariusz Kowal. Utytuowany zawodnik. Jak widać nie może rozstać się z rowerem i cały czas reprezentuję wysoką formę. W drugim rzędzie ustawił się świeżo upieczony Medalista Igrzysk Paraolimpijskich, Artur Korc, mój faworyt. Andrzej Kaiser, Krzysztof Krzywy, Aleksander Dorożała, Paweł Baranek z teamu M-Bike i osamotniony Dariusz Batek z CCC. Bartosz Janowski, Tomasz Jajonek z DBR i wielu innych. Sami najlepsi !

Te wszystkie nazwiska nadawały smaku rywalizacji już na linii startu. Nie myliłem się. Ataki pomimo długiego dystansu 108 kilometrów rozpoczęły się od początku. Pierwszy ruszył Krzysztof Krzywy, delikatnie przyspieszył i uzyskał niewielką przewagę. Za nim skoczył Tomasz Drożdż z JBG2, która dysponowała najliczniejszą grupą zawodników obok naszego teamu Hp-Sferis. Nie było możliwości, aby w odjeździe nie znaleźli się zawodnicy z tych dwóch ekip. Jakby stało się inaczej to ekipa, która nie ma swojego przedstawiciela w ucieczce musiałaby gonić, a po co tracić siły. Innym ekipom zebranie się zawsze zabierze więcej czasu na korzyść uciekinierów. Znalazłem małą lukę i mocno przyspieszyłem. Szybko dojechałem do prowadzącej dwójki i od razu wyjechałem na zmianę dając znak gotowości do współpracy. Na reakcję Krzysztofa i Tomasz nie musiałem długo czekać. To doświadczeni zawodnicy, którzy wiedzą jak należy jechać w odjeździe. Przewaga się powiększała. Ani JBG2 , ani Hp-Sferis nie goniło tej ucieczki. Zanim team Kross zebrał się do akcji, to nasza przewaga urosła do 2 minut i rosła dalej, ponieważ koledzy za mocno nie naciskali, a my też wolno nie jechaliśmy. Na 25 kilometrze mieliśmy już ponad 3 minuty przewagi i pomyślałem sobie, że ten odjazd może się udać. W głównej grupie, jest dużo faworytów i każdy będzie obserwował przeciwnika zamiast pracować, dlatego ich siła, pomimo że większa, nie będzie w pełni wykorzystana. Nasza trójka dysponowała znacznie mniejszymi możliwościami, ale były one wykorzystywane w 100%, dlatego uzyskiwaliśmy przewagę. Moje obliczenia rozwiał następny fragment trasy. Zupełnie nie spodziewałem się takich podjazdów na trasie. Reszta zawodników też była zaskoczona. Liczne pagórki pokonywane w wysokim tempie wchodziły w nogi. Wiedziałem, że w takim terenie grupa faworytów zacznie wyścig od początku i tylko kwestią czasu będzie kiedy nas dopadną. Nasza przewaga szybko urosła na płaskim terenie i zaczęła spadać na górkach . Faworyci z JBG2 zaczęli swoje przedstawienie. Tempo podkręcił Marek Galiński i narzucił wysoki rytm. Słabsi zawodnicy zaczęli szybko odpadać. Po jego przyspieszeniu poszedł kontratak, w którym pojechali : Piotr i Adrian Brzózka, Kornel Osicki i Dariusz Batek. Marek Galiński złapał gumę i wycofał się z rywalizacji. Kiedy kończyliśmy pierwsze z dwóch rund biało-czerwony pociąg z pomarańczowym konduktorem miał już nas na widelcu. Zostaliśmy doścignięci na asfaltowym odcinku, który rozpoczynał wjazd na drugą rundę. Dzięki czemu mogliśmy złapać trochę oddechu jadąc na kole. Wjechaliśmy w teren, tempo było umiarkowane, bez skoków. To mi odpowiadało, miałem nadzieję przejechać w tym składzie jak najdłużej. Nie musiałem pracować bo JBG2 miało 4 kolarzy, więc pozostało mi tylko trzymanie koła. Ładnie się to zapowiadało dopóki Piotrowi Brzózce nie zaczął szwankować rower. Powietrze schodziło z tylnego koła. Piotr wymienił się na koła z Tomaszem Drożdżem i kontynuował jazdę. W tym czasie ucieczka zwolniła i dojechała do nas reszta zawodników. Wyścig rozpoczął się od nowa. Taktyka grupy JBG2 była niejasna. Mogli przecież jechać dalej po defekcie Piotra. Było 2 na jednego. Osicki i Brzózka przeciwko Batkowi, bo siebie i Krzysztofa Krzywego nie liczyłem w tej rozgrywce. A może zawodnicy w biało-czerwonych trykotach czuli się aż tak pewnie, że nie przeszkadzała im obecność reszty zawodników. Faktycznie tego dnia byli mocni, ale szczęście im nie sprzyjało. Wszyscy łapali gumę. Fourius Fred był za delikatny jak na tę trasę. Może czytali banachbrothers i zasugerowali się moimi opisami ;-). Jak już wszyscy się zebrali i chwilę odetchnęli, znowu zaczął się kocioł. Andrzej Kaiser podkręcił tempo, a później kolarze poszli jak spłoszone konie. Na sztywnym krótkim podjeździe po kamyczkach trzech zawodników wyraźnie odskoczyło od reszty pokaźnej grupy zawodników. Byli to: Piotr Brzózka, Wojtek Halejak i Dariusz Batek. Ja już nie dałem rady przetrzymać tak wysokiego tempa. Za mną jechał Artur Korc. Trochę mu się dziwiłem, że przy takiej mocy jedzie po kicie, a przed nim 11 zawodników. Spokojnie by mógł kontrolować stawkę jadąc na wyższej pozycji. A tak, kiedy poszedł zdecydowany atak, Artur pomału się zbierał i przechodził kolejnych zawodników, a mógłby jechać z czołówką. Widzę, że i tak poprawił swoją technikę i w następnym sezonie to on może rozdawać karty, przynajmniej na średnio trudnych i płaskich maratonach. Trójka Brzózka, Halejak i Batek uzyskała przewagę i tak zakończyła terenową jazdę. Przed nimi pozostał ostatni odcinek na trasie, zupełnie płaski, głównie po asfaltowej ścieżce. Przed wjazdem w ten odcinek Piotr Brzózka znowu miał defekt. Wbił mu się jakiś gwóźdź w tylną oponę. Na szczęście niedaleko był bufet i mechanik z zapasowym kołem. Wcześniej Defekt miał Adrian i wycofał się z rywalizacji. To było jakieś treningowe koło i za bardzo nie pasowało do ustawienia zacisku hamulcowego w rowerze Piotra. Olimpijczyk dalej kontynuował jazdę z lekko obcierającą tarczą. Został doścignięty przez grupkę Korc, Rękawek i Kaiser. W tym czasie Halejak i Batek zbliżali się do finiszu. Wojtek miał obcykany wjazd na metę i wiedział gdzie zaatakować. Zresztą słynnie z bardzo dobrego długiego finiszu. W przedostatni zakręt wszedł na pierwszej pozycji, ale na następnym łuku jechał za bardzo po zewnętrznej. To wykorzystał Dariusz Batek i przyciął ten zakręt po małym łuku. Wojtek się wywrócił, a Darek minął linię mety zdobywając tytuł Mistrza Polski w Maratonie MTB. Do Darka nie można mieć pretensji, to była sportowa walka. Wojtek mógł ciasno wejść w zakręt i to on by zwyciężył. Z tyłu szedł mocno naciągnięty peletonik. Artur Korc bez problemu wygrał ten finisz i zasłużenie wywalczył brązowy medal. Ja zupełnie wypłukałem się energetycznie. Nie miałem prądu w nogach, tętno na płaskim spadło do 140 ud/min i pedałując w „kwadrata” zbliżałem się do mety. Wypracowana wcześniej przewaga pozwoliła mi dojechać na 12 miejscu. 2 kilometry przed metą dogonił mnie przyszły Mistrz Polski Orlików Piotr Kurczab z KTM i tuż za jego plecami skończyłem ten morderczy wyścig. Bartosz tego dnie nie czuł się za dobrze. Nie zregenerował się należycie po starcie w Rzeszowie. Za rok kolejne Mistrzostwa i jest szansa na rewanż.

robert_willa_prezydenta

Rezydencja Prezydenta Rp w Wiśle.

z kolarskimi pozdrowieniami

Robert Banach, Wisła 17 września 2012

foto.Szymon Gruchalski IMGSTUDIO, LangTEAM