W Jeleniej też  pada i to od 3 dni! No to niezłe czeka nas błotko- mówię sobie po cichu. Na szczęście w dniu startu przestało padać, ale na trasie szlamu nie brakowało. Zanim jednak przejdę do sportowej części widowiska chciałem napisać o pewnym fakcie, który moim zdaniem niedopuszczalny jest na takiej imprezie. Chodzi mi o rozstawienie zawodników w sektorach…

 

 

 

Jak co tydzień wcześnie rano pod nasz blok podjeżdża Piotr (masażysta) teamowym busem. Znowu jedziemy na zawody. Tym razem zawody najwyższej rangi!

Przygotowania do imprezy przebiegały dobrze, aczkolwiek nie tak jak sobie wymarzyliśmy. Wojtka nie odpuszcza kontuzja kolana, której nabawił się jakiś czas temu i do tej pory nie może jej wyleczyć. Bartosz z nas wszystkich najlepiej przygotowany, w najlepszej formie. Ja też nie mogę narzekać, choć dyspozycja odbiega od optymalnej.

Generalnie w dobrych nastrojach wyruszyliśmy na zawody. Spędziliśmy  w aucie 10h, cały czas lało.  W Jeleniej też  pada i to od 3 dni! No to niezłe czeka nas błotko – mówię sobie po cichu. Na szczęście w dniu startu przestało padać, ale na trasie szlamu nie brakowało.

Na mistrzowską imprezę większość zawodników ostrzy sobie zęby. Dosyć spora gromadka zawodników licencjonowanych pojawiła się na starcie. Brakowało dwóch faworytów: ubiegłorocznego Mistrza Polski: Marka Galińskiego i jego podopiecznego czyli Piotra Brzózki. Nieobecność tych dwóch znakomitych kolarzy nie spowolniła tempa w peletonie a wręcz wyostrzyła nadzieję na końcowy sukces zawodników którzy ocierają się o podium.

Zanim jednak przejdę do sportowej części widowiska chciałem napisać o pewnym fakcie, który moim zdaniem niedopuszczalny jest na takiej imprezie. Chodzi mi o rozstawienie zawodników w sektorach.

Zawodnicy, którzy walczyli o tytuł Mistrzowski byli wrzuceni do jednego kotła z całą gromadą stałych uczestników bikemaratonu. Nie ujmuje tutaj zacięcia i woli walki wszystkim, którzy stali w pierwszym sektorze. Mimo wszystko  jakiś podział powinien być, tym bardziej, że pierwszy sektor zarezerwowany jest dla najlepszych z dystansu mini, medio i giga. Są to kobiety, mężczyźni, młodzi, młodsi 😉 o różnym poziomie sportowym. Sektory były otwarte 30min przed startem. Żaden zawodnik wysokiej klasy sportowej nie będzie stał 30 min wcześniej w sektorze i czekał na start.

Doszło do sytuacji takiej, że sektor pękał w szwach. Zawodnicy licencjonowani wpychali się od przodu. O ile było jeszcze miejsca sędziowie przymykali na to oko, ale jak zrobiło się naprawdę ciasno nie pozwalali wjeżdżać od przodu. Takim to sposobem ja i Bartosz (byliśmy 10 min przed startem) zostaliśmy wręcz wyproszeni (to łagodne słowo) z pierwszej linii i skierowani na koniec sektora, gdzie nawet nie było miejsca na wjazd. Bartosz twardo stał z przodu za co sędzia dał mu na dzień dobry 15minut kary, a w zasadzie postraszył bo żadna kara nie została wlepiona. Ja natomiast honorowo skierowałem się na tyły i czekałem cierpliwie na start z myślą , że sobie jakoś poradzę bo na początku są odcinki szosowe.

Jednak sobie nie poradziłem. Od startu tempo było mocne, a po wyjeździe z miasta wjechaliśmy na bardzo wąską ścieżkę rowerową, gdzie wyprzedzanie było bardzo ciężkie. TUTAJ CHCIAŁEM PRZEPROSIĆ ZAWODNIKÓW, KTÓRYCH WYPRZEDZAŁEM NIEBEZPIECZNIE I KTOŚ TAM CHYBA SIĘ WYWRÓCIŁ, PRZEPRASZAM. WSPÓŁWINNY TAKIEJ SYTUACJI JEST SAM ORGANIZATOR.

Panowie czy tak ciężko zrobić sektor dla zawodników z licencją przy okazji Mistrzostw Polski? Przecież było nas tam max 30 osób? Równie dobrze mogłem twardo stać  w pierwszym rzędzie jak inni i na zwracane uwagi patrzeć w niebo, lub włączyć się do wyścigu z jakiejś bocznej uliczki – ale czy o to tu chodzi?

Jeszcze jedna śmieszna sprawa. Organizator przy okazji MP zorganizował Mistrzostwa Polski Amatorów na wszystkich dystansach i we wszystkich kategoriach. Z punktu widzenia przeciętnego kibica informacja o tylu Mistrzach Polski na jednej imprezie wprowadzała go w niezrozumienie rywalizacji  sportowej i sensu przebiegu zawodów. Sorry Adrian! Byłeś tylko jednym z wielu! ;). To wszystko co odebrałem negatywnie. Organizatora chciałem pochwalić za doskonale za przygotowaną trasę o skali trudności godnej Mistrzostw Polski. Powracając do przebiegu rywalizacji…

Dość nerwowy start opisałem wyżej. Fakt, że musiałem przedzierać się z dosłownie ostatniej pozycji pozwolił mi na obserwację wszystkich uczestników imprezy. Po około 10km przepychanki, nerwowej jazdy, przyspieszania, gwałtownego hamowania udało mi się dojechać do około 30 pozycji. Z przodu widziałem szpicę z faworytami wyścigu. Wszyscy jechali z wyczuciem, bez zbędnych strat energii.

Dopiero jak zrobiło się stromo i ciężko, zaczęły robić się przerwy. Widać było, że każdy z zawodników jechał swoim tempem z szacunkiem do podjazdów, które czekały na trasie. Mi udało się przeskoczyć do przodu. Wyprzedzanie w ciężkim terenie jest o wiele łatwiejsze. To proste, jedziesz swoim tempem a inni, słabsi odpadają.

Kolejno mijałem całe grupki zawodników. Rafał Hebisz, Krzysztof Krzywy, Aleks Dorożała, Przemek Ebertowski, Paweł Baranek. Szło mi bardzo dobrze! Szkoda, że nie dane mi było stać w pierwszym szeregu.

Na podjeździe pod „łopatę” gdzie nachylenie sięgało około 25%, dogoniłem Bartka Janowskiego, Radka Tecława a na szczycie Wojtka Halejaka. Przed sobą widziałem 4 pierwszych zawodników. Pierwszy jechał Marek Konwa . Jak cień podążał  za nim Adrian Brzózka. W niewielkim odstępie Bartosz B. (był dobry tego dnia) za nim Mariusz Kowal, z większą stratą Andrzej Kaiser, któremu pod łopatę obślizgnęło się koło i musiał podbiec ten ciężki podjazd.

Na szczycie Andrzej jechał przed nami jakieś 200metrów ale przy tak stromym wzniesieniu to przewaga dość spora. Utworzyliśmy 4 osobową grupkę: Janowski, Tecław, Halejak i ja. Na zjazdach odpadł od nas Radek, który wyraźnie bał się karkołomnych zjazdów. Natomiast Bartosz Janowski czuł się na zjazdach jak ryba w wodzie. Świetnie zjeżdżał a nam było łatwiej jadąc za nim bo wiedzieliśmy jak się w zakręt złożyć i który tor najlepiej obrać. Na podjazdach zawodnik z Krakowa był słabszy, także udało nam się go urwać i zbliżyć do Andrzeja.

Na kolejnym długim podjeździe dogoniliśmy zawodnika z Corrateca i od razu go wyprzedziliśmy. Widać było, że Andrzej nie ma swojego dnia i męczy się na rowerze. Przed nami widzieliśmy Bartosza i Mariusza. Zawodnicy w trykotach „Milki” i „JBG2” byli już 2 min przed nami. To na tej trasie w tym momencie żadna przewaga tym bardziej, że o defekt było łatwo. Na wjeździe na drugą pętla zaczął się stromy niebezpieczny zjazd. Jechałem w okularach i mało co widziałem, jeszcze przed zjazdem przetarłem okulary ręką i polałem izotonikiem z bidonu. Widoczność się poprawiła ale nie na tyle żeby kontrolować zjazd. Na jakimś kamieniu obślizgnęło mi się koło i przeleciałem przez kierownicę. Uderzyłem się mocno w kolano. Kontuzja była na tyle poważna, że zrezygnowałem z dalszej jazdy. Dojechałem do bufetu , gdzie stał Piotr i razem z nim pojechaliśmy na kolejne punkty na trasie.

http://www.youtube.com/watch?v=pmbaApH9S_A

Sytuacja się ustabilizowała. Na prowadzeniu Brzózka, za nim Konwa, Kowal, Banach B. i Halejak. Różnice pomiędzy zawodnikami na początku były małe ale później systematycznie rosły. Innych zawodników nie ominął pech. Już na początku Aleks Dorożała skrzywił największą zębatkę w korbie. Łańcuch przeskakiwał i nie mógł normalnie jechać. Pomimo prób naprawy awarii na trasie zmuszony był do opuszczenia wyścigu. Świetnie zjeżdżający Bartosz Janowski przeszarżował na jednym ze zjazdów i złapał „gumę”. Zdołał wstawić dętkę i dojechał na 8 miejscu.

Najwięcej gum podczas zawodów złapał Przemek Ebertowski. Ten zawodnik znany jest z tego, że się nie poddaje i nawet 3 kapcie nie dały mu najmniejszego powodu żeby zejść z trasy. Brawo Przemek!

Większość zawodników przyjeżdżała na rowerach bez hamulców. 88 km w błocie skutecznie zdarło całą okładzinę hamulcową w większości rowerów. Jedynie Ci, którzy przed startem założyli nowe klocki dojechali z dobrym hamowaniem do końca.

Adrian Brzózka bardzo ładnie i mądrze jechał przez cały wyścig. Równe tempo, czujność na zjazdach zagwarantowała mu tytuł Mistrzowski, GRATULACJE!. Pod nieobecność Marka Galińskiego koszula pozostała w rękach JBG2.  

 

Robert Banach

 

Banachbrothers.pl