Mazovia MTB, Otwock. Nie przespać głównego ataku.

Do Otwocka przyjechaliśmy wczesnym popołudniem. Cała ekipa oprócz mnie, miałem rower przygotowany wcześniej, uwijała się żeby poskładać „mountanbajki” na czas.

Jak to co roku bywa zawsze są problemy z zorganizowaniem sprzętu dla całej ekipy na czas. A to nie ma odpowiednich widelców, brakuje jakiejś przerzutki, opony nie doszły na czas i inne tego typu sprawy.

SAM_0135a

Kiedy chłopaki składali rowery ja pojechałem na trasę maratonu. Z informacji prasowych wyczytałem, że o 14 odbędzie się wspólny przejazd. Mi pasuje. Niestety na starcie prawie nikogo nie było, może odstraszyła ich pogoda, bo ta nie była łaskawa. Zimno, ponuro i co chwila padał śnieg z deszczem. Ubrany w bluzę termo, pelerynkę, zimowe nieprzemakalne spodnie, porządne ochraniacze ruszyłem na trasę. Jakiś koleś, który zapisywał się w namiocie, krzyknął: gdzie ja jadę, takie błoto jest. Faktycznie na stadionie, gdzie rozstawione było miasteczko zawodów, błoto było całkiem spore. Na trasie było inaczej. Leśne podłoże wchłaniało wodę jak gąbka, dlatego trasa zrobiła się ubita a co za tym idzie szybsza. Na 5 kilometrze spotkałem całą ekipę 4F e-vive na trasie z trenerem Andrzejem Piątkiem na czele. Stare dobre sprawdzone metody pozostały. Jako pierwsza zawodowa grupa kolarska MTB Lotto-PZU S.A. zawsze dużo jeździliśmy po trasie. Tych przejazdów było minimum 10 a maksymalnie 20. Znajmość trasy, szczególnie w XC, miało kolosalne znaczenia w prędkości pokonywania rundy. Poznanie każdego zakrętu, każdego podjazdu, dobranieodpowiednich przełożeń, dawało przynajmniej 15 sekund przewagi na okrążeniu nad osobą, która nie była „wjeżdżona” w trasę. A im runda była trudniejsza tym przewaga rosła. Później taki wyścig robiło się z „automatu”! To było zaskakujące, ale organizm odtwarzał cały przejazd, runda za rundą. Kiedy było już ciężko i nogi odmawiały posłuszeństwa, głowa wiedziała, że tu wjeżdżam na takim przełożeniu z taką prędkością i tyle. Wykonać! Choć w maratonie nie ma to tak dużego znaczenia, to dobre nawyki trzeba szlifować i wyrabiać tak żeby weszły w krew, tak właśnie jak to trener Piątek robi. Zresztą tę szkołę szlifuje i Marek Galiński i cała światowa czołówka. Nie ma lepszej metody.

Poznałem prawie całą trasę, nie była trudna. Wiedziałem o miejscach kluczowych, wiedziałem gdzie jest duży piach a gdzie można pojechać po ubitym, wiedziałem gdzie droga robi się wąska, wiedziałem gdzie są największe podjazdy. To bardzo dużo, kiedy walczy się o najwyższe lokaty. Oczywiście moją wiedzę przekazałem całej drużynie, żeby nie byli zaskoczeni. Moje przygotowania do startu w maratonie przebiegały odpowiednio. Forma czułem, że przychodzi, ale nie jest jeszcze odpowiednio wysoka. Prawie 20h spędzonych w siodle w poprzedzającym tygodniu treningowym, na pewno nie sprzyjały lekkości jazdy, ale były podstawą do „wyostrzenia nogi” na zawody docelowe, które zaczynają się z początkiem maja.

ZAWODNICY PROSZENI SĄ NA START.

Dzięki uprzejmości Cezarego dostaliśmy pierwszy sektor startowy. Ale kiedy przyjechaliśmy a było to 20 min przed startem, sektor powoli się zapełniał. Zziębnięci uczestnicy w startowych ciuchach czekali na gwizdek sędziego. Pogoda nie sprzyjała piknikowej atmosferze maratonów rowerowych. Tutaj trzeba było przeprowadzić rozgrzewkę, odpowiednio się ubrać i w ostatniej chwili stanąć w boksie startowym. Trudno jest zrealizować wszystkie te założenia przy okazji maratonu. Napiszę jak to powinno wyglądać. NIGDY, przenigdy nie doprowadzajcie organizmu do wyziębienia. To jest najgorsze co można zrobić, ponieważ zupełnie traci się kontrolę nad termoregulacją, zazwyczaj ubiera się wtedy (to już za późno) w ciepłe ciuchy, które za jakiś czas okażą się „kulą u nogi”. Przed startem trzeba trzymać ciepło- tak jak to zawodnicy w lekkiej atletyce robią. Po wykonaniu skoku, natychmiast ubierają się w dresy, aby trzymać odpowiednią temperaturę- pomimo że jest w miarę ciepło. Tak samo musi dbać o siebie kolarz. Kiedy będziemy odpowiednio rozgrzani, nie będzie wtedy kłopotu ze zdjęciem ciuchów i podjechaniu na linię startu w odpowiednim ubraniu. Na ten start najbardziej odpowiedni zestaw to krótkie spodenki, cienkie nogawki mogą być typu ¾, potówka z długim rękawem, koszulka z długim rękawem i to wszystko. Oczywiście dobre ochraniacze i rękawiczki oraz jakaś czapeczka pod kask – obowiązkowe. Tak wyposażeni możemy się ścigać. Dla mniej odpornych na zimno polecam wkładki rozgrzewające do stóp i dłoni. Przyjemnie grzeją przez 7 h, idealnie spisują się w takich warunkach.

SAM_0154a

Widząc cały peleton przemarznięty na starcie, nie pozostawało nic, tylko przydusić od razu całe towarzystwo. Ci którzy się wychłodzili, nie będą w stanie szybko jechać, a Ci którzy za ciepło się ubrali, za jakiś czas się zagrzeją i też szybko nie będą mogli kręcić. Proste, wykonać!

Choć początek trasy był dość spokojny, mocną robotę wykonał Bartosz narzucając wysokie tempo na odcinkach prostych. Kiedy wjechaliśmy w ciężki teren, do boju ruszył Wojtek. Rozpoczął szybką jazdę. Chwilę później Bartosz włączył się do pracy i we dwóch jadąc po zmianach zaczęli odhaczać kolejnych zawodników, w tym również i mnie 🙂. Jakoś nie za dobrze się czułem, i musiałem zwolnić żeby złapać odpowiedni oddech. Mieliśmy już przewagę. W naszej grupce, jechali: Bartosz, Wojciech, Paweł Baranek, i dwóch innych zawodników, których nie znałem. Ja wisiałem na ogonie i prosiłem, żeby trochę zwolnili. Chłopaki dwa razy luzowali tempo, ale mi to nie pomagało. W końcu machnąłem ręką, żeby jechali, ja musiałem odpocząć. Jak im machnąłem, tak poszli jak zerwani ze smyczy. Dwa podjazdy, dwie ”strzykawy” i już nikogo nie było. Całą sytuację obserwowałem z daleka i jechałem spokojnie żeby uspokoić organizm. Po 2 minutach było już dobrze. Tylko chwila czasu wystarczyła, żeby mechanizm zaskoczył. Szkoda, że złapała mnie niemoc, właśnie w tak kluczowym momencie, ale to właśnie jest kolarstwo. Trzeba być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, nie bać się przyspieszyć i odjechać z najlepszymi. Jeżeli prześpi się taką akcję, małe jest prawdopodobieństwo doścignięcia czołówki. Tak właśnie bywa na szybkich i płaskich maratonach.

Bartosz i Wojtek w końcu zniknęli nam z horyzontu. Jechałem z Pawłem Barankiem i zawodnikiem,  zapomniałem nazwiska, który najdłużej trzymał się HP’kami. Jechał na 29erSpecialized i chwilę później złapał gumę. Szkoda bo występ miał nieprzeciętny. Doleciał do nas samotnie podróżujący Adrian Kucharek. Szkoda, że przespał atak zawodników HP bo była duża szansa z jego „nogą” na odjazd w czołówce i samotny wjazd na metę dystansu MEGA. Za jakiś czas dojechała do nas kolejna dwójka zawodników konkurujących na średnim dystansie. Przewaga Bartosza i Wojtka wynosiła już 2 minuty i 30 sekund. Jechałem sobie spokojnie z tyłu nie przeszkadzając zawodnikom walczącym na krótkim dystansie. Po rozbiegówce ja i Paweł skręciliśmy na II pętle dystansu GIGA. Czułem się na tyle dobrze, że postanowiłem odrobić stratę do prowadzącej dwójki. Miałem rywala na plecach i za bardzo mi taki układ nie pasował. Pomimo wysokiego tempa Paweł cały czas wisiał mi na kole. Zmian nie chciał dawać, albo dawał krótkie i lekkie. Jest kłopot, jakbym doszedł HP’eków z przeciwnikiem z MBiku na kole to koledzy nie byli by zadowoleni i mogło by dojść do nieoczekiwanego finiszu. Choć to było mało prawdopodobne, mogło się ziścić. Tym bardziej, że nie wiedziałem czy Paweł mówiący, że słabo się czuje, mówi prawdę czy blefuje. Ok, nie będę odstawiał komedii i robił żabich skoków. Z Pawłem znamy się długo, dlatego powiedziałem : „ Paweł, mogę jechać pierwszy, ale w ostatecznym rozrachunku zajmujesz 4 miejsce”. Paweł na zgodę kiwnął głową. No to jedziemy. W tym momencie zaczął padać śnieg i wiać mocniejszy wiatr. Zrobiło się zimno, ja nie odpuszczałem. Paweł zaczął odstawać, był już wyczerpany. W końcu odpuścił i jechał swoim tempem. Ja cały czas do przodu czułem się coraz lepiej. Wpadłem na metę tuż za Wojtkiem i bratem odrabiając sporą różnicę czasową. Ale to nie jest tak ważne jak to, że nie byłem mocny wtedy kiedy trzeba było. Nic nie mogłem zrobić, następnym razem będzie lepiej. Przyszłe moje treningi nie będą już tak duże objętościowo a bardziej dynamiczne o większej intensywności. Forma powinna rosnąć.

SAM_0145a

Z kolarskimi pozdrowieniami

Robert Banach