Jelenia Góra Trophy Maja Włoszczowska MTB Race.

Zdecydowałem się na start w celu sprawdzeniu swojej formy na wyścigach o odmiennym charakterze niż te , które do tej pory jeździliśmy. Wyścigi w formule XCE i XCO cechuje maksymalna intensywność, niesamowita dynamika i walka od startu do mety.

Taki wyścig można porównać do japońskiego silnika benzynowego, który kręci się pod 7 tysięcy obrotów, ba nawet bym sięgnął dalej i wyścig XCE to obroty na poziomie sportowego motocykla Yamaha R6. Maratony, dla wyobrażenia przeciętnego kibica, to takie silniki diesla bez turbiny. Mocne ale mało dynamiczne o niskim spalaniu, ekonomiczne.

Maja Włoszczowska Race jest najbardziej prestiżowym wyścigiem w Polsce. Najbardziej prestiżowym, ponieważ co roku zbiera bardzo dobrych aktorów, kolarzy. Kolarzy z zagranicy jest więcej, albo tyle samo co Polaków. W piątek odbywały się sprinty (XCE) na których chciałem powalczyć. Bark troche mi dokuczał. Tydzień temu miałem upadek na „dropach” i do końca kontuzja się jeszcze nie wyleczyła. Plastry (kinesio taping) i orteza pomogły mi w szybszym powrocie do zdrowia. Kiedyś takie wyścigi były moimi ulubionymi, świetnie radziłem sobie na ulicznych kryteriach i szybkich wyścigach szosowych. Tysięce kilometrów na maratonach zaadoptowały mnie do innego wysiłku. Chciałem się przekonać jak to w rzeczywistości wygląda.

Trasa zlokalizowana była w centrum miasta Jelenia Góra. TVP Sport relacjonował te zawody na żywo. Dobrze, że nie padało. Dużo fragmentów na trasie przebiegało po bruku, a wiadomo, mokra kostka jest bardzo śliska. Byłoby niebezpiecznie, ale widowiskowo, choć na brak emocjęinie można było narzekać.

216169_356943137716509_1519083074_n

Na początku trzeba było się zakwalifikować do 1/8 finałów. 39 zawodników mierzyło się z czasem i 32 przechodziło dalej. Z tego grona wybrano osiem czwórek. Dwóch najlepszych z każdej czwórki przechodziło dalej i tak systemem eliminacji do finału. Na czasówce wykręciłem 19 czas 2:01 ze stratą do najlepszego, Marka Konwy około 9 sekund. Marek Konwa bawił się z nami. Było o klasę lepszy od pozostałych kolarzy. Tak jak Robert powiedział, który oglądał zmagania na żywo w internecie: Konwa był niesamowicie dynamiczny, inni zawodnicy przy nim stali w miejscu

Startowałem w 7 biegu razem z Kornelem Osickim, Marco Schaetzing i Rafałem Augustynowiczem. Kwalifikacja wydawała mi się możliwa , ale Kornel był poza zasięgiem. Z Niemcem walczyłem do ostatnich metrów. Na ostatnich zakrętach chciałem go wyprzedzić, ale był bardzo szybki i jeździł bardzo blisko wewnętrznej. Przegrałem o przysłowiowy błysk szprychy, a dokładniej o 10 centymetrów.

311954_356944264383063_748183366_n

Sobotę, dzień przed wyścigiem głównym, poświęciłem na dokładne zapoznanie się z trasą wyścigu. Znajomość trasy ma kolosalne znaczenie i przy takiej konkurencji jest koniecznością. Ten kto nie zna elementów technicznych, nawet najbardziej doświadczony , ten skazany jest na poważną stratę, nie sekundową a minutową, na pierwszych rundach. Okrążenie liczyło 4,6 km. Odcinek na Placu Paulinum był przygotowany naprawdę profesjonalnie. Kamienie, kamyczki, korzenie, cięzkie podjazdy i zjady a dodatkowo dużo zakrętów. Techniczny odcinek wymagał dynamiki i maksymalnego skupienia. Tras kończyła się efektownym zjazdem, którego bałem się za każdym razem. Nie czułem się do końca pewnie, ale na tyle bezpiecznie, że bez obaw oczekiwałem na niedzielny start. Szkoda, że Roberta niebyło. To trasa dla niego!

Maja Włoszczowska MTB Race XCO start dopiero o 14.30. Rano „ziewanie” i oczekiwanie w pokoju na godzinę zero. Trochę było nudnawo a czas leciał powoli. Czytałem gazetki (Magazyn Rowerowy i CKM) oraz oglądałem telewizję. W pokoju byłem z Misią, która miała sprawować funkcję bufetową (bidony i żele), i z Krzysiem Brzuzkiem, który jest w Karpaczu od 2 tygodni. Jest to jego pierwszy poważny sezon. Rano był mocno pobudzony i nie wiedział co ze sobą robić. Dla zgubienia stresujących myśli, zawsze biegał po trasie, podglądając innych. A to trzeba na odwrót, spokojnie czekać na swoją kolej. Odpoczywać, relaksować się z „nogami na haku”.

Na starcie przy ponad 30 stopniowym upale pojawiło się 40 zawodników (20 Polaków i 20 z zagranicy) w Elicie. Orlicy startowali po nas i było ich trochę więcej. Zostałem ustawiony w 3 rzędzie za Markiem Galińskim i Dariuszem Batkiem.

224284_356946127716210_1277228144_n

Pierwszy zakręt i kraksa! Przede mną Kornel Osicki zaliczył glebę. Trzeba było zwolnić do zera i ominąć kolegę. To kosztowało mnie wiele i po rundzie rozbiegowej zajmowałem 20 miejsce, a liczyłem na wyższą pozycję wyjściową. Upał wdawał się we znaki. Ponad 30 stopni na plusie to nie pogoda dla mnie. Szybkie tempo mnie zabiło i z końcem pierwszej rundy zacząłem „spływać”. Jechałem swoje jak na maratonie, a to było zbyt wolno jak na wyścig XCO. Każdy odcinek techniczny inaczej pokonywało się na takim zmęczeniu. To, co jadąc na świeżości wydawało mi się proste, to przy maksymalnym tętnie okazywało się przeszkodą nie do przebrnięcia. Po pierwszym kryzysie zacząłem przebijać się do przodu. Z rundy na rundę byłem coraz wyżej, ale to z powodu, że przede mną kolarze łapali gumę lub padali ze zmęczenia. Szczęście dopisywało, defekty mnie omijały. Tym sposobem dojechałem na 19 miejscu z 18 minutową startą ! Nie powiem, różnica i strata była spora. To był pierwszy tak poważny wyścig XCO, więc tylko tym mogę się tłumaczyć. Następnym razem będzie lepiej!

Do Gdańska czekała nas długa podróż. Wyjechaliśmy dnia następnego, unikając niedzielnych korków. Aktualnie przygotowuję się na kolejne wyścigi: Luiza XC Człuchów i Kaczmarek MTB Maraton w Nowej Soli.

 

Z kolarskimi pozdrowieniami Bartosz Banach

Zdjęcia Cyryl Szweda