Luiza XC CUP Człuchów 2012

Okazały Puchar Przechodni czekał na nowego zwycięzcę.Podobnie jak puchar zdobywcy Grand Tour’u, Giro d’Italia, wygrawerowane są na nim kolejne lata i zwycięzcy głównego wyścigu. Po raz trzeci zostanie zapisane nasze nazwisko.

Wygrałem edycję w 2010 roku a Bartosz dwie kolejne. Trasa w Człuchowie to specyficzna runda. Nie ma dużej ilości przewyższeń, ale częste zmiany kierunku, liczne, sztywne i krótkie podjazdy, parę technicznych odcinków, skutecznie doprowadzają zawodnika do stanu wyczerpania. Pogoda była sprzyjająca, było ciepło, nie upalnie. Obawialiśmy się tylko, aby nie nawiedziła nas burza, bo coś tak się zanosiło. Na szczęście do końca imprezy towarzyszyło nam słońce.

puchar_luiza

Na starcie pojawiło się wielu zawodników jak i pokaźna grupa amatorów. W poprzednim roku organizator miał problem z wynikami nie wynikający z jego winy. Możliwe, że część uczestników się zraziła. Zupełnie niepotrzebnie! Ta edycja była wzorcowa! Podobają mi się organizatorzy Luiza CUP XC. Cały czas udoskonalają swoją imprezę, wyciągają wnioski z błędów i idą do przodu. Nie każdy potrafi to zrobić. Już teraz mamy zapewnienie, że kolejna edycja odbędzie się w przyszłym roku, bo ta podobała się wszystkim od uczestników poprzez sponsorów do włodarzy miasta Człuchów.

banachy_org_luiza

O 13.40 ustawiliśmy się na linii startu. Jako trzeci zawodnik z zeszłego roku miałem miejsce w pierwszym rzędzie na linii startu. Już dawno nie startowałem na wyścigach XC, a te były moją koronną konkurencją. Przypomniałem sobie, jak na początku mojej kariery startując jako orlik z seniorami, zawsze miałem kłopoty na starcie i pierwszym okrążeniu. Mocy mi nie brakowało, ale w głowie siedziała jakaś blokada. Każdy wyścig zawalałem słabym startem, kończąc pierwszą rundę na 20 pozycji. Dopiero na drugim, często trzecim okrążeniu zbierałem się i dochodziłem do czołówki, a nawet do miejsca na podium.

start

 Takie manewry dużo zdrowia mnie kosztowały i niepotrzebnie marnowałem energię. Będąc zawodnikiem Grupy Lotto-PZU S.A. mieliśmy w drużynie zatrudnionego psychologa sportowego dr Marka Graczyka, którego serdecznie pozdrawiam. To właśnie dr Marek, po krótkiej analizie mojego umysłu i myślach jakie krążą mi w głowie podczas wyścigu, „zaprogramował” mnie w taki sposób, że mogłem zniwelować te błędy, które wcześniej popełniałem. To ciekawe jak w wielu przypadkach głowa może przysporzyć kłopotów sportowcowi, nie tylko na zawodach, ale i w treningach. Poznanie swojego zachowania, rozmowa z samym sobą, motywacja, nagradzanie, programowanie, układanie planu w głowie musi iść w parze z treningiem fizycznym. Kiedyś pewien znany trener powiedział, że najlepszy kolarz, to ten bez głowy. Tą myśl, można różnie interpretować. Przekaz dokładnie podsumowuje moje powyższe wywody.

WYŚCIG GŁÓWNY LUIZA XC CUP CZŁUCHÓW 2012

Powracając do zawodów, chciałem sobie przypomnieć to co kiedyś wspólnie z Panem Markiem Graczykiem wyćwiczyliśmy. Odpowiedni bieg, swoboda i pełen ogień po startowym gwizdku. Nie zwracałem uwagi na to, czy się wepnę, czy też nie. Myślenie o tym jest zgubne. Organizm wie jak to zrobić. Wykonuje to automatycznie, nie potrzebuje głowy. Wystartowałem pierwszy i z przewagą pokonywałem pierwsze metry trasy. Po wjeździe na płaski odcinek, Bartosz wisiał mi na kole. Za nami w niewielkim odstępie Andrzej Kaiser. Puściłem Bartosza, samemu odbijając do prawej. Zrobiła się luka. Wiadomo było, że Andrzej to skasuje, ale niech się trochę pomęczy, powiedziałem sobie. Wskoczyłem Andrzejowi na koło i tak jechaliśmy pierwszą część trasy. Z tyłu trwała przepychanka i walka o jak najlepsze pozycje przed wjazdem na techniczne odcinki. Na sekcji technicznej nie było możliwości wyprzedzania, dlatego ten, który chciał walczyć musiał być z przodu. Pomimo, że początkowo wyprzedził mnie Krzysztof Krzywy i Przemysław Ebertowski, to przed samym wjazdem w wąską ścieżkę udało mi się sprytnie ominąć tę dwójkę i podążyć za Bartoszem i Andrzejem. Niestety ich tempo było za mocne. Nie widziałem szans na jazdę z nimi, nie to tempo, nie te obroty. Wolałem złapać oddech i poczekać na Przemka i Krzysztofa, żeby wspólnie kontynuować wyścig. Po 3 rundach wykształtowała się następująca sytuacja. Z przodu trwała walka o wygraną pomiędzy zawodnikami z HP i Shimano, a z tyłu potyczka o trzecie miejsce między trójką zawodników z pomorza: Krzysztofem, Przemkiem i moją skromną osobą. Krzysztof Krzywy był tego dnia bardzo mocny, jednak nie radził sobie na pewnym zjeździe, z którego sprowadzał rower.

zjazd_luizaTam ja z Przemkiem zyskiwaliśmy około 15 sekundową przewagę, którą Krzysztof niwelował bardzo szybko na płaskim odcinku. Tak tasowaliśmy się przez parę rund. Atakowaliśmy przed zjazdem. Krzysztof doganiał nas na płaskim. Wiedziałem, że jedyna szansa na odjazd, to zdecydowany atak na tym najcięższym fragmencie trasy. Tam radziłem sobie bardzo dobrze. Nie miałem tyle sił co Przemek i Krzysztof, ale na odcinku technicznym zyskiwałem bardzo dużo. Mocno zaatakowałem na trzy okrążenia do końca. Zgubiliśmy Przemka, który popełnił jakiś błąd przy przerzucaniu biegów i stracił cenne sekundy. Z przodu jadąca dwójka nie odpuszczała, pomimo wielu ataków cały czas pokonywali wspólnie trasę, a kibice czekali na pasjonujący finisz. Na dwie rundy do końca znowu zaatakowałem przed wjazdem na techniczną rundę. Tym razem zyskałem parę sekund więcej i nie odpuszczałem na odcinku płaskim. Krzysztof nie był w stanie mnie dogonić. Na finałowym okrążeniu miałem już bezpieczną przewagę, którą utrzymałem do końcowych metrów. Wywalczyłem trzecie miejsce, a Bartosz wygrał w sprinterskim pojedynku z Andrzejem. Identyczny wynik jak w zeszłym roku.

andzrejbartosz_luiza

wodopuj_luiza

III edycja Luiza XC Cup przeszła do historii. Czekamy na IV edycję w 2013, to już za rok. Po dekoracji i zamknięciu imprezy podjęliśmy decyzję o wyjeździe na zawody do Nowej Soli z cyklu Gran Prix Kaczmerek Electric.

 

Robert Banach

Foto. Anna Wycinka