Równo rok temu zaraz po MP w Maratonie, które odbywały się w Jeleniej Górze pojechaliśmy do Człuchowa. Człuchów leżał na trasie powrotnej do domu. Skuszeni nagrodami postanowiliśmy w drodze powrotnej zawitać na te zawody. Była to pierwsza edycja tej imprezy. O tamtym wyścigu nie będę się rozpisywał. Udało mi się wygrać, Bartosz był 2. Trzecie miejsce zajął Sławomir Pituch a 4 był Krzysztof Krzywy.

 

 

 

Można wspomnieć, że nagrody były naprawdę atrakcyjne. Karbonowe komponenty firmy JAGU były miłą nagrodą za nasz wysiłek… Miło nam nie było jak po 3 miesiącach przyszedł list polecony z Gminy w sprawie przekroczenia prędkości na miejscowej trasie. Jechalismy na dwa auta i jak śliwka w kompot wpadliśmy na ukryte radary. Przekroczenie o 20km/h i po 300zł kary. Suma sumarum wyszliśmy na zero ;)!

Na tegoroczną edycję jechaliśmy spokojnie co by na radar nie trafić ;). II edycja przyciągnęła więcej uczestników. Jeszcze lepsze nagrody ! Trasa delikatnie zmieniona, dość selektywna. Gór w Człuchowie nie ma, ale przez liczne zakręty i niewielkie wzniesienia wyścig wchodził w nogi. Praktycznie nie było gdzie odpocząć, częsta zmiana tempa i warunki pogodowe  spowodowały, że wyścig był trudny.

Przyjechaliśmy wcześniej. Był czas żeby pojeździć po trasie. Zobaczyć kto przyjechał, ułożyć taktykę. Na starcie pojawił się Andrzej Kaiser – tego zawodnika nie muszę przedstawiać. Ogromne doświadczenie, niebywała siła i zawsze w formie. Jest godnym przeciwnikiem – respect. Andrzej razem z Krzysztofem Krzywym wrócili z krótkiego zgrupowania w Borowicach niedaleko Karpacza. Na południu Polski przygotowywali się do Mistrzostw Polski w maratonie.

and the winneris

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przyjechali prawie najlepsi zawodnicy z wybrzeża. Mocny skład wystawił klub Subaru Trek Gdynia. Indywidualnie przyjechał niezrzeszony zawodnik z Gdańska Krzysztof Brzuzek o którym wspominałem w relacji z zawodów w Gdańsku. Była też spora ekipa nowo powstałej  grupy z trójmiasta pod nazwą FLASH TEAM. Przyjechali prawie wszyscy bo brakowało jedynie Przemka Ebertowskiego. Wyścig na pewno będzie ciekawy, spokojnie czekaliśmy na start.

Organizatorzy zaserwowali  nam 1 rundę rozjazdową i 10 dużych pętli co dawało około 35km całego wyścigu. Start był ważny. Po paru metrach robiło się wąsko i nie było gdzie wyprzedzać. Z Bartoszem byliśmy rozstawieni w pierwszym szeregu z racji tego, że w zeszłym roku zajęliśmy odpowiednio 1 i 2 miejsce.

Plan jest prosty, dobrze wystartować i czekać na reakcję innych. Z tym nie było problemu. Doświadczenie i starty w wyścigach przełajowych robią swoje. Wystrzeliłem jak z procy. Kątem oka zobaczyłem Sławka Wojciechowskiego. Sławek chętny był do poprowadzenia peletonu a mi taki układ pasował. Niech jedzie, ja spokojnie z tyłu „po kole”. Tempo jednak spadało i wiedziałem, że zaraz ktoś wyskoczy. Byłem przygotowany na atak. Tego można było się spodziewać. Na czoło wyszedł Andrzej. A JAK ANDRZEJ WYCHODZI NA ZMIANĘ TO TRZEBA ZAPIĄĆ TORNISTER BO KREDKI MOGĄ WYPAŚĆ.

andrzej podjazd

 

bartosz podjazd

 

robert podjazd

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Za Andrzejem jak cień podążał Bartosz. Za nim robi się luka więc wskakuje na 3 pozycję. Na wąskim szybkim odcinku, Bartoszowi coś się pomyliło. Za szybko zaczął skręcać i wysterował mnie w krzaki. Straciłem parę metrów ale w tym momencie każdy centymetr był na wagę złota. Bartosz doszedł Andrzeja. Ja miałem stratę 5 metrów i nie mogłem „zespawać” . No niestety to tempo było dla mnie za mocne. Wrzuciłem wyższy bieg i jechałem swoje.

Spoglądałem na trasę co działo się za moimi plecami. Dobrze wystartował Michał Kowalczyk- Vice Mistrz Polski MTB XC w juniorach z tego roku. Jechał na 4 miejscu tuż za mną, ale później osłabł i spadł na dalsze pozycje. Krzysztof Krzywy przesunął się na 4 pozycję. Na 5 miejscu dobrze jechał (nie znam nazwiska) zawodnik z Baszty Bytów. Przeliczył się trochę z możliwościami i na 2 okrążenia do mety zakończył wyścig z powodu skurczy, które uniemożliwiały mu jazdę. Słabo wystartował Krzysztof Brzuzek. Początkowo jechał na 12 pozycji, ale determinacja i nieprzeciętne możliwości fizyczne przeciągnęły go szybko na 5/6 miejsce. Do końca toczył walkę z Maćkiem Siedleckim  i minimalnie przegrał piąte miejsce.

W czubie trwała zacięta walka między Bartoszem i Andrzejem. Andrzej nie zwalniał tempa a Bartosz czekał na odpowiedni moment do ataku. To było do przewidzenia, że po tak mocnym przyspieszeniu Andrzeja dopadnie kryzys i w pewnym momencie zwolni. Bartosz jest w bardzo dobrej formie. Mądrze zaatakował na jednym z podjazdów, gdzie były dwie możliwości przejazdu. Lewą albo prawą stroną. Andrzej pojechał prawą a Bartosz przyspieszył lewą. Na tym podjeździe nie było możliwości „złapania koła” przez Andrzeja, którego wyprzedzał Bartosz,  bo przejazd z lewej na prawą stronę lub odwrotnie kończył się zdecydowanym przyhamowaniem przez sypki piasek i kamienie. Takim sposobem Bartosz zyskał kilka sekund przewagi , którą systematycznie powiększał. Nie zagrożony dojechał do mety. Andrzej utrzymał 2 pozycję mimo, że na 4 okrążenia do końca złapał gumę. System opony z płynem samo wulkanizującym się zalepił dziurę ale trochę powietrza ubyło i zawodnik jeźdzący na Corratecu musiał uważać na zakrętach, żeby utrzymać się na drodze.

schody robert

 

 zjazd bartosz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dojechałem na 3 pozycji z większą stratą. Krzysztof Krzywy 4 miejsce. Maciej Siedlecki 5 i 6 Krzysztof Brzuzek. Niestety organizatorom siadł system pomiaru czasu i zrobiło się zamieszanie, bo wyników brakowało. Nie wiadomo, kto i ile ma okrążeń do końca. Trochę to popsuło smak całej imprezy. Orgi wysoko postawili sobie poprzeczkę bo wyłapanie wszystkich (o tak różnym poziomie sportowym) na 10 okrążeniach było nie lada wyzwaniem. Tym razem się nie udało , ale trzymamy kciuki – w przyszłym roku będzie lepiej!

Udekorowani zostali tylko zawodnicy z kat. Open ponieważ  nikt nie mógł podważyć ich kolejności wjazdu na metę.

Oprócz karbonowych nagród, Bartosz otrzymał Przechodni Puchar, na którym zostaną wygrawerowane nazwiska wszystkich zwycięzców w Luiza CUP.

Już zapisaliśmy się do historii bo w 2010 wygrałem ja a w tym roku Bartosz. Na razie puchar zajmuje zaszczytne miejsce w dużym pokoju u Banachów i czeka na zwycięzcę w 2012!

Do zobaczenia na trasie!
Robert Banach

puchar

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ps. Pamiętajcie – cały czas trenujemy razem, więc zapraszamy na wspólne wakacyjne treningi. Więcej informacji w zakładce „Trenuj z mistrzem”.

Banachbrothers.pl