Od trzech lat, mniej więcej w połowie sierpnia na Pomorzu dzieje się coś wyjątkowego. Do niewielkiej miejscowości ściągają najlepsi z najlepszych oraz rzesze miłośników kolarstwa w jego górskiej odmianie. Sprawcą całego zamieszania jest Przemek Ebertowski, który od 2012 roku organizuje najlepszy maraton na północ od Warszawy (a może i jeszcze niżej). Od pierwszej edycji INSTANT CLASSIC!

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/KING_OSCAR_2014/start.jpg{/gallery}

 Chłopaki z ferajny

 

Jest tu wszystko. Świetna trasa – przewyższenie na 1 pętli to ok 500m, single, wymagające podjazdy i szybkie zjazdy. Ebert wycisnął ze swojego podwórka tyle, co dobry manager z pracownika korporacji. Oznakowanie – polscy drogowcy powinni tu przyjechać na korepetycje. Perfekcyjna organizacja – start nie był opóźniony nawet o sekundę (potwierdzają to naukowcy z CERN:). Obsada godna Pucharu Polski i wysokie nagrody finansowe (na wszystkich dystansach!). Do tego żadnej wtopy. I tak od 3 lat. Naprawdę, nie chcę słodzić Przemowi, ale robi fantastyczną pracę, z roku na rok notując postępy i zawstydzając tym samym organizatorów „wielkich cykli” kolarskich imprez. Chociaż coś mi się zdaje, że owi „orgowie” wcale się tym specjalnie nie przejmują…

 

Rywalizacja. Na starcie najdłuższego dystansu (69km) stanęło 27 zawodników. Prawie same pierwsze pistolety, z Bartkiem Wawakiem na czele. Szkoda, że ścigantów nastawionych na królewski dystans nie było więcej. Być może część tzw. ambitnych amatorów wybrała krótszy dystans Mega, m.in. ze względu na taki a nie inny line-up najdłuższego wyścigu.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/KING_OSCAR_2014/podzbiornik.jpg{/gallery}

Gaz, gaz, gaz, wciskam do dechy gaz… 

 

Od startu gaz w podłogę – bez czarowania. Na przystawkę przyszło nam mierzyć się z „Gniewińskim Gigantem” czyli kultowym na Pomorzu podjazdem pod zbiornik. Parametry: 1,5 km, 101 m w pionie, średnie nachylenie 7%, maksymalne 21% (to tak, żeby zweryfikować wyobrażenia tych, co mówią, że nad morzem jest płasko:). Na szczycie, a jakże, premia górska. Płachta na byka. Pierwszy rusza Bartłomiej Wawak, zgarnia 3 punkty i utrzymując wysokie tempo robi na szybko 10 sekund przewagi. Na szczycie melduję się z Andrzejem Kaiserem i Patrykiem Piaseckim. Zawodnik JBG-2 nie jest daleko, więc na zjeździe odrywam się od Piacha i Jędruli, próbując doskoczyć do lidera. Jadę wszystko co mam, a mimo tego nie mogę najść Bartka! Odpuszczam, bo woda w bidonach już się zaczynała powoli gotować. Nie chcę kończyć wyścigu po pierwszym podjeździe. Czekam na dwóch kolarzy, od których odjechałem chwilę wcześniej. Andrzej dokłada do pieca i znowu robi się gorąco – za gorąco dla Patryka, który strzela z koła. Po pewnym czasie dochodzą nas Michał Kowalczyk (kolega z drużyny Fatera) i Krzysiu Krzywy – mój team mate. Układ idealny – takich dwóch jak nas czterech to nie ma ani jednego. Płyta-ocha i bujamy karawanę. Trzeba dogonić uciekającego młodziana.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/KING_OSCAR_2014/narazie.jpg{/gallery}

„Chłopaki, to ja jadę. Nara!”

 

Lecimy naprawdę szybko. Nie ma ściemniania na zmianach. Dojście Wawaka – kwestia kilku kilometrów. Co jakiś czas dostajemy od ustawionych przy trasie kibiców info na temat naszej straty do „jotbega”: 20 sekund, 30 sekund, 40, 50. Co jest k&%@a?! Pendolino w Polsce ma jeździć dopiero od przyszłego roku i z tego co wiem, to na trasie z Gdańska do Warszawy, a nie po nadmorskich bezdrożach. Powoli zaczęło do nas dochodzić, że jeśli Bartek nie będzie miał poważniejszego defektu, albo nie pójdzie na grzyby (parę dni wcześniej fest padało), to możemy się pożegnać z wygraną. Wa, Wa, Wa(wak)…Woooom. I tyle go widzieliśmy. Mogliśmy sobie co najwyżej zaśpiewać jak ten gość z reklamy „renówki”:

 

 

 

 

No więc mamy dwa wyścigi. A w zasadzie trzy: Wawak jedzie po swoje, rozwali też klasyfikację górską, my walczymy o kolejne miejsca na podium i punkty na górskiej premii Nexus. No właśnie, a propos premii. Na drugim podjeździe pod zbiornik, myśląc o zbieraniu punktów w rankingu górali, rakietę odpalił Andrzej Kaiser. Siadłem mu na koło, chcąc zrobić go na samym szczycie. Niestety, zawodnik z Bytowa tak mnie zgrzał, że czułem się jakbym wjechał na 4000 m n.p.m. ZERO TLENU! Dwa punkty wędrują na konto Fatera, jeden punkcik dla mnie. Nasz kwartet ostatecznie się zjeżdża i współpraca trwa dalej. Walczymy do końca, tym bardziej, że za nami na pewno goniła reszta chartów. 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/KING_OSCAR_2014/jedrula.jpg{/gallery}

Andrzej robi miazgę na zbiorniku

 

Gong. Ostatnie okrążenie. Znowu ten podjazd. Dla mnie ostatnia szansa, żeby stanąć na podium klasyfikacji najlepszego górala. Maneta w dół, tyłek z siodła i zaciągam jak wędkarz szczupaka na błystkę. Tym razem to ja nie pozwalam nikomu wychylić nosa na kresce i teraz to moi rywale szukali wzrokiem dookoła butli z tlenem. Final lap oznaczało też koniec solidnej współpracy – każdy myślał już o indywidualnym wyniku. Krzysztof, który cały wyścig jechał…ekonomicznie złapał drugi oddech i na jednym z podjazdów pociągnął jak Pawlak w kasynie:

 

 

 

Dzięki temu manewrowi odhaczyliśmy Pana Andrzeja, który miał dość i zarzucił kotwicę. Krisowi było mało, bo powtórzył ten sam trik na kolejnym podjeździe. Odskoczył. Zostałem z Michałem Kowalczykiem (bardzo mocny tego dnia). Układ korzystny – wiadomo, że nie będę gonił swojego kolegi z drużyny. No więc – tyraj młody!:) Ambitny kolarz z Wielkopolski w końcu skasował odjazd Krzysztofa. Oczywiście ja dojechałem na jego kole. Jazda w trio nie trwała nawet kilka sekund. Nie ma co czekać jak w kolejce do lekarza – przyszła kolej na mój atak. Skuteczny atak. Momentalnie oddalałem się od dwójki. Krzychu był jednak tego dnia jak rekin-ludojad. Czuł krew i bezwzględnie wykorzystywał słabości przeciwników. Bez problemu zostawił ujechanego Michała i dołączył do mnie. Na ostatnim podjeździe dla mnie też nie miał litości – mocno nacisnął na pedały i zrobił przewagę. Redukcja i próbuję kontrować, ale Krzysztof wrzuca szósty bieg i odjeżdża. Podium: 1. Bartłomiej Wawak, 2. Krzysztof „Das Auto” Krzywy, 3. Bartosz Banach. Mi widocznie „trójka” była pisana tego, bo trzecią lokatę zanotowałem też w klasyfikacji górskiej. Nie pozostało mi nic innego, jak wracając do domu autem włączyć „Program Trzeci Polskiego Radia”, na stacji benzynowej zjeść loda Big Trio, na deser po obiedzie wciągnąć jeszcze 3Bit-a a wszystko to popić napojem Zbyszko 3 Cytryny 🙂

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/KING_OSCAR_2014/podium.jpg{/gallery}

Top 10 King Oscar MTB Maraton 2014

 

Nie mogę nie dodać, że na średnim dystansie (46 km) solidny wyścig pojechał Robert – zameldował się na 4 pozycji OPEN, wygrywając tym samym kategorię M30. Coś czułem, że Robercik będzie tego dnia mocny. Dzień wcześniej przyśrutował mega michę makaronu i dokładnie ogolił nogi. Musiał czuć, że forma czai się za rogiem. Całokształt zepsuł nieco tornister (Camelbak) z którym Robert ruszył na trasę. Widać, że rok szkolny za pasem 🙂

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/KING_OSCAR_2014/podiumrobert.jpg{/gallery}

Robert tam, gdzie jego miejsce

 

 

 

Bartosz Banach

red. Wojtek Woźniak

fot. Piotr Habaj, gips Michała Bogdziewicza 🙂