W miniony weekend startowaliśmy na dwóch imprezach sportowych. Susz i Hermanów gościły pokaźną grupę maratończyków. Imprezy bardzo nam pasowały pod względem logistycznym. Susz oddalony od Gdańska o 140 km. Stąd relatywnie niedaleko było już do Hermanowa. Także zaraz po sobotnich zawodach udaliśmy się w poznańskie. Wyścigi pasowały także pod względem sportowym i przygotowawczym. Wyścig w Suszu nie należał do ciężkich i był dobrą rozgrzewką przed Hermanowem gdzie spodziewaliśmy się mocniejszej obsady i bardziej wymagającego wyścigu.

 

 

 

W Suszu mieliśmy do pokonania 3 pętle po 20km. Trasa ze względu na położenie była płaska. Nieliczne podjazdy pokonywało się na rozpędzie. Jedynymi przeszkodami na trasie były piaszczyste odcinki  i wiatr, który tego dnia na odkrytym terenie osiągał taką siłę, że ciężko było rozpędzić rower powyżej 20km/h.
Do Susza przyjechali zawodnicy, których doskonale znamy. Nasza taktyka była prosta. W miarę możliwości chcieliśmy się jak najdłużej oszczędzać by w końcówce wyścigu zaatakować.

susz maraton

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak to zawsze bywa  na takiego typu zawodach, chętnych do jazdy na przedzie nie brakuje. Od startu na  zmianę prowadziło 3 zawodników. Za nimi mały peleton z nami gdzieś tam w środku.

Nasza grupka liczyła 8-10 osób i tak przejechaliśmy 2 rundy. W zasadzie to nic się nie działo. Chłopaki jechali mocno i równo, nie było żadnych prób odskoków czy rozerwania peletonu. Jakieś nieliczne zaczepki od razu były kasowane przez innych zawodników.  

Na końcówce 2 rundy podjechałem do Bartosza i pytam gdzie chce zaatakować. Bartosz zdecydowanym głosem powiedział, że na łące. Mówię sobie świetnie, ale gdzie dokładniej bo łąk tutaj pod dostatkiem.

Na bardziej szczegółową rozmowę nie mogłem sobie pozwolić, więc w skupieniu czekałem na atak Bartosza. No i wjechaliśmy na któryś z kolei odkryty teren. Wiatr wiał niemiłosierny, jakby całą swoją siłę skumulował właśnie na tej ścieżce. No i patrzę, atakuje Bartosz. Po kilkunastu metrach zawodnik, który jechał za nim zaczął odpuszczać i zrobiła się luka. Bez zastanawiania się przyspieszyłem i dojechałem do Bartosza. Wspólnie zaczęliśmy pracować i po około 1km nasza przewaga była już pokaźna. Jeszcze kilka zmian i straciliśmy naszych rywali z widoku. Bartosz nie czuł się za dobrze, dlatego do mety cały czas ja byłem na prowadzeniu. Na finiszu 😉 okazałem się minimalnie lepszy i dorzuciłem kolejne zwycięstwo dla naszego teamu.

susz maraton 2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W miłej atmosferze czekaliśmy na ceremonię dekoracji. Pogoda dopisała, było słonecznie. Wiatr już tak nie przeszkadzał jak na trasie wyścigu. Oczywiście nie obyło się bez zamieszania i błędnych wyników. Paru zawodników zamiast wystartować z grupą mega pojechało z giga zyskując parę minut przewagi. Kilku zawodników pomyliło trasę. Niestety to staje się standardem na naszych wyścigach.

*********************

Podróż do Wielkopolski zajęła nam przeszło 5h. Na miejsce dotarliśmy jeszcze o przyzwoitej godzinie. Mieliśmy czas na odpoczynek i regenerację. Dołączył do nas Wojciech Halejak, który w sobotę startował w wyścigu szosowym „MON”. Wojtkowi cały czas dokucza odnawiająca się kontuzja kolana, dlatego w Hermanowie wystartował na krótszym dystansie.

Tak jak pisałem obsada wyścigu była zdecydowanie mocniejsza. Corratec Team wystawił najmocniejszy skład z takimi kolarzami jak: Andrzej Kaiser, Radosław Tecław, Oskar Pluciński, Krzysztof Krzywy czy Sławomir Pituch. Druga linia kolarzy z corrateca też niczego sobie- Radosław Lonka czy Zbigniew Górski zawsze w dobrej dyspozycji. Jako ostatni na listę startujących zapisał się Aleksander Dorożała. Byli także bracia Swat, którzy przedarli się do czołówki zawodników startujących w maratonach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Medialna oprawa, reklamy, telewizja i „wysokie” nagrody przyciągnęły na start łącznie ponad 700 zawodników. Organizator nie był przygotowany na taki tłum zawodników. Zapisy się przeciągały, start został przesunięty.

Grupa na mega miała wystartować osobno ale w ostatniej chwili wszystkich ustawili w jednym sektorze i ogromną grupą ruszyliśmy na trasę.

Na początku było bardzo nerwowo, trasa szybka, niebezpieczna. Już po 1km rozpoczęły się ataki. Najpierw Krzysztof Krzywy następnie Zbigniew Górski , który tak się rozpędził, że „przestrzelił” jeden z zakrętów i wszyscy pojechali za nim. Gdyby nie czujność Andrzeja Kaisera i szybka reakcja na pomyłkę, cały peleton pojechał by w maliny. Ale i tak przynajmniej 30 zawodników musiało się cofnąć i gonić z powrotem czuba.

No i się zaczęło. Ten moment wykorzystał Radek Lonka i odjechał. Przez około 5 km utrzymywał przewagę około 200 metrów po czym został doścignięty. Zawodnicy z Corrateca zorientowali się, że w naszej grupce nie ma Bartosza, który przed startem zaliczany był do faworytów. Andrzej z Tecławem i Oskarem narzucili mordercze tempo. Bartosz choć widział nas nie był w stanie dojść tej grupki. To nie był udany start dla Bartka, nie czuł się najlepiej i po próbie szaleńczej pogoni, zrezygnowany i wyczerpany zszedł z trasy.

W czołówce oprócz 3 zawodników dyktujących tempo byli jeszcze: Sławomir Pituch, Młodszy z braci Swat, Aleks Dorożała, Wojtek Halejak i ja. Tempo narzucane było tak wysokie, że jechałem gdzieś w środku grupy trzymając koło zmieniających się na prowadzeniu konkurentów. Było widać, że zarówno Andrzej jak i Radek są bardzo silni i wygrać z nim będzie ciężko.

Pod koniec pierwszej rundy gdzie był rozjazd na giga i mega na czoło wyszli zawodnicy, którzy walczyli na dystansie mega: Halejak i Swat pociągnęli ostatnie 3 km. Na rozbiegówce ku naszemu zdziwieniu dogoniła nas dwójka zawodników: Krzywy i Starszy Swat. Musieli naprawdę mocno jechać bo u nas nikt się nie oszczędzał. Kiedy rozjechaliśmy się wiadomo było, kto walczy o miano najlepszego zawodnika na dystansie GIGA.

Zostałem sam, bez wsparcia. W zasadzie wszyscy przeciwko mnie. Za długo nie czekałem na atak. Bardzo mocnym tempem ruszył Tecław. Nie byłem w stanie przytrzymać mu koła i odpuściłem. Andrzej jak cień podążał za mną. Wiedziałem, że w tym momencie zdany jestem tylko na siebie. Złapałem kilka głębszych oddechów i goniłem Radka. Przez kilka kilometrów utrzymywała się stała przewaga.

hermanow_2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nikt nie chciał mi pomóc a tak niewiele brakowało, żeby dojść Tecława. Wiadomo było, że w takiej sytuacji ani Andrzej ani Krzysztof nie wyjdą na zmianę, ale Aleks mógł mi pomóc. Zawodnik z Kross’a jednak nie wychodził na zmianę bo jak mówił: ”ma mało powietrza w przednim kole”, co jednak nie przeszkodziło mu skutecznie finiszować. Do samego końca prowadziłem naszą grupkę i tak jak myślałem wszyscy wyprzedzili mnie na finiszu. Można by powiedzieć, że z taktyki pała ale przy taktyce trzeba mieć trochę pary w nogach, której mi w ten dzień brakowało. Na mecie dowiedziałem się, że na mega wygrał Wojtek – to świetnie!

hermanow_3

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec jedna sprawa mnie zaciekawiła. Zazwyczaj w regulaminie o nagrodach jest najkrótsze zdanie, które znam na pamięć. Atrakcyjne nagrody rzeczowe przekazane przez sponsorów. Ok, fajnie, ale co konkretnie organizator oferuje? Nie wiadomo! Do tej pory mnie to nie ciekawiło, ale przy okazji zawodów w Hermanowie przyglądnąłem się sprawie bliżej.  Moją uwagę  zwróciło hasło reklamowe maratonu pt.: „80 tysięcy PLN pula nagród”. To bardzo dużo a tu patrzę za pierwsze miejsca bony o wartości 250zł, badania wydolnościowe za nagrody w dystansie mega  jakiś upominek w siateczce. Za klasyfikację najlepszego teamu 2000zł w żywej gotówce, parę drobiazgów (w tym dwa odkurzacze) w losowaniu i nagroda główna rower wartości około 8 tys zł.  Nie trzeba być dobrym z matmy, żeby szybko policzyć, że nagrody nawet nie osiągnęły połowy z deklarowanej sumy podanej przez organizatora. Nawet wliczając w to koszt zakupu pucharów. Oczywiście na stronie zawodów lista nagród pod jakimś dziwnym adresem jest nie aktywna. Można powiedzieć, że zostaliśmy nabici w butelkę ;)!