„KANADA”

Pasja, hobby, zamiłowanie. Jest w tych słowach coś magicznego, coś magicznego co łączy ludzi o tych samych zainteresowaniach. Dlaczego rowerzyści jadący z naprzeciwka machną do siebie w geście pozdrowienia? Dlaczego ktoś kto biegnie w lesie pozdrowi drugą osobę, która tak samo jak on lubi biegać. To bardzo miły i w zasadzie bezwarunkowy odruch. Taka wrodzona otwartość do kogoś kto lubi to samo co My. Pasjonaci łatwo dogadują się ze sobą. Prawie że ”z automatu” stają się przyjaciółmi, to coś niesamowitego!  Większość z nas goni za Światem,  który nabiera niepokojącego rozpędu. A  jednak jest garstka osób (powiększa się) która zaraziwszy się jakąś pasją, potrafi przystopować i cieszyć się życiem.

 

 

 

Pasja do kolarstwa połączyła dwóch sportowców. Jeden z odległej Kanady a dokładnie z miasta Edmonton a drugi z Polski, Gdańska! Spotkali się… we Francji.

Jest rok 2008. Bartosz wyjechał do Francji po naukę kolarstwa. W Polsce warunki były kiepskie. Po rocznym stażu w ekipie szosowej pod nazwą  Nobless TEAM, która  prowadzona była przez Piotra Wadeckiego, Bartosz musiał szukać innego klubu. Niestety dobrze zapowiadająca się grupa po roku istnienia została rozwiązana. W tym samym roku trener kadry juniorów w kolarstwie szosowym w Kanadzie wysyła swojego zawodnika, po naukę kolarstwa do Francji. W Kanadzie warunki bytowe są o niebo lepsze, ale kolarstwo to sport niszowy. Tam numerem jeden jest Hokej a później długo, długo, długo nic. Żeby rozwijać się sportowo, kanadyjski kolarz musiał wyjechać do Europy.

Bartosz i Spencer spotkali się w  Cycliste Creusot, razem mieszkali w wynajętym przez klub mieszkaniu. Razem trenowali i jeździli na zawody. Cały długi sezon kolarski spędzili razem. Historii do opowiadania byłoby wiele, ale ja chciałem skupić się na tym jak przyjaźń była „pielęgnowana” po powrocie do swoich Krajów.

n525191159_1555597_4153n525191159_1555599_6398

Bartosz na koniec sezonu od Państwa Smitheman dostał zaproszenie do Kanady z opłaconym biletem lotniczym. Rodzice Spencer’a docenili wkład Bartosza w rozwój kariery ich syna i można powiedzieć, że chcieli się zrewanżować  za opiekę Bartosza nad młodszym kolegą, który był wtedy drugorocznym juniorem.

W listopadzie ruszyłem w samotną podróż do dalekiej Kanady. Wcześniej nigdy nie leciałem tak daleko, a teraz zupełnie sam na wielkich międzynarodowych lotniskach. Kolarze to odważni ludzie,i dlatego i ja ruszyłem z uśmiechem na twarzy w nieznane.

25 godzinna podróż z 3 przesiadkami dobiegła końca. Port lotniczy w Edmonton był oddalony od domu Państwa Smitheman’ów o jakieś 50km. Ze względu na różnice czasowe byłem mocno zmęczony, ale zapamiętałem trasę, która składała się z góra 2 zakrętów. Tylko długie, proste drogi bez końca. Żadnych lasów, ogromna przestrzeń, same łąki.

Nazajutrz wstaliśmy wcześnie, po śniadaniu chciałem zwiedzić okolicę. Najlepiej na rowerze! Spencer użyczył mi swojej „przełajówki” a sam musiał pojechać na uczelnię. Pojechałem w tereny treningowe Spencera. Jazda na szosie była nudna i podziwiałem go, że może tutaj ćwiczyć. Szosy w Edmonton są zupełnie płaskie. Długie szerokie drogi ciągną się bez końca w linii prostej. Ruch samochodowy niewielki. Nie można się schować przed silnym wiatrem, ponieważ drzew i zabudowań brak. W ciszy i spokoju przemierzałem kolejne kilometry relaksując się po długiej podróży.

Kolejnego dnia pojechaliśmy w teren i tu o dziwo są fajne górki. Jechaliśmy wzdłuż niewielkiej rzeczki The South Saskatchewan River , która ma zaledwie 800km. Jazda przez bardzo ciekawą i techniczną drogę sprawiała mi wiele  frajdy. Widoki na panoramę miasta były przepiękny. Nie dziwię się teraz, dlaczego Spencer rozpoczął swoją przygodę od kolarstwa górskiego- warunki są tam wyśmienite.

Spencer widząc moją „radochę” z jazdy na rowerze górskim, powiedział: „Bartosz jedziemy do Parku Narodowego Jasper” tam pokaże Ci prawdziwe bezdroża!

Jasper Park oddalony był o 400km od Edmonton, ale co to dla Kanadyjczyków. Oni przyzwyczajeni są do takich odległości. Spakowaliśmy rowery i ruszyliśmy w kanadyjskim stylu na krótką wycieczkę. Wieczorem zameldowaliśmy się w hotelu a od rana zaplanowaliśmy wycieczkę po parku. Musieliśmy tylko uważać na niedźwiedzie i rysie, których podobno jest tam dużo. Nie wiem czy Spencer zaaranżował to, ale po 2 godzinach złapałem gumę. Oczywiście zapasu nie mieliśmy i przyjaciel pojechał po auto do hotelu. Stracha miałem bo wcześniej nagadał mi o niedźwiedziach a teraz zostawił gdzieś na skraju lasu. Na szczęście szybko wrócił i autem pojechaliśmy do hotelu. Mimo, że nasza przejażdżka szybko się skończyła, zwiedziłem bardzo fajne trasy z super widokami, które uwieczniłem na zdjęciach.

Nasza wycieczka jeszcze się nie skończyła. Kolejnego dnia ruszyliśmy jeszcze dalej. Do mekki kolarzy górskich! Do Rocky Mountain, skąd pochodzi trener Spencera. Trener przyjął nas bardzo gościnne. W piwnicy miał pełno rowerów: szosowych i  górskich. Ściany wyklejone były zdjęciami z zawodów, kolejny pozytywnie zakręcony człowiek. W trójkę wybraliśmy się na przejażdżkę po słynnych górach. Ilość pięknych i ciekawych tras była dla mnie nie do wyobrażenia. Krótkie i długie podjazdy, techniczne ścieżki i single tracki. Bardzo szybkie i niebezpiecznie zjazdy a na koniec trasa Pucharu Świata w MTB! Umęczyłem się jak nigdy  i z chęcią bym tam jeszcze został no, ale trzeba było wracać z powrotem do domu.

Piękne wspomnienia zostały w mojej głowie, trochę zdjęć pomoże w przyszłości odświeżyć  przygody, które przeżyłem na drugim krańcu Świata. Mam nadzieję, że tam kiedyś wrócę!

Dzięki Przyjaźni, dzięki Kolarstwu a Przede wszystkim tak wspaniałym osobom jak Państwu Smitheman mogłem odbyć tą fascynującą podróż.

n525191159_1555601_8627

Bartosz i Robert Banach