W tym roku ekipa JBG-2 jest jak Niemcy. Puchar Polski w maratonie wygląda więc tak, że na starcie staje kilkunastu zawodników (niewielu, co?) a i tak zawsze wygrywają biało-czerwoni. A w zasadzie jeden z nich – Mariusz Kowal.

Ale od początku. Piąta edycja Skandii startowała rzut beretem od Gdańska. Gonka na własnych śmieciach, a w zasadzie to „na dzielni” Przemka Ebertowskiego. Pięknie! Długi sen – jest, smaczne śniadanie w domu – jest , krótki i spokojny dojazd – na luzie. NOOOT! Tropikalna pogoda i festiwal Open’er (na którym bawili się w niedzielę niektórzy zawodnicy, walczący w Pucharze Polski 🙂 ) spowodowała, że na drogach ruch był gęsty jak makijaż dziewczyn z Warsaw Shore. Mało brakowało a soboty nie spędziłbym w Krokowej tylko w Korkowej. Rzutem na taśmę udaje mi się dojechać. Przebierka, miksowanie bidonów i na koń. Lekka rozgrzewka (w takich warunkach to raczej formalność, choć rozruch „elektrowni” wskazany) i staję na starcie, szukając choć odrobiny cienia.

W sektorze czerwono i biało od trykotów „jotbegów”. Zabrakło tylko Mistrza Polski w Maratonie – Piotrka Brzózki. Poza tym pełna kapela, łącznie z Bartkiem Wawakiem, który tydzień wcześniej w południowoafrykańskim Pietermaritzburgu wyjeździł świetne 6 miejsce na światowym czempionacie w XCM! Będzie się działo, będzie zabawa, ale radośnie to mi raczej nie będzie. Do tego skwar z nieba lał się tak, że już przed strzałem startera miałem w gębie klapek Kubota. No ale – warunki dla każdego takie same!

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/PP_KROKOWA/bb1.jpg{/gallery}

 

Muza z Hansa Klossa ucichła i poszliśmy. Od startu, zgodnie z przewidywaniami, ataki zawodników JBG-2. Reszcie stawki pozostawało tylko parowanie ciosów zadawanych przez Kowala, Piaseckiego, Wawaka i Brzózkę. Większość odjazdów kasujemy razem z Krzychem Krzywym, czasami pomagają też zawodnicy Krossa. Szkoda, że zabrakło Darka Batka. Zawodnik Sante BSA byłby ważnym orężem w walce z pięciogłowym biało-czerwonym smokiem:). Konkretnym tempem dolatujemy do zakrętu w lesie, po wyjściu z którego pojawiają się znajome flagi, czyli Siemano, Premio! Pierwszy z łuku wyszedł Patryk Piasecki i na widok niebieskiej płachty ruszył jak rozjuszony byk. Jadąc w takim układzie na 3 pozycji nie byłem w stanie nic zrobić. Peszek. Ale ładujemy dalej…

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/PP_KROKOWA/bb2.jpg{/gallery}

 

Na płaskiej, jak po przejeździe walca, trasie znajdowały się dwa, dość długie podjazdy. Wiedziałem, że właśnie tam pójdzie rwanie jak na szkolnej dyskotece. Nie myliłem się. Od samego podnóża kołowrotem zaciągnął Bartek Wawak. Nie chciałem pozwolić na odjazd „orlika”, więc mocnym i równym tempem zacząłem gonić. Gdy pod koniec góry zaczęło mi lekko siadać, naszedł mnie Adrian i od razu poprawił z mocą. Gdyby tych dwóch zawodników odjechało we dwóch, to w zasadzie byłoby już po jabłkach. Nie mogłem na to pozwolić. Zgiąłem się w pół i doskoczyłem do kity Brzózki. Odjazd we 3, czemu nie? Niestety, nie ma podróży na gapę. Gdy tylko Adrian zorientował się, że ciągnę mu po kole, puścił korby i pozwolił odjechać młodszemu koledze z teamu. Mi już nie styknęło, żeby na solo próbować kasować uciekiniera. Decyzja – czekam na resztę stawki i zawiązujemy fest pogoń.

 

Po kilku sekundach jest nas już więcej. Ebert robi świetną robotę na znanym mu zjeździe, szybko prowadząc całą grupę, ja rozkręcam pociąg na płaskim i od początku drugiego wzniesienia staram się zdusić rywali mocnym tempem. Jest kontakt – widzimy Wawaka. Zjedzie się. Właśnie wtedy mocny skok, niczym Stoch i Żyła, oddają faworyci tego wyścigu Mario i Adrian. Rzuciłam się w pogoń za tym duetem jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Szkoda, że dymiłem już jak Huta Katowice i nie za bardzo miałem z czego za nimi pojechać. Cały misterny plan w p..du. Zawisłem – znowu. Z przodu trzech muszkieterów z JBG-2, za mną m.in. Krzysiu, Radziu Rękawek, Bogdan Czarnota, Przemek i Piachu. Czekam. Całą grupą gonimy czoło wyścigu. Wiadomo, że Patryk raczej w kołach – nie będzie przecież strzelał samobója i gonił swoich. Gdyby pracował a nam udałoby się najść „tete de la course”, to pewnie musiałby wracać do domu pociągiem :-).

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/PP_KROKOWA/bb4.jpg{/gallery}

 

Ostatnie dwa kilometry. Rakiety odpala Patryk, a na jego ruch błyskawicznie reaguje Krzysiu. Tego dnia był silny jak tur i czujny jak gajowy! U mnie nogi z waty, oddychanie rękawami – ledwo wytrzymuję atak zawodnika z Mrągowa. Do trzechsetnego metra przed finiszem trzymam się chłopaków jak na gumie od gaci. Gumie, która na decydujących metrach pęka. Na szczęście Krzysztof wygrywa walkę o drewniany medal, Piachu 5, a ja, już z zaburzeniami wizji z odwodnienia, wjeżdżam na kreskę jako 6. Razem z Krzyśkiem zostawiliśmy dziś nad morzem sporo zdrowia, ale dominacja JBG-2 była bezapelacyjna. Ja jednak cieszę się, że mogę pościgać się z tak mocnymi zawodnikami. Po pierwsze – podnosi to poziom sportowy, a po drugie – motywację do mocniejszego treningu. Teraz krótka pauza, ale przede mną już kolejne ważne zawody – Mistrzostwa Polski w Cross Country oraz wyjazd na Puchar Świata w Maratonie do Chorwacji!

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/PP_KROKOWA/bb3.jpg{/gallery}

 

Wcześniej jednak zapraszam wszystkich w niedzielę do Człuchowa na Luiza XC Cup. Fajne ściganie zorganizowane przez ludzi, którzy wiedzą o co w tym wszystkim kaman ! Ja tam będę, a Wy?

 

Bartosz Banach

(red. Wojtek Woźniak)

fot. Janusz Kraśnicki