Start, meta oraz całe miasteczko IRONMANA usytuowane było w Puerto Banus, miejsca znanego z jachtów i samochodów, których raczej nie spotyka się codziennie, krótko mówiąc miejsce dla bogaczy. Tak samo na liście startowej nie było biednie, bo widniało 60 zawodników PRO, a wystartowało 48, co i tak jest dosyć dużą liczbą. Ilość i poziom rośnie!

Marbella oddalona była jakieś 20 km. od hotelu, w którym byłem w Cala de Mijas, więc o 5:00 pobudka, śniadanie i wraz ze Sławkiem, który pomagał mi podczas zawodów, pojechaliśmy wypożyczonym autem na miejsce startu. Tam tradycyjnie przygotowanie roweru i worków w strefach zmian. Zostaje jeszcze trochę czasu na przedstartowy „relaks”.

Na dzień startu prognozy pogody przewidywały 20stopni, wiatr 5m/s i bez deszczu. Wszystko się sprawdziło.

Pływanie
Woda w morzu miała temperaturę 16,5 stopnia, ale startowi towarzyszy tyle emocji, że nie zwraca się uwagi na zimno. Start z wody był po sporych kamieniach, trzeba było uważać żeby zaraz nie zakończyć rywalizacji z jakąś kontuzją. Więc nie ryzykowałem szybkim wbiegnięciem, co niestety przełożyło się na to, że nie zdążyłem złapać „lepszych nóg” i płynąłem w grupie, która mnie trochę hamowała. Dystans był około 400m krótszy niż zazwyczaj, spora fala musiała chyba poprzestawiać boje, stąd na wynikach tak dobre czasy pływackie. Zakończyłem pływanie z 4-ro minutową stratą do pierwszego zawodnika, zajmując 35 miejsce.

Rower
Od samego początku jechałem  bardzo mocno, żeby odrobić stratę. Przygotowana trasa bardzo mi pasowała, 1400m przewyższenia na 90km, czyli cały czas „góra – dół”. Na zjazdach osiągałem prędkość ponad 70km/h, dodatkowo wiał boczny wiatr, który rzucał rowerem.  Co chwilę kogoś wyprzedzałem i czułem, że czasami było trochę  za mocno. Doszedłem do 20 miejsca i razem z Marcinem  Ławickim zakończyłem etap rowerowy.

Bieg
Trasa płaska i szybka wzdłuż wybrzeża pozwalała na utrzymanie równego tempa 3:50min/km, co do 10km nie sprawiało mi dużego problemu i planowałem przyspieszyć. Niestety odezwały się problemy żołądkowe, które dokuczały mi już w trakcie pobytu w Hiszpanii i nie puściły już do końca biegu. Musiałem zwolnić i spadłem na 30 miejsce z czasem 4h21min.

Całe zawody wygrywa na finiszu brytyjczyk David McNamee z czasem 3h57.

Pierwsze zawody triathlonowe w tym roku i niestety nie mogę ich zaliczyć do najlepszych. Chociaż zawodnicy, którzy startowali byli naprawdę na wysokim poziomie, to liczyłem na więcej.

Już za 2 tygodnie mam okazję, żeby się odkuć, bo 13.05 startujemy z Pawłem Miziarskim w Wietnamie, na pewno dam z siebie wszystko.

Zapraszam do odwiedzenia mojej strony internetowej www.bartoszbanach.pl

Foto: slaszLDR