Obudziłem się nad ranem. Gorące powietrze nie pozwala dłużej pospać. Jedynie wiatrak zamontowany na suficie dawał  trochę chłodniejszego powietrza. Podłączony do kroplówki spoglądam na zegarek. W Polsce dochodzi północ a ja leże w szpitalu gdzieś na drugim końcu świata. Etapowy wyścig w Malezji skończył się dla mnie już na pierwszym „stejdżu”…

 

 

 

 

 

 

 

 

Z powodów żołądkowych nie przystąpiłem do drugiego etapu bo 24h przeleżałem w szpitalu na wyspie Langkawi. Dolegliwości, które towarzyszyły mi od początku sezonu tutaj osiągnęły kulminację swoich możliwości i zblokowały mój organizm kompletnie. Nie mam wyjścia – w Polsce czeka mnie drobiazgowa analiza niezbadanej przyczyny bólów żołądka.

Nie o tym chciałem napisać, ale pośrednio ten fakt miał wpływ na analizę i przemyślenie tego o  czym teraz się pisze w Polsce. Zanim przejdę do opisu przygotowań, wyprawy i samych zawodów w Malezji chciałbym wtrącić 4 grosze do sprawy Pucharu Polski w Maratonach, sytuacji PZKOL i przyszłości młodych zawodnikach.

Wiele osób, największe portale rowerowe w Polsce, sami zawodnicy i trenerzy podsumowali sezon 2011 . Skrytykowany został Puchar Polski w Maratonach. Większość zarzuca organizatorowi kiepską organizację, brak porządnych tras itp. W tych analizach gdzieś przewija się wątek rozwoju polskiego kolarstwa. Moim zdaniem wszystkie rozmowy są bardzo powierzchowne i nie poruszają tematu dogłębnie.

W ogóle czy sytuacja w biznesie rowerowym jest słaba? Wydaje mi się, że ma się bardzo dobrze. Na przestrzeni 10 lat wyrosło nam 4 potężnych organizatorów oferujących uczestnikom mnóstwo imprez rowerowych pod zaszczytnym hasłem „MARATON MTB”. Komercyjne imprezy przyciągają coraz więcej uczestników. Uczestnicy kupują coraz to lepsze rowery. Inwestują w sprzęt, odżywki, ubiory i „modne” konsultacje trenerskie. Importerzy i producenci sprzętu zacierają ręce. Biznes rowerowy się kręci więc po co nam zawodnicy? Dlaczego zadaje to pytanie? A no dlatego, że po paru latach ścigania na polskich maratonach mam takie odczucie.

Zawodnicy są traktowani jak piąte koło u wozu. Nie masz punktów w danym cyklu to wypad na koniec peletonu. Dla zawodnika start z tyłu za całą armią rowerzystów to jak porywanie się z drewnianym mieczem na zastęp żołnierzy z karabinami maszynowymi. Zawodnik musi się ustawiać 30 min przed startem bo w innym przypadku zajmuje koniec sektora o ile do niego się wciśnie, tak jak to miało miejsce na Mistrzostwach Polski. Wysokie startowe ogranicza starty dla  biednych  Klubów Kolarskich. Nagrody są kiepskie a marny pucharek i uścisk dłoni prezesa nie zrekompensuje czasu włożonego w przygotowania.

Można by powiedzieć, że są to zawody amatorskie, nie dla zawodowców. A jednak każdy chce żeby u niego startowali najlepsi. Piszą, że wygrał Kaiser, Brzózka czy Czarnota. Prawda jest taka, że dobrymi zawodnikami każdy się chwali, ale dobrych nagród dać nie chce. Riposta organizatora będzie szybka – nie chcesz, nie musisz startować.

Jakby wyglądał Maraton bez zawodników? Grupa amatorów przyjeżdżała by na wycieczkę rowerową, pochwalić się sprzętem i ciuszkami, pogadać o… no właśnie o czym jak kolarstwa nie ma. Czy znajdą się wtedy sponsorzy, którzy będą chcieli wyłożyć krocie na  wsparcie cyklu maratonu w którym uczestnicy jeżdżą sobie dowoli po określonej trasie a zwycięzcą jest Pan Marian ze spożywczaka, który przypadkiem zjawił się na tej imprezie. Raczej drugi raz nie wystartuje bo mu się rower pobrudził. Oczywiście jakiegoś potencjalnego sponsora może zainteresować wsparcie imprezy masowej o charakterze pikniku, ale to strzał w kolano dla rozwoju przedstawienia. To zawodnicy są z marketingowego pojęcia liderami opinii społecznej. Na nich wzorują się całe rzesze nowych uczestników, którzy dają chleb organizatorom, producentom i importerom rowerowym w Polsce. Kto będzie chciał Słuchać Pana Mariana o ile ten będzie miał cokolwiek do powiedzenia na temat kolarstwa sprzętu czy przygotowań do zawodów. Raczej nikt. Zawodnicy tworzą zawody tak jak to napisał Marek Tyniec na swoim blogu. Zawodnicy muszą być.

A może wystarczy nam tylko jeden światowy zawodnik taki jak Maja Włoszczowska, po co nam inwestować w młodzież, która może co najwyżej osiągać średnie wyniki na poziomie europejskim. Takich średnich zawodników łatwo wyłapać na badaniach wydolnościowych. Masz przeciętne wyniki, wylatujesz! Czy może istnieć dobrze funkcjonujące państwo bez klasy średniej? Tylko bogaci i biedni- to nie jest dobre. Teraz co zrobić żeby średnich zawodników było więcej a w przyszłości pojawiły się gwiazdy formatu światowego.

Spójrzmy na rywalizację maratończyków na Pucharze Polski MTB. Ściga się tam zaledwie garstka zawodników, którzy są bardzo doświadczeni. W ogóle nie ma średniaków i adeptów kolarstwa, tylko paru bogatych, którzy rozdają pomiędzy sobą karty. Przyczyną takiej sytuacji nie jest słaba trasa, mało wymagające odcinki, czy zbyt małe przewyższenie, ale brak chętnych żeby w ogóle w takim czy innym wyścigu uczestniczyć. Potrzebna jest młodzież, jak najwięcej młodych kolarzy! Dlaczego tych brakuje? Dystans giga jest na pewno dla młodego zawodnika za dużym obciążeniem. Świetnie jakby juniorzy i juniorzy młodsi mogli konkurować w ramach Pucharu Polski na dystansie MEGA. Ukłon w stronę rozwoju kolarstwa to zlikwidowanie startowego dla zawodników ścigających się w PP i mowa tutaj o młodych zawodnikach, których kluby nie stać na wysokie opłaty startowe a gratisy takie jak upominek, korzystanie z bufetów czy posiłek regeneracyjny nie są dla nich potrzebne i często nie są przez takie osoby wykorzystywane. Dobrze by było żeby pojawiły się jakieś nagrody, dla juniorów mogą być skromne pod warunkiem, że pokaże się im o co w przyszłości mogą walczyć. A chodzi mi tutaj o poważne już nagrody w Elicie czy na dystansie Giga lub możliwość wyjazdu na imprezy zagraniczne z powołaną kadrą narodową.

Tak się mają maratony, XC jest w dużo gorszej kondycji. Większość sponsorów zainwestowała w maratony i słusznie bo to bardziej komercyjna impreza i łatwiej się ją sprzedaje. Nowi zawodnicy wolą wystartować w maratonie bo jest łatwiej, w tłumie łatwo ukryć swoje słabości, na wyścigu XC nie bardzo – tam jak nie jesteś przygotowany to sobie nie poradzisz. Człowiek leniwy i wygodny wybierze spokojny Maraton niż wyścigowe XC. Rywalizacja schodzi na dalszy plan, liczy się uczestnictwo i przejechanie trasy.
W maratonach biegowych coraz więcej przybywa uczestników, którzy „uczestniczą” bo nie biegną w maratonie i notują czas grubo ponad 3 h. Takich co legitymują się wynikiem poniżej 3 h jest mało i nie przybywa. I to ma być sport? Mi się taki nie podoba. Uczestnicy wyścigów muszą być , ale przy zawodnikach ich punkt myślenia się zmienia. Dla przykładu przytoczę wypowiedź jednego z uczestników maratonu biegowego,: „Biegłem w tym samym maratonie, na którym padł rekord świata,  chciałbym kupić takie buty jak miał zwycięzca, i chcę wiedzieć jak się przygotowywał i jestem gotów za to zapłacić, żeby za rok poprawić się o przysłowiową minutę”. To właśnie napędza cały biznes sportowy i to jest dobre dla wszystkich.

W naszym środowisku widzę brak porozumienia na linii Organizatorzy Maratonów Rowerowych a Polski Związek Kolarski. Tracą na tym tylko zawodnicy. Często spotykam się z opinią, że „Lang” zniszczył kolarstwo górskie w Polsce. Maratony rowerowe MTB zniszczyły kolarstwo górskie w Polsce z poprzedniej dekady ale dały podwaliny do budowy czegoś lepszego, lepszej struktury, większych możliwości.  W tej chwili mamy porządne podstawy żeby ruszyć z tematem mocniej, trochę chęci ze strony organizatorów, trochę życzliwości ze strony PZKOL i będzie dobrze. Przede wszystkim szanujmy się nawzajem : Zawodnicy+Amatorzy+Organizatorzy+PZKol= SUKCES!

Robert Banach