Ewolucja i moda w MTB. II

Kolejne lata przyniosły duże zmiany na rynku polskim. Wraz z rozwojem kolarstwa górskiego, co raz to większym dostępem do części i rozwojem tej dycypliny na świecie zaczęły się pojawiać nowe możliwości.

W Polsce została powołana Reprezentacja Polski szykująca się na pierwsze Igrzyska Olimpijskie w tej dyscyplinie, a od 1996 roku Pan Czesław Lang wprowadził cykl zawodów w formacie XC, Grand Prix MTB. W poprzednim artykule wspominałem o paru drobnych atrybutach na które mógł sobie pozwolić ówczesny zawodnik. SPD, Panaracer i siodło FLITE. To była podstawa, inne rzeczy były nieosiągalne. Pisałem też o tym, że SCOTT opanował rynek Polski i tak było. Polityka firmy, marketing, reklama, wzorcowa dystrybucja do tej pory pozostawiła swój ślad. Zresztą większość dorosłych osób za najlepszą markę rowerów górskich uważa cały czas Scott’a, a innych marek nie zna. Mogę nadmienić jeszcze tylko, że najwyższy model w katalogu SCOTT PRO RACING na XTR był dostępny w dwóch sklepach w samym Gdańsku i kosztował, o ile dobrze pamiętam, 36 milionów. W obecnych czasach od dawna nie widziałem topowych modeli w trójmiejskich salonach. Tylko na zamówienie.

Tak samo jak SCOTT, japoński producent SHIMANO rozpasał się bezpiecznie i miał w Polsce prawie 100% udział w rynku. Jeszcze na przełomie 1992/1993 trafiliśmy na ostatnią falę osprzętu SUNTOUR też japońskiego, a kuzyn Krzysztof kupił wtedy Alana właśnie na Suntour XC Expert. Był to bardzo porządny sprzęt, już wtedy wykorzystywał technologię Micro Drive z mniejszymi tarczami z przodu 42-32-20 i większą kasetą z tyłu 13-30, gdzie XTR i pozostałe grupy Shimano opierały się na dużych tarczach 46-48/36/26-24 i z tyłu 11-28 te były najbardziel popularne i powszechne choć Shimano miało w swojej ofercie też kasety do 30 zębów- W niższych grupach do  XT włącznie. Dopiero rok później XTR uzupełnił swoją ofertę w kasetę XTR do 32 zębów. W 1995 roku Suntour wycofał się z poważnego biznesu i swoją ofertę ograniczył do tanich części.

xtr

tylna przerzutka XTR M900 

Można powiedzieć, że w 1993 roku trafiliśmy na ostatnią dobrą falę Suntoura, która jakością i funkcjonalnością dorównywała napędom Shimano. Wcześniej krótki epizod z MTB miał Campagnolo, ale my jako dzieciaki nie widzieliśmy go w żadnym sklepie, w żadnym katalogu, na żadnych zawodach. Dopiero niedawno zainteresowałem się historią Campagnolo i nawet kupiłem rower wyposażony w kompletną grupę Campy. Może Włosi trochę za szybko wkroczyli na rynek, troch niepewnie, a później przed największym rozkwitem tajemniczo się wycofali i pozostali wierni szosowej produkcji.

alan12

Rower ALAN MTB na pełnej włoskiej grupie MTB CAMPAGNOLO 

W latach 1993 i 1994 było tylko Shimano i każdy się ślinił na widok XTR M900. Oczywiście osprzęt nie leżał na półkach i trzeba było go zamawiać. Znowu musiałem jechać do Warszawy. Zakupiłem, Tata mi zakupił pełną grupę XTR. Oczywiście wszystkiego na stanie nie mieli, więc kompletna grupa przyszła w dwóch ratach. Wyjazd do Warszawy był tani, dlatego całę ekipą zawsze robiliśmy sobie takie wyjazdowe zakupy przy okazji zahaczając Burger Kinga na Marszałkowskiej, McDonalda jeszcze nie było :-). Zakupiony sprzęt oglądaliśmy przez całą drogę powrotną do Gdańska.

unishock

Zmodernizowany SCOTT PAN AMERICAN SUPER. XTR, espedy, amortyzator UNISHOCK 

Dopiero pod koniec 1994 roku w naszej świadomości pojawiły się inne kombinacje. Po pierwsze amortyzator! To był przełom, zupełnie inna jazda. Nie powiem, jazda na sztywniaku dużo mi dała. Trzeba było mieć nienaganną technikę i mocne ręce, dlatego w zimę ładowaliśmy maksymalnie dużo pompek i to robionych na palcach, aby wzmocnić górną część ciała i poprawić moc dłoni. Teraz młodzież do tego nie przywiązuje uwagi, ma amortyzatory na starcie a jeszcze zdarzają się opinie, że ręce bolą na zjeździe i palce drętwieją od hamowania. Dla old schoolowych mountanbajkerów rzecz do nie wyobrażenia. W 1994 roku kupiłem widelec. Na rynku tak jak wspomniałem był tylko Scott i jego komponenty a że miał w ofercie także widelce słynnej serii UNISHOCK za rozsądne pieniądze 3 miliony 800 tysięcy złotych to kupiłem takowy. Skok był niewielki, dobra waga poniżej 1500 gramów, ale wtedy nikt na to nie zwracał uwagi. (na wagę). Dopiero w kolejnym roku za sprawą silnie działającego dystrybutora widelców Marzocchi przesiadłem się na flagowy model XC600, na który czekałem 6 miesięcy. Czekałem tak długo ponieważ moja nowa rama marki Alpinestars była wyposażona w stery SuperOverSize czyli 1 i 1/4”.

Przesiadka na Alpinestars. Grupa XTR M900, Panaracery SMOKE. Z przodu DART 2.2. SUPER WSPORNIK ANSWER ATAC! biały Flite.

Alpinestars to piękna rama a marka należała do topu, choć największy jej rozkwit przypadał na początek lat 90’ gdzie królowały takie modele jak CROmega i ALmega. No właśnie w 1994 roku zmieniłem markę ze SCOTTA na Alpinestars. Początkowo przełożyłem osprzęt, a pod koniec roku zamówiłem Amortyzator Marzocchi XC 600 olejowo-powietrzny. Dystrybutor włoskiej marki Marzocchi z Łodzi miał również w swojej ofercie nowość na rynku. Hamulce hydrauliczne! Magura HS22. Po pierwsze nasz idol Johny T. John Tomac używał takich hamulców a dodatkowo moc hamowania była o wiele większa niż królujących do tej pory cantileverach. Magura HS22 opanowała rynek. Większość producentów zaczęła wyposażać swoje flagowe modele w HS22, bo były niesamowicie skuteczne i bezawaryjne. Shimano w ogóle nie odpowiedziała na atak, a że swoje manetki rapidfire oferowała tylko w połączeniu z klamką tworzącą tak zwaną klamkomanetkę, tak większość osób szukało jakiejś alternatywy.

alpinestars

Zmodernizowana Alpinestars. Marzocchi XC600 i magura HS22. GRIPSHIFT XRAY zostały wymienione na górne manetki XT. 

Trzeba było znaleźć inny sposób na obsługę przerzutek. Już wcześniej pojawiał się GripShift ze swoim SRT-500, ale wtedy nikt nie zwracał na te manetki uwagi. Dopiero jak Johny T. z Magurami i najnowszym modelem GripShift SRT800 X-RAY wkroczył na arenę zawodów, tak cała rzesza właśnie w ten sposób konfigurowała swoje rowery. Magura HS22 i GripShift X-RAY. To było obowiązkowe wyposażenie kokpitu. Z moimi Gripshiftami jeździłem aż do pierwszego i ostatniego wyścigu etapowego “Bieszczady Tour Grundig” organizowanego przez Czesława Langa. W Bieszczadach pogoda była deszczowa. Gliniaste podłoże i brak szlaków spowodował, że codziennie taplaliśmy się w błocie. W tych warunkach Gripy zawiodły. Nie można było ich przekręcić. Pamiętam jak jechaliśmy razem ze Św.P. Bartkiem Sobolem (zginął potrącony przez samochód w 1998) i wymienialiśmy się szmatką, którą owijaliśmy XRAY aby zmienić przełożenie. Później gripy mi się połamały i tak nas zawiodły, że zaczęliśmy nazywać je gripszitami i długie lata nie mogliśmy się do nich przekonać. Pomimo że marka zaczęła wprowadzać jakieś lepsze gumy, które podobno niwelowały ten problem, to my byliśmy na tyle zrażeni tym produktem, że dopiero 5 lat później z powrotem znowu przekonałem się do tego systemu zmiany biegów…..

Robert Banach