Po wyścigu w Lęborku szybko wróciłem do domu. Zmęczony po całym tygodniu pracy położyłem się na kanapie w ciuchach kolarskich, żeby choć na chwilę odpocząć i zobaczyć jak idzie chłopakom na Giro. Zasnąłem. Obudził mnie głos Jarońskiego: „Czikane Dance, Czikane Dance„, otworzyłem jedno oko żeby zobaczyć co się dzieje. Jedzie jakiś kowboj z partyzantem, z tyłu idzie robota, atakuje lider, yhm! No i zasnąłem dalej. Tradycyjnie obudziłem się 10 minut po zakończeniu etapu.

Czikane oraz Dance to jedni z bohaterów 15 etapu Giro d’Italia. Giulio Ciccone (CZIKANE) (Bardiani-CSF) i Nico Denz  (DANCE) (AG2R La Mondiale) to młodzi kolarze, którzy długo utrzymywali się na prowadzeniu podczas niedzielnego etapu. Zawodnicy z pomysłem na wyścig ale bez mocnej nogi i szczęścia lub z mocną nogą bez dobrego pomysłu. Zostali w końcu skasowani przez najlepszych tego wyścigu.

W Lęborku odbyła się pierwsza edycja ENERGA CYKLO CUP.  Na dystansie Mini wyścig ukończyło 268 zawodników. To był taki Czikane Dance na dziurawych trasach w Lęborku, z nogą bez szczęścia lub z pomysłem, ale bez nogi.

Bez wątpienia najlepszy niezawodny, niezmienny patent mają nasi  prawdziwi Mastersi, czyli kolarze, którzy  już dawno skończyli zawodowe ściganie. Prawdziwi szosowcy, którzy pamiętają czasy bawełnianych spodenek, szytek, kasków typu „banan”,  jazdy na ostrym kole w zimę,  świetnie odnajdują się w tego rodzaju gonitwach. Ich taktyka polega na tym, żeby jak najlepiej ustawić się na starcie i wykorzystać koło młodych zawodników licząc na to, że konkurencja zostanie gdzieś na rancie. Fajne i zabawne jest to jak dobrze potrafią czytać wyścig i wiedzą wszystko gdzie kto jest, poganiając grupkę bez własnego wkładu pracy, bo z tyłu w kolejnym wagonie jedzie ich przeciwnik.

W ogóle bardzo dużo zawodników, jak nie większość,  w taki sam sposób próbuje swojego szczęścia, czyli jak najdłużej utrzymać się w peletonie. Tutaj nie można tego negować, nie każdy ma na tyle dużo mocy żeby nadawać ton rywalizacji. Sił wystarcza żeby utrzymać się na kole i walczyć o miejsce w grupie z myślą, że reszta (czytaj: prywatnych rywali) gdzieś zostanie. Patrzą się do tyłu, nie do przodu, co nie jest pozytywne w głębszym tego słowa znaczeniu.  To normalne zjawisko w tak dużej grupie uczestników o zróżnicowanym poziomie technicznym i wydolnościowym.

Uważam, że na kolejnych startach powinny obowiązywać sektory uzależnione od miejsca w klasyfikacji generalnej Open. Każdy wtedy by się odnalazł, byłoby bezpiecznie i bardziej sportowo. Takie ustawienie zmusiłoby słabszych do podjęcia walki oraz  szukania pomysłu na osiągnięcie lepszego rezultatu w inny sposób niż wożenie się na kole a mocniejsza grupa nie mogłaby się czarować bo najdzie ich „słabsza” ekipa uzyskując lepszy  wynik końcowy.

Na potwierdzenie trzeba napisac, że większość zawodników z pierwszej strony z wynikami ani razu nie była na czele peletonu! Ton rywalizacji nadawał zespół w koszulkach Bike U UP . Chłopaki mieli taktykę na wyścig, zabrakło im szczęścia.  Bardzo mocni zawodnicy w czarno żółtych koszulach kasowali nieliczne odjazdy i nadawali tempo. Gdyby Przemysław Zieliński (GK Gryf Tczew) + (Bike U UP) wygrał finisz (zajął 2 miejsce) to zespół mógłby uhonorować zwycięstwo szampanem i tortem z wisienką (od Wenty) a  sam Zieliński miej boleśnie przełknąłby utratę  wyrwanego  z uchwytu Garmina na odcinku z dziurami. Zjedli tylko tort.  Dwa może trzy zaciągi zrobił Wiktor Stankiewicz (Team Verge Polska) przyspieszając tempo na krótkich podjazdach. To nie był ani skok, ani wyciagara. Można te podrygi zaliczyć do dobrego treningu przed MTB Trophy do którego Wiktor się przygotowuje. Dojechać do mety w większej grupie i wygrać finisz chciał Krzysztof Wenta (LewLębork), przynajmniej tak odczytałem jego aktywną jazdę. Miejscowy zawodnik był „czujny” i cały czas kręcił w pierwszym szeregu. Krzychu zakończył nieszczęśliwie swój wyścig tuż przed metą zostając, dosłownie, staranowany przez innego zawodnika, który z niewiadomych przyczyn gwałtownie zmienił tor jazdy. Pomysł na wyścig mieli Zawodnicy Klif MTB Team, wykonali kilka mniejszych odjazdów. Młodym chłopakom brakuje jeszcze sił, ale jak będą tak podchodzić do kolarstwa to z pewnością osiągną sukces i w końcu któryś z odjazdów wyjdzie. Najdłużej uciekał kolega w biało-niebieskim trykocie, chyba zawodnik ze Starogardu ale nie wyłapałem jego numeru- to był bardzo ładny, mocny, odjazd. Ja tez próbował, wykonałem dwa szarpnięcia, słabe, nogi beton, nie mogłem mocniej.

Kolejny wyścig z cyklu Energa CUP już za 4 tygodnie w egzotycznej miejscowości Strzepcz. Być może trasa okaże się bardziej selektywna co sprawi, że w amatorskim peletonie szybko i naturalnie podzieli się stawka pośrednio wpływając na bezpieczeństwo uczestników i wyższy poziom rywalizacji. Myślicie, że próbuje przemycić zawodowe zachowanie do amtorskiej zabawy. Próbuje przemycić zdrowe i szlachetne zasady, żeby nie było takiej partyzantki, żeby nie było Czikane Dance.