Super fajnie jest się poganiać po lesie z najlepszymi zawodnikami Polski Północnej. Startowaliśmy w Krokowej w ostatniej edycji zawodów przygotowanych przez Cyklo. Tym razem na starcie pojawiła się większość najmocniejszych zawodników i wiedziałem, że lekko nie będzie. Przed samy startem nie czułem się najlepiej, tak jakby brała mnie choroba. Wykonałem dłuższą spokojną rozgrzewkę, aby uspokoić organizm i wprowadzić go na prawidłowe obroty. Czasami taka jazda zajmuje 20 minut, czasami trzeba pokręcić dłużej, około 40min, żeby wszystko się ustabilizowało. W tym czasie wysoka intensywność, taka na siłę, nie jest dobrym pomysłem. Trzeba czekać, aż olej w silniku osiągnie optymalną temperaturę. Wielu zawodników jeździ już 1h przed startem w trykocie startowym lub w ogóle się nie rozgrzewa. Same błędy. Moją rozgrzewkę zakończyłem wejściem obrotami na czerwone pole. Nie było źle, serce wkręcało się na wysokie obroty i w miarę szybko z tych obrotów schodziło w dół. Nie ma jeszcze ciągu i trochę na wysokich prędkościach pedałuje w powietrze, aczkolwiek przy tak niewielkiej dawce treningowej czułem się dobrze i pewnie. Nasmarowałem nogę olejkiem startowym i w ciepłej kurtce udałem się na miejsce startu.

W sektor startowy wjechałem 10 minut przed 12, co było za późno, żeby zająć dobrą pozycję. Na szczęście start był na tyle łatwy, że nie było problemu z przebiciem się do czuba. Nie wiem, niektórych fakt startu w zawodach tak paraliżuje, że jadą grubo poniżej swoich możliwości. Z 3 rzędu przebiłem się natychmiast do przodu.  Po jakiś 200 metrach byłem już na 3 pozycji. Trasy nie znałem. Wolałem zachować czujność i walczyłem cały czas o jak najlepszą pozycję wyjściową. W peletonie tak jest, że trzeba non stop walczyć o dobre miejsce. Jeżeli się na moment odpuści to inni zawodnicy od razu to wyczują i zaczynają wyprzedzać w takim tempie, że ciężko włączyć się w pociąg nie wykonując przy tym jakiegoś głupiego ruchu. Zawodnik EDF Trek Gdynia, Andrzej Jóźwik wziął na siebie pierwsze obciążenie wypracowując dla lidera teamu Łukasza Derhelda  jak najlepszą pozycję do ataku. Tak to odczytałem, choć nie wiedziałem jakie jest założenie teamu z Gdyni. Krzysztof Krzywy, NEXUS TEAM doskonale wyczuł ten moment i też szykował nogę do ataku. Pierwsza jego akcja zakończyła się niepowodzeniem bo trasa nie sprzyjała rozerwaniu stawki. Dopiero po najdłuższym krętym podjeździe gdzie niezmordowany Jóźwik zrobił rzeźnię, do ataku przystąpił Krzywy. Ruszył zdecydowanie, 3 kilometry szybciej niż pozostali. Derheld błyskawicznie doskoczył mu do koła i w tym momencie pierwsze miejsce odjechało. Mnie trochę przytkało po szarży Andrzeja. Trochę silnik pracował ciężko, zawahałem się, ale okazało się, że mogłem spróbować, ponieważ  na trudnych podjazdach radziłem sobie lepiej niż pozostali zawodnicy w grupie pościgowej. Na drugim najstromszym podjeździe przebiłem się na 3 pozycję. Po zjeździe, gdzie jechałem zachowawczo, dołączył do mnie Maciej Zielonka i wspólnie pokonywaliśmy kolejne kilometry. Widziałem jeszcze Krzysztofa i Łukasza, przez chwilę,  ale oni, zgodnie, po zmianach jechali w innym rytmie niż my. Z Maćkiem współpraca układała się wyśmienicie. Czułem się rewelacyjnie na podjazdach. Gubiłem tempo na odcinkach prostych, jakoś nie mogłem dobrać biegu. Zbyt wysokie ciśnienie w oponach wybijało mnie z rytmu, nie było też odpowiedniej mocy. Na zjazdach nie szalałem. Zbyt dużo było luźnych patyków, które mogły wkręcić się w napęd. Po pierwszym okrążeniu do czołowej dwójki traciliśmy około 60 sekund. Dołączyła do nas dwójka Jóźwik-Michał Dargacz z Renault Team. Nogi miałem już zbite i starałem się oszczędzać. Nie byłem pewny swoich możliwości w grupie mocnych zawodników. Andrzej jechał rewelacyjnie i zerwał nas z koła na długim podjeździe, tam gdzie okrążenia wcześniej zrobił tak zwaną „podgotówkę”. Dołączyłem do Andrzeja na najtrudniejszym podjeździe, bo tam, jak pisał wcześniej, szło mi idealnie. To zasługa ostatnich treningów, gdzie głównie pokonujemy metry pod górę. Chwilę później byli już za nami Dargacz i Zielonka. Andrzejowi wkręciło się coś w napęd i musiał się zatrzymać. Myślałem, że nas już nie dojdzie. Mogłem wtedy zaatakować na jednym z podjazdów, bo noga była dobra, ale jakoś spękałem zadowolony z miejsca na którym jadę. Andrzej szybko skasował różnicę i od razu przejął inicjatywę. Szło już na finisz. Jechałem z tyłu grupki usatysfakcjonowany z miejsca i jakości jazdy jaką wykonałem. Kolejny tydzień i jestem szczebelek wyżej. Finisz odpuściłem, było zbyt ciasno i niebezpiecznie żeby pchać się na siłę.

Forma cały czas idzie do góry. Za tydzień powinno być lepiej. Do Derhelda i Krzywego jeszcze dzieli mnie jakieś 6 miesięcy  systematycznej pracy, choć mogę ich już podszczypywać w kolejnych starciach i na pewno to zrobię.

Bardzo dobrą formę w tym sezonie prezentuje Michał Felon. Od lat startujący w regionalnych imprezach dopiero w tym sezonie systematycznie gości w czołówce kolarzy górskich. Dzisiaj zajął dobre 9 m-ce Open. Dobry występ na krótszym dystansie zaliczył młody Filip Potrukus Klif MTB Team. Filip cały sezon jeździ dobrze, coraz lepiej. W kolejnych latach może mieszać na krótkim dystansie lub wejść w czołówkę na dużym kółku. Ma na to papiery.