Zapisałem się na fajne zawody, które odbędą się na początku listopada, dlatego cały czas dbam o jak najlepszą formę sportową. Na ten weekend miałem zaplanowane dwa treningi. Jeden dłuższy na szosie, drugi interwałowy na Cyclo-Cross z podjazdami i ćwiczeniami „Vo2max”. Pogoda na weekend zapowiadała się deszczowa, mglista i pochmurna. W takich warunkach czysta realizacja zadań treningowych idzie dobrze, ale ten czas przed wystartowaniem jest niesamowicie dołujący. W sobotę w Górkach Zachodnich, 30 minut jazdy samochodem od miejsca mojego zamieszkania, odbywał się wyścig MTB. Wcześniej nie miałem go w planach bo to sobota i dzień w pracy. Po za tym miałem w tym czasie robić zupełnie co innego. Wyszło jak wyszło, noga się kręci ;-). W piątek wieczorem stwierdziłem, że lepiej jest pojechać wyścig niż realizować zadania treningowe. Mocna jazda w okolicach progu beztlenowego miała zastąpić dwie wcześniej zaplanowane jednostki. Płaska trasa na Stogach i odpowiednia konkurencja miały pomóc w osiągnięciu celu treningowego. Ponadto zawody są dla mnie jak Święto, więc za długo nie musiałem siebie namawiać 🙂

W piątek zostałem dłużej w pracy, a w sobotę, z samego rana poszedłem przygotować do wydania wszystkie rowery klientów. O 10.00 ruszyłem w kierunku górek Zachodnich. Trochę się spóźniłem. Na szczęście Biuro Zawodów przyjęło moje zgłoszenie. Bez rozgrzewki stanąłem na linii startów.

Pierwszy z bloków startowych wystrzelił Łukasz Derheld, ja za nim. Nie po drodze było mi śrutowanie od samego startu, bo noga była nierozgrzana. Czułem jak puchną mi muskuły i słabo się noga kręci. Na szczęście inni nieskorzy byli do mocnych ataków. Nie znałem za bardzo tych terenów, nie znałem trasy, byłem tutaj pierwszy raz. Wolałem jechać w kołach przynajmniej pierwsze okrążenie żeby zapoznać się z rundą. Chciałem poznać rywali, wyszukać najlepsze miejsca do ataku. Pierwszym zawodnikiem, który nie wytrzymał napięcia i objął prowadzenie był Michał Korbus. Zawodnik 7R Logistic Politechnika Gdańska, narzucił bardzo fajne rozgrzewkowe tempo. Idealne dla mnie treningowo, takie w strefie mieszanej 10 ud/hr przed progiem. Nic nie robiłem jechałem spokojnie na 3 miejscu. Tak przejechaliśmy całe pierwsze okrążenie notując jedną pomyłkę na trasie niezmieniającą nic w rywalizacji.

MISTRZ, MARCIN SAPA.

Na drugim okrążeniu na czoło naszej mini grupki wysunął się Marcin Sapa. Może koledzy go nie znali, ale ja znałem go bardzo dobrze. Marcin to świetny zawodnik, Szosowy Mistrz Polski W Elicie, który dwa sezony  jeździł w ProTour. Facebook donosił, że Marcin powrócił do kolarstwa, do wyścigów MTB, z dobrymi wynikami. Nie można było lekceważyć jego umiejętności a przede wszystkim mocy, którą potrafił generować przez dłuższy czas wyścigu. Kto pamięta jego szarże i długie ucieczki ? Ja pamiętam, szacun.

Saper, taką miał ksywę w peletonie, podkręcił tempo. To jest to! To była już jazda z której mógł pójść atak. Byłem już odpowiednio rozgrzany i gotowy do przyspieszenia. W pewnym momencie zawodnik reprezentujący grupę 64-sto miał jakieś problemy techniczne. Jakoś tak odruchowo odkręciłem manetkę gazu, ale zaraz się opamiętałem i zwolniłem, żeby nie atakować w momencie niesportowym. Później nie wiem co się działo, była jakaś nerwówka i znowu poszedł gaz. Tym razem załączyłem turbinę i poszedłem pełnym piecem. Pagórkowata trasa i liczne zakręty sprzyjały rozerwaniu stawki. Takie coś lubię. Chwilę później ( Został tylko Łukasz Derheld) dojechaliśmy słabszych zawodników i zaczęło się wyprzedzenia. Wiedziałem, że ten moment będzie decydujący, albo jadę fula, ryzykuję i przeciskam się pomiędzy słabszymi zawodnikami zwiększając przewage, albo jadę jak pipa i czekam aż dojadą mnie chwilę wcześniej zerwani przeciwnicy.

KONFRONTACJA ZAWODNIKÓW, TRUDNE WYBORY

To jest bardzo trudny moment na trasie kiedy trzeba się zderzyć z zawodnikami, którzy poruszają się zdecydowanie wolniej a nie ma gdzie ich wyprzedzić. Tak samo jak my dają z siebie wszystko i walczą o jak najlepsze pozycje, rozumiem to, doceniam.  Nie mogłem sobie pozwolić na stratę tak ciężko wypracowanej wcześniej  przewagi. Jest to wyścig amatorski, ma być zabawą, ale jakieś zasady powinny obowiązywać, a najważniejsza z nich to ustąpieni drogi szybszemu zawodnikowi. Wszystkim którzy mi zjeżdżali mówiłem głośne „Dziękuję”.

Po ryzykownej i niebezpiecznej jeździe uzyskaliśmy przewagę. Mi taki układ pasował. Dobrze potrenuję i zajmę dobre  miejsce. Cisnąłem dalej. Nie będę analizował tutaj kto dawał lepsze lub gorsze zmiany, na pewno było nas stać na dużo szybszą jazdę. Najważniejszy fakt jest taki, że na początku ostatniego okrążenia dopadł nas Marcin Sapa :-). Z jednej strony zawodnik raz zerwany zostanie zerwany ponownie, z drugiej strony zmęczenie wchodziło mi w nogi i bałem się, że złapie mnie niedyspozycja muskułów (to efekt zbyt małej ilości przejechanych kilometrów treningowych oraz brak startów na dłuższych dystansach) i przyjadę 3 a to byłaby porażka. Marcin w pewnym momencie zrobił porządny zaciąg tak jak to się robi na szosie. Naprawdę super akcja i mocne tempo. W zasadzie od razu kiedy Saper ciut popuścił powinienem kontrować, ale na płaskim terenie było mi to nie po drodze. Wolałem poczekać jeszcze 500 metrów (zbliżaliśmy się do trudniejszego terenu) i zaatakować na sekcji technicznej.  Tak też zrobiłem. Znowu poszedłem pełnym ogniem. Zyskałem przewagę, tylko Dre wisiał na kole.

SOLIDARNOŚĆ MIEJSCOWYCH RYWALI WOBEC ATAKU NAJEŹDZCY 😉 INACZEJ,  BRAK GOŚCINNOŚCI.

Pomimo, że na co dzień jesteśmy z przeciwnych obozów  to w momencie zagrożenie z innego „regionu” potrafimy się zjednoczyć i współpracować. Bez słów się zrozumieliśmy. Ten wyścig trzeba wygrać !!!, nieważne czy ja czy Dre, byle nie Saper. Cisnęliśmy mocno, ale zawodnik jadący na Superiorze cały czas nas dolatywał. Do mety zostało kilkadziesiąt metrów. Tam było takie zwalone grube drzewo. Planowałem w tym momencie zaatakować, taki sam plan miał Dre. On wjechał pierwszy, przeskoczył, ja na drugiej pozycji pokonałem tą przeszkodę w stylu cyclocross. Zdobyliśmy przewagę. Do mety dwie proste i zakręt. Na pierwszej prostej chciałem się zebrać, ale „jebły” czworogłowe, po zakręcie znów atak no i znowu spięcie nogi. Dre był szybszy. Wjechałem na drugiej pozycji. Wyścig mi się bardzo podobał i był zdecydowanie .lepszym pomysłem niż realizacja zadań indywidualnych, treningowych. Marcin Sapa doprawił tę imprezę w sposób mistrzowski. Była super wymiana ciosów, dziękuję.