Zakończyły się Mistrzostwa Świata w Cyclo-Cross. W Bogense Polska reprezentowana była przez samozwańczą skromną kadrę. Wyścigi wszystkich kategorii dostarczyły wiele emocji. Była to dla mojej, naszej pasji  syta uczta a spostrzeżenia i uwagi przedstawiam poniżej.

Wyścigi kolarskie to przedstawienia wybitnych aktorów którzy grają film bez przygotowanego scenariusza. Na równi stawiam zwycięstwo jak i ciekawą walkę o dalsze pozycje. Cenię zawodników którzy stylem, fantazją, techniką wyróżniają się na tle peletonu. Wykupiłem Eurosport Player, żeby w bardzo dobrej rozdzielczości, bez zacięć,  oglądać rywalizację gladiatorów i gladiatorek na żywo.

Zacznę od dziewczyn i przyznam się, że pierwszy raz od początku do końca oglądałem rywalizację Orliczek i Zawodniczek Elity. Tempo może i niższe ale walka niesamowita. W Elicie kobiet wygrała Sanne Cant. Jej jazda była wzorcowa, idealna taktycznie, nie popełniła błędów, nie uległa presji. W kuluarach mówiono, że gdyby nie wywrotka Lucinda Brand to koszula należała by do Holendrów. Moim zdaniem Holendrzy pojechali jako drużyna fatalnie, nie mieli pomysłu na jazdę. Sanne Cant pomimo, że była sama w otoczeniu 4 zawodniczek w pomarańczowych trykotach to cały czas kontrolowała wyścig. Pilnowała drugiej pozycji uniemożliwiając Holenderkom wykonanie jakiegokolwiek manewru taktycznego, trzymała ich w szachu i czekała cierpliwie na dogodną sytuację do ataku. Brand jechała jak na szelkach, albo się pakowała na trawersie za słabo jadącymi technicznie zawodniczkami, albo wybierała złe tory-zjeżdżała na rozbiegane podłoże, tracąc momentalnie przyczepność.

Numer 13 zobowiązuje i piękną wywrotką w boksie uwieńczyła swoją nerwową jazdę, była faworytką.  Cant w tym momencie wykonała decydujący atak. Lucinda pozostał płacz i  srebrny medal na mecie. Łzy złości na pewno przełożą się na lepszą jazdę w przyszłości ;-).  Holendrzy pewnie odrobią lekcję i  wyciągną odpowiednie wnioski a przynajmniej odwrócą do góry nogami numer trzynaście jak to się robi w zawodowym peletonie, bo w 2020 na pewno 13 trafi do którejś z Dutchwoman.

Na wyścigu kobiet upatrzyłem sobie jeszcze dwie ulubienice. Na celowniku Marianne Vos i Jolanda Neff. Obie zawodniczki łączy polski akcent, dlatego moja uwaga trochę podkręcona była tym faktem. Urzekło mnie coś innego. Vos po prostu klasa pod względem stylu jazdy. Na tych zawodach nogi nie miała i non stop spawała ale kręciła bajecznie, technicznie perfekcyjnie. Jej zeskoki na podjazd mógłbym oglądać cały dzień- nikt tak nie robił. Rzadko traciła fason. Jakby z innej bajki kręciła Jolanda. Szeroko łokcie, szeroko kolana, wysokie przełożenia, inny tor jazdy niż rywalki, bujne blond włosy wystające spod kasku a na szyi śnieżnobiałe korale. No i jak tu nie lubić i nie kibicować  takiej zawodniczce, tym bardziej, że lubi się przepychać i walczyć o jak najwyższe pozycji.

Wyścig orlików miał być pojedynkiem pomiędzy Eli Iserbyt z Belgi a Thomas Pidcock z Wielkiej Brytani. Początek pod dyktando Belga, który często i chętnie jechał na prowadzeniu. Pidcock z tyłu, bardzo spokojnie, poker face, usta zamknięte, lekkie kręcenie, cisza w głowie. Kiedy wymieniał rower w boksie na pierwszych okrążeniach i spadł delikatnie na dalszą pozycję to nie stracił ani na sekundę spokoju, jechał cały czas  lekko, bez nerwowych ruchów. Jego spokojna twarz w kadrze kamery przyciągała wzrok nawet jak nie był pierwszoplanową postacią. Wyróżniała się spośród wszystkich zawodników, którzy mieli widoczny grymas zmęczenia i szeroko otwarte usta. I tu nagle BOOM!

Na dosłownie jednej prostej Tom zlikwidował  dystans i odrazu uderzył. Uderzył tak mocnym skokiem, że Iserbyt puścił korby bo nie wiedział co się stało, nokaut. Do końca wyścigu byłem pod wrażeniem tej akcji, ocknąłem się jak Tom wjeżdżał na metę. Co za kariera, co za talent, co za dylematy tego młodego zawodnika. Aktualnie Brytyjczyk reprezentuje TPRacing. Grupę  utworzono wokół jego wyników przez firmę Trinity Sport zajmującą się zarządzaniem sukcesem sportowym. Wcześniej młodzieniec reprezentował Telent-Fidea Lions. Mam nadzieję, że ten chłopak trafi pod skrzydła osób, które będą chciały rozwijać jego talent a nie żerować na jego osiągnięciach, bo już jakieś przepychanki nastąpiły. Już teraz wpisałem Thomasa Pidcock’a na listę szczególnie obserwowanych zawodników.

Wyścig Elity mężczyzn można zatytułować ” Trawers na trasie w Bogense” bo tam rozegrał się cały wyścig. Mathieu Van der Poel był murowanym faworytem. Zdemolował ten sezon i tylko nadzwyczajne wydarzenie mogło mu odebrać zasłużoną tęczową koszulkę. Mistrzostwa Świata to nadzwyczajne wydarzenie, dlatego z taką ciekawością publiczność oglądała zmagania najszybszych zawodników. Trasa była określana jako „Basic” ale nikt nie powiedział że była łatwa, gdyż dość długie i szybkie proste były przeplatane odcinkami gdzie był potrzebny „grip” i był problem z doborem opon. Większość zawodników zakładała opony z agresywnym bieżnikiem, żeby mieć dobrą trakcję na wymagających odcinkach. Niestety te same szytki strasznie kleją się na płaskim nie dając odpowiedniej dynamiki, swobody i lekkości. Na samym początku wyścigu rozegrała się  walka psychologiczna pomiędzy Holendrem a broniącym tytułu Belgiem Woutem van Aert – bo to on mógł odebrać tytuł pewniakowi. Dla Wouta było bardzo ważne żeby nawiązać kontakt, żeby nie odpuszczać Van der Poel’a  i nie oddawać mu  prowadzenia, żeby spróbować go złamać psychicznie, bo fizycznie nie było szans. To Wout’owi nerwy puszczały, niepotrzebne gesty przy wymianie roweru w boksie a później kiwanie głową za niezbyt udany lot przez przeszkodę. Zawodnik miał pretensje sam do siebie a to nie wzmacnia go wewnętrznie. Sven Nys mówił, że jak się odpuści Holendra na sekundę to po jakimś zakręcie można go już nie zobaczyć. Mathieu czmychnął rywalom na trawersie, który pokonywał bezbłędnie i bardzo szybko.

Na 12 przejazdów tylko raz podparł się nogą, gdzie Wout systematycznie gubił tam rytm tracą średnio 5 sekund. Ciekawe, bo obydwaj jechali na tych samych szytkach- Dugast Rhino. Komentator dopatrywał się różnicy w doborze ciśnienia. Dla mnie to była różnica w technice, prędkości najazdu i  w wyżej kategorii wagowej Belga. W poprzednich mistrzostwach właśnie specjalne szytki robione ręcznie dla Vouta były „tajną bronią” rodzajem krucyfiksu, który pomógł w wywalczeniu złotego medalu. Belgowi tylko raz udało się odrobić straty do Poel’a ustanawiając przy tym rekordowy czas przejazdu rundy. Sił na więcej nie starczyło. Jeszcze na koniec został doścignięty przez rodaka, który 3 tygodnie wcześniej odebrał mu koszulkę Mistrza Belgi na krajowym czempionacie. Toon Aerts jechał końcówkę bardzo mocno, ale popełnił błąd, wywrócił się i przemalował medal ze srebrnego na brązowy kolor.

Rodacy:

Zuzanna Krzystała 36 m-ce,  Karolina Cierluk 40 m-ce w Elicie Kobiet. Karol Michalski zajął 48 m-ce w Elicie Panów a Piotr Kryński 60 m-ce w Juniorach.

Zdjęcia to zrzuty z ekranu / EuroSport Player