Sobota: EUCO Susz TRIATHLON

 

Triathlon w Suszu był moim drugim startem w tej dyscyplinie. Po debiucie na Mistrzostwach Polski ½ IM w Sierakowie wyciągnąłem odpowiednie wnioski i miałem chrapkę na poprawę wyniku. Zawidy zrobiły na mnie duże wrażenie pod względem organizacyjnym. Wszystko było perfekcyjnie przygotowane, dużo kibiców i świetna atmosfera. Impreza przyciągnęła prawie wszystkich najlepszych zawodników z Polski. Imponująca, jak na to z czym przychodziło mi się spotykać do tej pory na zawodach kolarskich, była też główna nagroda za zwycięstwo – 5000 złotych mogło podziałać na zawodników jak magnes.

 

Pływanie w Jeziorze Suskim było dla mnie nowym doświadczeniem, z powodu braku widoczności pod wodą musiałem trzymać głowę nad taflą, aby móc nawigować. Z tego względu pływanie było dla mnie trudniejsze niż w Sierakowie. Z drugiej stronie czas wykręciłem taki sam, jak miesiąc temu, więc z formy pływackiej mogę być zadowolony. Wyszedłem z wody na 36 pozycji. Szybkie przejście do T1 i zmiana na moją ulubioną dyscyplinę, czyli rower. Cały czas starałem się utrzymywać równe tempo(w sumie na tym to polega), jednak pod koniec, gdy koncentracja była mniejsza i nie widziałem zawodników z przodu, pojawiły się problemy z utrzymaniem zaplanowanej mocy i ostatecznie rower ukończyłem na 7 miejscu.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/susz_starogard/11660446_725941420865183_635514861_o.jpg{/gallery}

A ma pani może hamburgera?

 

 

Bieg zacząłem na w sumie niezłej pozycji i przez 7km biegło mi się komfortowo, mimo iż Sebastian Najmowicz i Daniel Formela wyminęli mnie i spadłem na 9 pozycję. Obaj to bardzo dobrzy biegacze, więc jakoś przełknąłem tą pigułkę. Problemy zaczęły się, gdy wbiegłem na drugą rundę (do pokonania były 3 pętle). Znacie to uczucie, gdy jeszcze nie pojawia się bomba, ale ciało wysyła sygnały, że zaraz „pier#@$nie”? Ja właśnie to poczułem, więc delikatnie zwolniłem, licząc, że spokojnie zakończę zawody w TOP10. Ok, przyznaje się – popełniłem błąd i podczas biegu nic nie jadłem, tylko piłem. Na krótszych zawodach takie niedociągnięcia uchodzą na sucho, ale nie przy trwających ponad 4 godziny wysiłkach. Pocieszam się tylko tym, że nie mi pierwszemu i nie ostatniemu coś takiego się przydarza. Pamiętacie Froome’a na Alp d’Huez podczas TdF 2013? Wtedy Porte przywiózł mu żelki z wozu technicznego, za co zapłacili w UCI „mandat”. Ja nie miałem przy sobie takiego kolegi, poza tym – i tak było już za późno. Finał możecie sobie wyobrazić.

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/susz_starogard/11660030_725941557531836_811904173_o.jpg{/gallery}

Przepraszam, a do tej mety to jeszcze daleko?

 

 

Na 3km do mety huknęło jak salwa z ORP „Burza”, strzeliłem i prawie stanąłem w miejscu. Hipoglikemia absolutna. Już nie myślałem o czasie i miejscu, tylko o tym jak przetrwać te ostatnie kilometry i doczłapać się do mety. Chociaż trudno to traktować w kategorii osiągnięcia sportowego, to mogę powiedzieć – udało się. Dotarłem na finisz, padłem i przez godzinę leżałem w dreszczach jak worek ziemniaków, z trudem łapiąc oddech. Wydawało mi się, że już do końca życia zostanę w takiej pozycji i na stałe wpiszę się w krajobraz Susza. Żegnaj świecie. Z kronikarskiego obowiazku dodam, że czas jaki uzyskałem to 4:17:56, co dało mi 13 miejsce OPEN. 

 

{gallery width=300 height=500}BARTOSZ/susz_starogard/11693072_1017460808277981_1613359035_n.jpg{/gallery}

Co się stao, co się stao, co się, co się, co się stao?!”

 

Oczywiście tak się nie stało i miejsce leżenia z dość twardej suskiej ziemi zmieniłem na ciepłe łóżko w gdańskim mieszkaniu. Makaron z łososiem, elektrostymulacja, krioterapia (czyt. zimna woda w wannie) pilot od telewizora i na koniec upragniony sen. To miało mnie postawić na nogi na niedzielę, chociaż szczerze powiedziawszy, wolałbym tak leżeć do następnego weekendu. „I co Bartula, jedziesz jutro do Starogardu” – pytali koledzy. „Chyba z ch…oinki spadliście. Nigdzie się nie ruszam. Jutro pełne rege, nic więcej nie wchodzi w grę”.

 

 

Niedziela: Pełne reco w Starogardzie

Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Czyli oczywiście pojawiłem się na starcie maratonu MTB w Starogardzie Gdańskim :). Impreza rzut kamieniem od domu, autostrada (w drugą stronę) darmowa. No jak miałem sobie odmówić? Wiem, to nierozsądne, niezgodne ze sztuką i metodologią treningu, ale czasami człowiek potrzebuje zrobić coś wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi. W końcu, gdyby sportem rządziły tylko prawa nauki, to nazywałby się matematyka i spędzałby sen z oczu maturzystów. Raz nie zawsze.

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/susz_starogard/IMG_9775.JPG{/gallery}

 

SPA w Starogardzie

 

 

Zwody zorganizowała Grupa Kolarska Starogard Gdański a miasteczko zawodów zlokalizowane było nad Jeziorem Szpęgawskim. Bardzo ładna okolica, z której organizatorzy wycisnęli maxa, jeśli chodzi o przygotowanie trasy MTB. Oberwanie chmury w noc poprzedzającą wyścig spowodowało, że chłopaki na szybkich oponkach zaliczyli przy okazji casting do programu „Gwiazdy tańczą na lodzie”. Konkretny bieżnik na pewno dawał tu przewagę. Ja na sprawdzonych Saguaro, więc szedłem jak pociąg po torach. Napisałbym, że jak Pendolino, ale wcześniejsze zmagania triathlonowe tak mnie wySuszyły, że mogłem sobie przyznać co najwyżej miano lokomotywy typu Gagarin. O takiej:

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/susz_starogard/gagarin.jpg{/gallery}

 

Jakie samopoczucie, takie Pendolino

 

 

Do przerobienia było 70km trasy. Razem ze mną regionalne wycinaki w osobach Eberta, Bodzia czy Rzeszuta. Mi na rękę było jak najniższe tempo i szukanie swoich szans w końcówce. Nic z tego – chłopaki zadbali o to, żeby i tak już olbrzymi ból nóg zaczął potęgować się od samego startu. Nie mieli litości i po pierwszej 35km rundzie zostaliśmy we 3 w składzie: Michał B., Piotr R. i Bartosz B. Tempo wyrównało się i można było spokojnie uzupełniać kalorie, co tym razem sumiennie czyniłem. Nie robił tego za to Piotrek Rzeszutek, który swoim zwyczajem od startu szarpał nas jak miś panda pędy bambusa, na 55km odpłynął w otchłań bomby. Zostałem sam na sam z bardzo dobrze dysponowanym Michałem Bogdziewiczem. Z racji na to, że tego dnia mogłem kręcić waty co najwyżej z cukru, Bodzio odskoczył ode mnie na ostatnich kilometrach, pozostawiając mi drugi plac na podium.

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/susz_starogard/11354799_1017460861611309_1140917718_n.jpg{/gallery}

 

 

 

 

Teraz czas na prawdziwą regenerację i kolejne zawody MTB w Krokowej.

 

Bartek Banach

red. Wojtek Wozniak

fot. Janusz Kraśnicki

 

Czas jaki uzyskałem to 4:17:56, co dało mi 13 miejsce open.