Czas od momentu kiedy postanowiłem spróbować swoich sił w triathlonie upłynął bardzo szybko, w końcu nastał moment kiedy miałem przekonać się ile warte były hektolitry potu na treningach. Kalendarze startowe w porównaniu z kolarstwem różnią się bardzo mocno, dotychczasowo okazji do rywalizacji miałem bez liku i praktycznie intensywny sezon startowy na rowerze zaczynałem od połowy marca. Triathlon rządzi się innymi prawami, tym samym mój debiutancki start przypadał na koniec maja, a do tego były to Mistrzostwa Polski ½ Ironman – zaczynałem z wysokiego C, a w głowie rodziło się coraz więcej niewiadomych.

 

Same treningi nie wystarczą do osiągnięcia sukcesu, wszystko musi zgrać się w jedną całość, dlatego od samego początku zgłębiałem wszystkie tajniki dyscypliny. Czytałem, analizowałem, oglądałem filmy z wyścigów, sprawdzając co krok po kroku robią najlepsi zawodnicy. Chciałem chociaż w ten sposób oswoić się z każdym aspektem i tak też się stało – gdy zamykałem oczy potrafiłem bez problemu przeprowadzić sobie wizualizację każdego elementu.

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/SIERAKOW/rower1.jpg{/gallery}

Na rowerze jak ryba w wodzie

 

Niespodzianki w nowej dyscyplinie jednak mnożyły się w szybkim tempie, jedną z nich był zakaz otrzymywania pomocy z zewnątrz. W kolarstwie MTB ustawianie pomocnika na trasie, który niezależnie od bufetów organizatora poda bidony czy żelki to codzienna praktyka, tutaj było inaczej, więc liczyć mogłem tylko na to co zabiorę ze sobą i ewentualnie na przygotowany bufet. Plan był prosty, na rowerze miałem swoją „śniadaniówkę”, natomiast na biegu postanowiłem korzystać z tego co mi zostanie oraz ewentualnego zaopatrzenia z bufetu.

Trening treningiem, jednak w praktyce wszystko okazało się dużo bardziej bolesne. Na basenie w Gdańskiej Alchemii jestem stałym bywalcem, trener od pływania uczulał mnie, że CIEPŁY basen to co innego i bym przeprowadził solidną rozgrzewkę! Posłuchałem go połowicznie, rozgrzewkę owszem zrobiłem jednak jak się później okazało zbyt słabą i już po pierwszych 100m przekonałem się o tym w najgorszy z możliwych sposobów. Miałem problem aby złapać oddech, a towarzyszącego mi wówczas uczucia jeszcze w życiu nie zaznałem, recepta była jedna – turystyczna żabka… Mówi się trudno, ale to lepsze niż zwiedzanie dna jeziora. Kryzys trwał około minuty, później uspokoiłem oddech, emocje opadły i ruszyłem dalej w stylu nie odbiegającym od rywali. Czas 30:48sek jaki osiągnąłem po tych przebojach zadowala mnie w pełni, teraz trzeba było tylko złapać równowagę i dobiec do strefy T1 gdzie czekał na mnie rower.

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/SIERAKOW/woda.jpg{/gallery}

T1

 

 

Dobieg do strefy T1 prowadził lekko pod górkę, miałem więc małe problemy przy zdejmowaniu pianki, potem już tylko chwila zastanowienia, wszystko co powinienem mieć jest, więc wskakuje na rower, stopy w buty, przede mną już tylko równa, zaplanowana jazda rowerem. O ile nie przeszkadzała mi pagórkowata trasa, to mocny boczny wiatr szybko dał znać o ciut za wysokim stożku z przodu (ZIPP 808) i chwilami ściągało mnie do boku. Runda licząca 22km którą pokonywaliśmy czterokrotnie zaopatrzona była w dwa bufety, pod sam koniec jazdy na rowerze zdecydowałem się na skorzystanie chcąc chwycić kubek, skończyło się na wylanym napoju i wybitym kciuku… To efekt małego doświadczenia ludzi obsługujących strefę bufetu. Nie jest to czego oczekiwałem, ale poprawie się na następnych zawodach, 5 czas roweru całkiem nieźle.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/SIERAKOW/rower3.jpg{/gallery}

808 trochę za „gruby” na warunki w Sierakowie

 

 

Po „regeneracji” jaką był rower przyszedł czas na część biegową, żółta niczym z TdF linia oznaczała miejsce, w którym musiałem zejść z roweru wrzucić „kapcie” na nogi i ruszyć na cztery przełajowe rundy biegowe po 5,2km każda. Mimo wykonania sporej ilości „zakładek” na treningach, zawody rządzą się własnymi prawami i początkowo odczuwałem mały dyskomfort dopiero później wszystko się ustabilizowało, a przynajmniej tak myślałem. Z okrążenia na okrążenie biegło mi się coraz ciężej, trudy wyścigu dawały o sobie znać, dodatkowo piasek, jak to piasek lubi wpadać w buty, a ja oszczędzając czas nie założyłem skarpetek… Teraz już wiem że był to błąd, dość bolesny w swoich skutkach z racji licznych obtarć i pęcherzy.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/SIERAKOW/bieg.jpg{/gallery}

Run, Bartosz, run!

 

 

Plan jaki zakładałem przed startem wykonałem nawet z lekką nadwyżką, czas 4:14:44sek pozwolił mi zająć 8 miejsce OPEN oraz zdobyć tytuł Mistrza Polski w kategorii wiekowej M25 na dystansie ½ Ironman. Przed moim kolejnym startem w Suszu jestem już dużo bogatszy o nowe doświadczenia, stwierdzenie iż „wiem z czym to się je” jest może trochę na wyrost jednak z pewnością jestem na dobrej drodze!

Moja batalia w triathlonie trwa na dobre, dziękuję moim sponsorom Hotel Cztery Brzozy Gdańsk, AptekaGemini.pl, TORUS, Compressport-Squeezy za wsparcie, i wiarę w sukces!

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/SIERAKOW/pudlo.jpg{/gallery}

Tu chciałbym się zadomowić

 

 

 

Tym razem z triathlonowymi pozdrowieniami,

 

Bartek Banach

red. Mateusz Zdanowicz