Jaskinia Lwa, Boa dusiciel i sprint do mety, czyli jak sport gości w biurowcach Alchemia.

 

Imprezą w „Jaskini Lwa” mógłbym określić Torus Triathlon In Da House, niedość że organizatorem zawodów bym mój główny sponsor, to jeszcze impreza odbywała się w sportowej cześći kompleksu biurowego Alchemia, który stał się naturalnie moją główną bazą trenignową.

 

 

W najbliższym sezonie stawiam wszystkie karty na Triathlon, starty MTB będą raczej sporadyczne i to głównie ze względu na moje sportowe korzenie. Nie powinno dziwić, że do zawodów In Da Hosue szykowałem się szczególnie mocno, aby przedewszystkim przed sponsorami pokazać się z jak najlepszej strony. Plany swoje, a życie swoje, wszystko szło w jak najlepszym kierunku gdy na dwa dni przed zawodami dostałem w nocy sms od „oraganizmu” – „Bartosz zaparz rano dwie herbaty, na śniadanie wpadnie przeziębienie…” O rzuceniu rękawic nie było mowy, postanowiłem zrobić wszystko co tylko byłem w stanie, aby w sobotę zjawić się na starcie w jak najlepszej kondycji.

 

 

Trenazer to zupełnie inna jazda niż na zewnątrz

 

W momencie startu wszelkie zdrowotne problemy schodzą na dalszy plan, skupiam się tylko na tym co tu i teraz. Rywalizacja w basenie może nie poszła nadzwyczaj dobrze (z wody wyszedłem na dalszej pozycji), jednak poprawiłem się prawie o minutę względem zeszłorocznego startu!  Na rowerze już po pierwszych obrotach korby wiedziałem, że będzie ciężko zrealizować zakładane początkowo waty, gdy tylko osiągałem wartości powyżej 330W przeziębienie zaczynało się odzywać, a duszący kaszel niczym Boa dusiciel skutecznie mnie paraliżował.  Wieloletnie doświadczenie pozwala mi jednak na szybką korektę planu, a znajomość własnego organizmu pomaga wyznaczyć na nowe wytyczne co do jazdy. Nowy plan okazał się skuteczny, szybko przesunąłem się na drugą pozycję w wyścigu, wykręcając także najszybszy czas na rowerze.

 

 

IMG 4344 18,5km/h na bieżni szybciej już nie mogłem

 

Bieżnia pozwala w pełni kontrolować tempo biegu, z perspektywy późniejszych wydarzeń wiem, że zacząłem zbyt asekuracyjnie, szybko zostalem doścignięty i w rezultacie spadłem na trzecią pozycję. Późniejsze podkręcenie tempa na dwa kilometry do mety, co prawda było widowiskowym pościgiem, jednak do drugiej lokaty niewiele zabrakło, rywale tego dnia okazali się silniejsi.

 

 

01TT I po wyscigu, trener od pływania – Tadeusz dokręca z Zuzią

 

Torus Triathlon In Da House kończę ostatecznie na trzecim miejscu, pozostaje lekki niedosyt, jednak tragedii nie ma, całośc rywalizacji dodała mi tylko większej motywacji do trenignu! Teraz kilka dni na złapanie oddechu i w weekend zasiadam wygodnie w samolocie obierając kurs na ciepłą Lanzarote!

 

Pozdrawiam

Bartosz Banach

Foto:Torus Triathlon Team

red: Mateusz Zdanowicz