Zeszły weekend sponsorowała cyferka „1”. Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Jak na „primaverę” przystało temperatura powietrza oscylowała w okolicy 1 stopnia Celsjusza. Pierwsze zawody w sezonie 2015. Na pierwszej edycji Duathlonu na Wydmach (bo o tych zawodach oczywiście jest mowa) zająłem pierwsze miejsce. Miałem więc chrapkę, by podtrzymać tę „jedynkową” passę i znów stanąć na najwyższym stopniu podium. Nie udało się. Ale po kolei.

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/LEBA/2.jpg{/gallery}

Ziiiiuuuuuu…

 

 

Druga, wiosenna (a raczej „wiosenna”) edycja duathlonu w Łebie podzielona została na dwa etapy: 23,5 km trasę rowerową i 11,6 km bieg. W stosunku do edycji listopadowej trasa biegowa została solidnie wydłużona. Obie ścieżki były poprowadzone w sposób dość techniczny – nie brakowało korzeni, zakrętów, „piaskownic”. Na rowerze oznaczało to dla mnie naturalne środowisko, co potwierdziłem, odrywając się od prowadzącego wspólnie ze mną wyścig Daniela Formeli. Single, korzenie, piaszczyste hopki – te elementy pozwoliły mi na wypracowanie nad Dannym około minutowej przewagi. Daniel to jeden z najlepszych multisportowców w Polsce i wiedziałem, że na bieganiu raczej mnie złoi. Na etapie kolarskim nie miałem łatwo – zawodnik z Gdyni cały czas naciskał. Musiałem się narobić – średnie tętno 175 mówi samo za siebie. Rower kończę, a jakże, na pierwszej pozycji. Zmiana poszła dość szybko. Podejrzanie szybko. Okazało się, że na bieg wystartowałem…w kasku. Aerodynamiczny Giro Air Attack, który mam przyjemność nosić na bańce w tym sezonie jest tak lekki, że nawet tego nie zauważyłem. Nie zdecydowałem się jednak biec w „orzechu:, chociaż wiem, że niektórzy kolarze miewali takie pomysły (prawda, Krzysiu?:)

 

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/LEBA/1.jpg{/gallery}

T1

 

 

Byłem dość zadowolony ze swoich tegorocznych osiągów biegowych, ale trening to nie zawody. Tym bardziej, że nie biegałem jeszcze w tak wymagającym terenie! Początek trasy przypominał element selekcji do GROMu: slalomy, piaszczyste podbiegi, ścieżki wąskie na pół buta – nie było lekko. Ustawiłem sobie na zegarku tempo biegu, chcąc trzymać zakres od 3:40 do 4:00 minut na kilometr. O ile na początku jeszcze udawało mi się trzymać taką prędkość, o tyle później Garmin co chwilę przypominał mi, że się opierniczam. O zwiększeniu tempa nie mogło jednak być mowy. Teren to nie bieżnia czy asfalt – tu trzymanie założonych minut na kilometr graniczy z cudem i trzeba biec bardziej na „odczucie”. Tak też zrobiłem. Wrzuciłem wszystko co miałem (potwierdzenie na poniższym zdjęciu) i tak sobie leciałem.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/LEBA/03.jpg{/gallery}

Nas nie dogoniat!…a jednak…

 

Niestety nie zapobiegło to temu co nieuchronne. Na około 5km dochodzi mnie Daniel i mija, nie machając nawet na do widzenia. Nie mam pretensji, bo widziałem, że dla Dannego wyścig też nie był wcale „hop-siup” i dawał z siebie naprawdę dużo. W bieganiu siadanie na koło nie daje tyle profitów, co w kolarstwie, a wszystkie moje kontrolki i tak świeciły się na czerwono, więc nie było sensu próbować utrzymać tempa rywala. Na drugą rundę wbiegam z 20 sekundową stratą, trzymam swój rytm. W rezultacie na mecie tracę do Daniela niecałe 2 minuty. Sporo. Nie dane mi było zakończyć soboty samymi jedynkami. Zabrakło tej najważniejszej. Jednak ten start dużo powiedział mi o mojej aktualnej dyspozycji i obnażył słabości. Wiem nad czym i jak teraz pracować na treningach.

 

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/LEBA/4.jpg{/gallery}

Ceremonia

 

Podium Duathlonu uzupełnia Mateusz Moderhak z Treka Gdynia. Reszta teamu też ładnie jak na pierwsze zawody. Andrzej Guż z drewnianym medalem (4 miejsce), tuż za nim Michał Czapiński, Wojtek Woźniak 8 a Oleg Tinkov…yyy…tzn. Grzegorz Brzozowski 🙂 na 15 lokacie.

 

Same zawody oceniam na 5+. Organizacja naprawdę wzorowa. Bufet mistrzowski! Magda Gessler nawet niech się tam nie zbliża ze swoimi rewolucjami! Dekoracja „pod dachem” też jest świetnym pomysłem – jest ciepło i przyjemnie, więcej osób zostaje do samego końca, przez co atmosfera wydarzenia sporo zyskuje. Nie zapominam też o Piotrze Kurku, który był świetnym mistrzem ceremonii. Słowem – gratulacje dla orgów!

 

Teraz przychodzi dla mnie czas startów w MTB. Kolejny „multisport” dopiero 1 maja.

 

To tyle. Trzymajcie się (kierownic:)

 

Bartek Banach

fot. Alicja Niemiec Photography, FotoMTB.pl

red. Wojtek Woźniak