Moja druga impreza w tym roku z cyklu Ironman 70.3 i zarazem najważniejszy start w sezonie, do którego przygotowania trwały długo. Między innymi spędziłem przed startem trzy tygodnie we włoskim Livigno, ale o tym w osobnym artykule.

Start zaplanowany był na godzinę 8 rano, więc pobudka i śniadanie już o 5:30. Wstawanie o tak wczesnej porze i przejście od razu na najwyższe obroty jest dla mnie męczarnią, więc wiedziałem, że mogę mieć z tym problem, dlatego na tydzień przed startem wstawałem codziennie o 5:30, a o 8:00 rozpoczynałem trening. Chciałem w ten sposób przystosować organizm do wczesnych godzin porannych, co w rezultacie przyniosło pozytywny efekt, bo w dniu startu nie miałem z tym problemu.

IMG 5318

Jak przebiegał wyścig z mojego punktu widzenia.
Z pływania przyznałbym sobie ocenę dostateczną, czas w jaki pokonałem 1900m. to 29min53sek. I wiem, że stać mnie było na więcej. Starałem się płynąć w draftingu, ale nie było to takie proste,  jak chłopaki cisną na maksa od samego startu z tempem poniżej 1min20 sek./100m., a do tego fale i wir nóg, ciężko było w ogóle złapać oddech i nawigować. Każdy kto ćwiczy powinien być przygotowany na takie sytuacje, ale na wyścigu zawsze wychodzi inaczej. Po 200m. płynąłem już sam. Pierwszy kilometr popłynąłem bardzo szybko, problemy zaczęły się przy pierwszym nawrocie. Pojawiły się fale i miałem trudności, by płynąć prosto i równo, więc dodatkowo do dystansu dołożyłem sobie 50m.

IMG 5320

Po wskoczeniu na rower, nie mogłem wcelować stopą w buty, które były już wpięte w pedały i skończyło się to tak, jak widać na filmiku J Chyba przez moją nieuwagę, nerwy i świadomość, że mam aż 5 min. straty do pierwszego zawodnika.

 

 

 

Po opanowaniu sytuacji, zacząłem równą i spokojną jazdę. Pierwsze 5km. było po płaskim i cały czas pod wiatr. Potem już zaczynały się podjazdy, w większości w lesie, który jednak trochę od wiatru osłaniał. Wiedząc jaką mam stratę, nie mogłem sobie pozwolić na przeliczanie i każdy podjazd pokonywałem bardzo mocno na poziomie 400 W. Na trasie do Nowego Dworu Wejherowskiego, czyli na półmetku, powyprzedzałem kilku zawodników, jednak cały czas nie wiedziałem który jadę. Druga część trasy była bardzo szybka, często na liczniku miałem 50km/h i wtedy dysk mocno i pomagał. Nie obyło się bez nerwowej sytuacji – 15 km. przed metą coś wleciało mi w przednią szytkę i usłyszałem pssss…s…s  mleko zaczęło psikać z opony, wszystko się we mnie zagotowało, złapanie gumy na wyścigu, do którego się duże przygotowujesz, to chyba najgorsze co może się stać. Jednak dzięki Robertowi, który zalał mi szytki specjalnym mlekiem opona się załatała. Takiej ulgi, jaką wtedy poczułem, już dawno nie pamiętam. Jeszcze raz dzięki Robert za pro przygotowanie sprzętu.

 

13882689 10202011667890289 4689617113431664065 n

 

Na mniejszym ciśnieniu trochę wolniej wjeżdżałem w zakręty i ostatecznie rower skończyłem na 12miejscu. Mimo średniej prędkości 41km/h nie udało mi się dogonić 8 – osobowej  grupki przede mną , która była kluczem w walce o porządną pozycję. Straciłem do nich około 2min30sek.

Tym razem pobyt w strefie T2 i przygotowanie do biegu miałem znacznie krótszy niż w T1. Dwie 7 – kilometrowe rundy biegowe pokonałem w tempie 4min/1km, a na trzeciej i zarazem ostatniej rundzie, poczułem przypływ mocy i zacząłem biec w tempie 3:40, czyli tak jak chciałem biec od początku. Ale zrobiłem życiówkę w półmaratonie i bieg ukończyłem z czasem 1h21min 59sek.

IMG 5325

Czas z jakim ukończyłem triathlon to 4h08min51sek, co dało mi dopiero 13 miejsce. Miało być lepiej i do pełni szczęścia trochę zabrakło. Jednak ważne, że jest progres w stosunku do ubiegłego roku, przy trudniejszej trasie rowerowej poprawiłem się o 11 minut.

Teraz starty mam już co tydzień, aż do końca września. W najbliższy weekend Mistrzostwa Polski w crosstriathlonie w Chorzowie.

 

Mega dziekuję Kibicom, dzięki którym mogłem dawać z siebie jeszcze więcej oraz sponsorom za to, że mogę realizować swoją pasję.

 

Triathlonowe pozdrowienia Bartosz Banach