Ćwiartka, Olimpijskie kółka i nocne chrapanie, czyli ponownie na trasie.

Od lat nabijam kilometry samochodem dojeżdżając na przeróżne zawody w kraju, te na własnym podwórku zawsze są dla mnie zbawienne. Rodzina, znajomi, własne łóżko i swój teren sprawiają przypływ dodatkowej mocy przedstartowej.

Podczas Triathlonu Gdańsk na ¼ Ironman nie było inaczej, widowiskowa lokalizacja na Molo w Brzeźnie i perfekcyjna organizacja dodawały jeszcze smaczku całej rywalizacji, a przed znajomymi nie ukrywałem, że liczę na wygraną Open.

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/ATRI_GDA/trigda_pralka.jpg{/gallery}

Zgromadzeni na Molo kibice i wypoczywający plażowicze mogli oglądać nie lada widowisko, gdy do wody wbiegło 500 osób a każda z nich chciała jak najszybciej pokonać 750metrową trasę poprowadzoną przy samym molo. Przytomnie znalazłem się z przodu, wiec nie skorzystałem z atrakcji wzajemnego obtłukiwania i zderzania się z innymi, co gwarantuje tzw. „pralka”. Zjawisko nie jest z gatunku tych przyjemnych, każdy jeszcze pełen energii daje z siebie wszystko, nogi i ręce są wszędzie brakuje tylko Pana Chajzera z reklamą proszku czy tam kapsułek do prania.

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/ATRI_GDA/trigda_woda.jpg{/gallery}

Z wody wyszedłem, jako 14-nastka, 14 miejsce i 14 minut, dobra pozycja wyjściowa do dalszego ataku tym bardziej, że w strefie zmian czekał już zniecierpliwiony rumak. Kask, buty, rower, klapki na oczy i na budziku widziałem już tylko cyferki w przedziale 310-330 wat, mocne tempo pozwoliło mi objąć prowadzenie już na półmetku rywalizacji. Towarzyszące mi uczucie i presja by utrzymać prowadzenie do końca dodatkowo mnie mobilizowały, już wiedziałem, że to będzie mój dzień. Rower skończyłem z przewagą 1,5minuty, w strefie zmian szybko wrzuciłem wyścigowe kapcie na nogi i szybkim krokiem ruszyłem na trasę biegową liczącą 10,5km.

trigda rower

Nie będę ukrywał, że bycie liderem wyścigu to miłe uczucie, a gdy pilotem na trasie biegu jest Twój kolega – Mateusz Zdanowicz – zdzierający gardło zachęcając kibiców do dopingu wówczas wyrastają Ci skrzydła, ból, który odczuwasz nie ma znaczenia, biegniesz lekko i pewnie, mimo że nogi pieką z pot zalewa czoło.

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/ATRI_GDA/trigda_bartosz_zdena.jpg{/gallery}

Wbiegając na metę złamałem magiczną granicę dwóch godzin osiągając czas 1: 59:30, wygrałem pierwszy triathlon Open, wygrałem z sobą, uwierzyłem na nowo w swoje możliwości – to było mi bardzo potrzebne.

{gallery width=300 height=500}BARTOSZ/ATRI_GDA/trigda_bieg.jpg{/gallery}

Tydzień czasu nie minął a wraz z ekipa Hotelu Cztery Brzozy wyruszyliśmy na podbój Poznania – Enea Challenge na dystansie Olimpijskim ( 1500m pływanie/40km rower/ 10km biegu). Zawody TRI to przede wszystkim perfekcyjna organizacja zarówno od strony technicznej jak i medialnej, wszystko jest TOP nie ma kompromisów. Jako ekipa niestety nie dostosowaliśmy się poziomem, hotel gdzie byliśmy zakwaterowani oddalony był od miejsca startu, poszukiwania miejsca parkingowego również pochłonęły sporo cennego czasu, dodatkowo wszystkie formalności, zostawienie sprzętu w strefie zmian i tak zniknęło Nam przeszło pół dnia. Mogliśmy ustalić zawczasu jakiś plan działania, lepiej się zorganizować, ale cóż do hotelu wróciliśmy późno a w dodatku każdy z nas był podmęczony całym zamieszaniem i jedyne, o czym myślał to łóżko i sen. Poszliśmy spać, a raczej tylko jeden z nas poszedł, pozostała część średnio, co 10 minut rzucała w niego poduszką subtelnie szepcząc mówiąc „ NIE CHRAP!!”. Pobudka o szóstej rano nie należała do najprzyjemniejszych, niespełna cztery godziny snu to zdecydowanie za mało.

{gallery width=500 height=300}BARTOSZ/ATRI_GDA/trigda_nawrot.jpg{/gallery}

Zawodnicy startowali w pięciu falach, dało mi to duży komfort i możliwość skupienia się poprawnej technice. Z wody wyszedłem z czasem 21min 46sek, co dawało mi 41 lokatę, pełny optymizmu wskoczyłem na rower chcąc przedzierać się w górę tabeli. W przeciwieństwie do TRI w Gdańsku tym razem nie czułem mocy, moje waty osiągały maksymalnie wartość 290, a rytm jazdy pozostawiał wiele do życzenia. Ruszając do biegu zajmowałem 13 pozycje razem z Agnieszką Jerzyk (najlepsza kobieta na tym dystansie) tempo, które narzuciła Agnieszka było w tym momencie dla mnie zabójcze (3:45/1km) po trzech kilometrach ukłoniłem się nisko i podziękowałem za mile chwile. Próbowałem złapać swój rytm, uspokoić oddech i biec swoje – NIC Z TEGO ! Mój organizm brutalnie mścił się za pierwsze kilometry w zbyt mocnym tempie, pozostałe siedem kilometrów to walka z samym sobą, bólem i cierpieniem. Przekraczając linię mety na 12-stym miejscu z czasem 2h10min czułem spory niedosyt, ale to wszystko, na co było mnie stać tego dnia.
Oba starty pokazały, że jestem na bardzo dobrej drodze, moje przygotowanie pozwala walczyć o najwyższe miejsca na dystansach ¼ . Zaliczyłem bardzo dobre „przepalenie” przed Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni, także jestem optymistycznie nastawiony przed tym startem!

Triatlonowe Pozdrowienia

Bartosz Banach

Red. Mateusz Zdanowicz

Foto:MOSiR Gdańsk