Przygotowania do sezonu ruszyły pełną parą. Pogoda za oknem nie zachęca do treningu na świeżym powietrzu.

Z ćwiczeń o czasie netto dwie godziny robi się trening brutto minimum o 40 minut dłuższy, jeżeli wliczymy w to ubieranie, rozbieranie, czyszczenie, pranie, mycie roweru i przygotowanie do kolejnej jazdy. Wielu początkujących zawodników wybiera trenażer jako trening kolarski w okresie zimowym.

Faktycznie, jest przyjemnie i ciepło. Wypasione wersje dysponują bogatymi funkcjami, które zabiją nudę podczas kręcenie w czterech ścianach. Tętno, waty, kadencja, można solidnie się zmęczyć. Z matematycznego punktu widzenia jesteśmy w stanie wykonać każdy zaplanowany trening, od wytrzymałościowych poprzez specjalistyczne powtórzeniowe i interwałowe. Ale czy taka jazda zastąpi nam kilometry przejechane na szosie? Porównując podstawowe dane to można powiedzieć, tak, wykonaliśmy podobną pracę. Jednakże to zupełnie inny rodzaj wysiłku.

I moja teza jest taka, że treningu rowerowego nie da się zastąpić trenażerem, który może być tylko alternatywą lub uzupełnieniem podstaw wypracowanych na „asfalcie” i w lesie.

W treningu na świeżym powietrzu jest o wiele więcej czynników które generują opór takich jak, prędkość, siła wiatru, kierunek wiatru, ciężar kolarza, ciężar roweru, ciężar kół, ciśnienie w oponach, rodzaj podłoża, procent nachylenia wzniesienia i wiele innych na które musi reagować zawodnik, aby utrzymać odpowiednie tempo jazdy. To co innego jak puste deptanie w pedały na trenażerze. Podkreślam, że trenażer ma też swoje plusy, ale nie można go traktować jako główną jednostkę treningową. Nie potrafię do końca tego wyjaśnić i dokładnie opisać, ale według mojego doświadczenia sam trenażer zawsze przynosił mierne efekty.

Jeszcze jedną sprawę chciałbym poruszyć w tym artykule i odpowiedzieć na pytanie.

Czy trenować samemu czy trenować w grupie?

Oba rodzaje treningu są dobre, ale nie można się ograniczyć tylko do jednego z nich. Trenująca drużyna powinna być zgrana, ponieważ tylko wtedy każdy z członków ekipy może podwyższyć swój poziom sportowy. Trenowanie w grupie od przypadku jest kiepskie. Zgranie grupy wymaga czasu i na początku będzie ostre docieranie, ale w przyszłości każdy będzie czerpał z tego korzyści. Pamiętam jak z Michałem Bogdziewiczem rozpoczynaliśmy wspólne treningi. Na początku była wymiana ciosów, każdy trening to przegięcie, ale później kiedy się “poznaliśmy sportowo” zaczęliśmy jeździć mądrze i po paru sezonach przyszły efekty tej roboty. Najpierw ja błysnąłem formą a później Michał. To była zasługa wspólnych treningów, tak przynajmniej to teraz widzę, zdrowej rywalizacji, mobilizacji, systematyki i punktualności. Wszystkie te cechy są dla sportowca bardzo ważne, a kolega lub grupa pomaga. Grupa daje siłę, grupa daje odpowiednie tempo. Kiedy jesteś na zmianie generujesz większą moc, ale kiedy schodzisz ze zmiany możesz sobie odpocząć, cały czas trzymając tą samą prędkość. Utrzymanie tempa i prędkości jest bardzo ważne. Nie wiem czy wyłapałeś, drogi czytelniku, z relacji zawodowców, jak często podkreślają, że bardzo ważne jest złapanie kilometrów wyścigowych, przyzwyczajenie mięśni do wysokiego tempa. To właśnie jest to co w kolarstwie podnosi poziom sportowy.

Poniżej przedstawiam filmik z dzisiejszego treningu na którym ćwiczyliśmy “jazdę na podwójnym”. Wiadomo, było za szybko jak na grudzień, ale kiedy emocje już opadną i tempo się znormalizuje to przyjdą efekty, szczególnie kiedy będziemy ćwiczyć jazdę pod progiem beztlenowym. Do takiego treningu potrzebny jest zespół, zgrany TEAM.

SZOSA, NA PODWÓJNYM

Robert Banach