Majówka w beztlenie.

Mamy dla Was coś nowego! Artykuł napisany w formie wywiadu. Banach rozmawia z Banachem. Moim zdaniem to dobry sposób aby uzyskać cenne informacje odnośnie ostatnich wyścigów w których Bartosz brał udział a ja mu kibicowałem zza ekranu monitora komputerowego.

Cześć brat! Majówkę rozpocząłeś 26 kwietnia od mocnego kopa adrenaliny. O mało co spóźnilibyście się na samolot do Hiszpanii.

Tak wyjechaliśmy trochę za późno z Gdańska. Czekały na nas gigantyczne korki i roboty drogowe we Włocławku i w okolicach Łodzi, których nie uwzględniliśmy. Przyjechaliśmy na lotnisko 20 minut przed odlotem. Prezes Dariusz Noceń przedłużył czas na nadanie bagażów i w ten sposób udało nam się znaleźliśmy się w samolocie i wtedy można było odetchnąć. Przez 180 kilometrów w samochodzie jechaliśmy na wysokich tętnach.

W Hiszpanii zaskoczyła Was pogoda, na trasie leżał śnieg!

Czego jak czego, ale w Hiszpanii nie spodziewaliśmy się śniegu. Organizatorzy skrócili dystans z 85 na 65 kilometrów ze względu na ciężkie warunki wysoko w górach, zalegający śnieg. Mi to akurat przypasowała, ponieważ byłem zmęczony podróżą autem na trasie Gdańsk-Katowice i nie do końca wypocząłem.

Tym razem miałeś dobrą pozycję startową, ustawiony w pierwszym rzędzie, czy to na maratonie ma duże znaczenie?

Zawsze jest lepiej startować z pierwszych pozycji, można kontrolować wyścig. W XC jest to bardzo ważne w maratonie również. Na Mistrzostwach świata w Niemczech w 2010 byliśmy ustawieni z tyłu. Po zjeździe ze stadionu rozpoczął się krótki wąski podjazd. Tam od razu peleton się podzielił i nie było szans dogonić czołówkę. Ustawienie w pierwszym rzędzie daje poczucie przynależności do elity, jest się inaczej traktowanym przez rywali, to dla psychiki kolarza bardzo ważne.

majowka1

Miałeś okazję przyjrzeć się światowemu peletonowi maratończyków MTB. Czy ktoś startuje jeszcze na rowerach 26″?

Nikogo na 26 nie widziałem. Większość jeździ na 29 hardtail

Ok, to jak przebiegała rywalizacja.

Przed startem temperatura oscylowała w granicach 5-6 stopni na plusie. Z Krzysztofem przeprowadziliśmy dłuższą rozgrzewkę około 15 kilometrową. Pierwsze kilometry na trasie były dość szybkie z niewielkimi „zmarszczkami”. Jechał cały peleton, sytuacja była nerwowa, trzeba było walczyć o jak najlepsze pozycje. Cały czas na łokcie. Ja z Krzysztofem mamy doświadczenie z szosy, dlatego sobie radziliśmy, natomiast Adrian i Mariusz trochę się pogubili i zostali z tyłu. Na pierwszym podjeździe/podbiegu nastąpiła selekcja. Uformowała się około 16 osobowa czołówka. Rozpoczął się niebezpieczny zjazd i licznymi ostrymi kamieniami. Było parę defektów. Jechałem spokojnie, żeby nic złego się nie przytrafiło. Bardzo dobrze sprawowały się opony Geax Saguaro, które są pancerne i niezawodne na takie trasy…

Przepraszam, że przerywam, czy uważasz, że zakładanie super lekkich opon, aby urwać 100-200 gramów ma sens na ciężkich trasach XCM?

Od lat startuje na GEAX SAGUARO. Nie przeszkadza mi to, że nie należą do lekkich opon. Cenie je sobie za niezawodność. Krzysztof startował na wersji Baro Race, która jest zdecydowanie szybsza, ale też bardziej usterkowa, no i złapał gumę. Chyba nie ma sensu uzbrajać rower w super lekkie opony. Oczywiście można podjąć ryzyko, ale trzeba wiedzieć kiedy, teraz nie jest najlepszy do tego moment.

Powróćmy do przebiegu rywalizacji na terasie, jechałeś spokojnie ze zjazdu…

Tak, trochę straciłem do czuba, niewiele. Za chwilę dogoniłem 4 osobowy „pociąg” i wspólnie dojechaliśmy do pierwszych zawodników. Tworzyliśmy 12 osobową grupę. Oszczędzałem się na maxa, dając krótkie zmiany, bo wiedziałem że za chwilę zacznie się konkretny podjazd. Chłopaki z Wild Wolf Trek Racing Team nadawali bardzo równe i mocne tempo. Z tyłu po kolei zaczęli odpadać słabsi zawodnicy. Wytrzymałem tak do połowy wzniesienia. Tempo było dla mnie za mocne. Wyrównałem oddech i w swoim rytmie pokonywałem ostatnie kilometry góry jadąc na 6 pozycji. Na zjeździe znów asekuracyjnie. Ci co ryzykowali dogonili mnie i spadłem na 10 miejsce. Na ostatnich kilometrach jechało mi się fantastycznie, odrabiałem starty i mijałem kolejnych zawodników. Finiszowałem na 7 pozycji co dla mnie jest do tej pory najlepszym wynikiem w sezonie.

majowka2

W Polsce mówi się o niskich nagrodach a w Hiszpanii są… wirtualne.

To był niemiły akcent tej wycieczki. Cała ekipa bardzo się cieszyła z wygranej Magdy, mojego 7 miejsca i 17 Mariusza Marszałka, który tym wynikiem zapewnił sobie udział w Mistrzostwach Świata. Organizator nie wypłacił nagrody, tłumacząc się, że w regulaminie nie było nic o nagrodach a przecież ustawowo jest kasa na zawodach tej rangi!

Po powrocie do Polski, kolejnym wyścigiem była pierwsza edycja MTB Maraton w Murowanej Goślinie.

Z lotniska w Katowicach przejechaliśmy do Częstochowy i zatrzymaliśmy się w centrali temu szosowego Las Vegas czyli w Hotelu Scout. Następnego dnia ruszyliśmy do Murowanej Gośliny.

Na pierwszej edycji w końcu mieliście okazję sprawdzić się z polskim peletonem.

Na starcie zabrakło paru czołowych zawodników, ale obecność Aleksandra Dorożały, braci Swat oraz Bartosza Janowskiego z pewnością podnosi smak rywalizacji i zapowiada ciekawą walkę.

majowka3

Standardowe pytanie, jak było w Murowanej?

Chciałbym nadmienić, że trasa była bardzo dobrze przygotowana. Organizator zrobił nam mosty , które umożliwiały przejazd przez rzekę. Duży plus za organizację i porządek na trasie! Od samego startu próbowałem uciekać, męczyć rywali. Trójka: Dorożała, Swat, Janowski szybko kasowała każdy odjazd. Lubię takie rwane tempo. To nie wpływało negatywnie na moją formę, a dzięki temu Krzysztof , mógł odpoczywać na kole i w razie czego być przygotowanym na kontrę. Wszystko się pozmieniało jak Aleksander zjechał z trasy z powodu złego samopoczucie a Bartoszowi Janowskiemu zaczął szwankować rower, który złożył przeddzień wyścigu. Konkurencja niemalże sama się wykruszyła. Na kole pozostała tylko ekipa SWAT. Na 50 kilometrów do mety zaatakowałem na początku selektywnej trasy w okolicach Dziewiczej Góry. Uzyskałem przewagę, za chwilę dołączył do mnie Krzysztof. Razem jechaliśmy po zmianach do mety. Za nami jak cień podążał Sebastian Swat, ale wszystko było pod naszą kontrolą. Raz, żeby się nie namęczyć, dwa, żeby nas przeciwnik nie dogonił….. Tu od razu wytłumaczę, że nie sztuką jest dołożyć drugiemu 5 minut i więcej, sztuką jest wygrać kiedy nie ma się formy. Sztuką jest przejechać równo cały sezon. Najważniejsze dla dobrego kolarza to wygrywać jak najmniejszym kosztem. Tak utrzymywaliśmy bezpieczną przewagę, choć nie było łatwo, cały czas musieliśmy utrzymywać wysokie tempo , ponieważ Sebastian nie odpuszczał, był mocny tego dnia. Na finiszu ścigaliśmy się. Zachowałem więcej sił i wygrałem.

Za długo nie odpoczywałeś, już w piątek wystartowałeś w bardzo dynamicznej odmianie kolarstwa MTB.

Tak, w piątek wystartowałem w Sprintach MTB. Tym razem poszło mi fatalnie. Na maratonach traci się dynamikę i przyspieszenie. Jestem szybkim zawodnikiem, ale teraz mój atut jest kompletnie zaniedbany. Co tu dużo pisać nie zakwalifikowałem się. Koledzy byli lepsi.

W sobotę na wyścigu XC szło Tobie całkiem dobrze. Nie obyło się bez nerwówki przed startem!

Padało, trasa była błotnista. Ja nie miałem jeszcze drugiego kompletu kół a Saguaro nie są najlepszymi oponami na błotniste XC. Na szczęście Magda przywiozła 3 opony GATO. Zmieniłem Madzi opony w zamian pożyczając jedną na tył. To było bardzo dobre ustawienie. Saguaro dobrze sobie radziło na zakrętach a opona napędowa GATO perfekcyjnie wgryzała się w podłoże. Szkoda, że zostałem ustawiony w ostatnim rzędzie i dużo straciłem w pierwszych minutach wyścigu. Startowało nas 58 kolarzy i przebijanie się przez ten tłum na tak krętej trasie nie było łatwe. Zawody ukończyłem na 7 miejscu co jest dla mnie wynikiem zadawalającym.

Czy to znaczy, że będziesz startował dalej w XCO?

Tak, na pewno chce wystartować w kolejnej edycji, w Jeleniej Górze. Będę ustawiony już w pierwszym rzędzie. Po tym wyścigu wspólnie z Prezesem klubu zdecydujemy co dalej.

Następnego dnia, znowu start. W Sandomierzu z cyklu MTB Cross Maraton. Opowiadaj!

Dystans 80 km i 1100 metrów przewyższenia. Na starcie nogi miałem „ubite”. Nasmarowałem je Sixtusem, zjadłem batonika, jeden bidon do koszyka i pojechałem na start. Pojawił się Patryk Piasecki, któremu sobotnie XC nie wyszło i chciał tutaj poprawić sobie nastrój. Przy takiej okazji mogłem się zrewanżować za ostatniego Poland Bike. Od startu koledzy z BSA dyktowali mocne tempo, ja nie czułem się najlepiej i spokojnie jechałem w kołach. Prowadzący motocyklista nie znał trasy i często popełniał błędy. Dobrze, że nie zwracaliśmy na niego uwagi i wypatrywaliśmy kierunkowe strzałki na trasie. Po połowie dystansu na czele peletonu pedałował: Mariusz Marszałek, Michał Ziułek, Patryk Piasecki i ja. Pomimo licznych ataków z naszej strony, Piasek nie dał się zgubić. Do decydującego ataku doszło w momencie zmieszania się naszego wyścigu z wyścigiem na dystansie Fun. Mariusz zderzył się z jednym z zawodników. Patryk wcześniej odskoczył. Szybko się pozbieraliśmy i zaczęliśmy gonić Algidę. Na 3 kilometry przed metą mocno zaatakowałem pod górę. Udało mi się uzyskać przewagę, którą dowiozłem do mety. Dziękuje chłopakom z BSA za zrobienie dobrego tempa. Udało się odnieść drugie zwycięstwo w sezonie. Pięknie zakończona majówka.

majowka4

Jakie masz dalsze plany startowe?

Mistrzostwa Europy w MTB XCM!

Połamanie kół!

Nie dziękuję

 

Wywiad przeprowadził Banach, odpowiadał Banach.