Będąc sportowcem mam niesamowitą okazję zwiedzać świat i poznawać coraz to nowe miejsca, w tym roku kierunek pierwsze zgrupowania obrany został na jedną z siedmiu Wysp Kanaryjskich czyli Lanzarote.

Dwa tygodnie pełnego słońca w kameralnym gronie, pozwoliły w pełni się skupić na postawionych wcześniej zadaniach. Na Lanzarote byłem po raz pierwszy, wcześniej sprawdzone informacje o wietrznej pogodzie szybko się potwierdziły. Szczęśliwie Playa Blanca gdzie mieszkałem zlokalizowana była na południowym krańcu wyspy, tak więc każdy trening zaczynałem pod wiatr, a na „bombie” z wiatrem do hotelu zawsze łatwiej było dotrzeć.


Główną treningową jednostką wyjazdu był rower, gdzie skupiałem się głównie na sile i nabijaniu kilometrów w nieco szybszym tempie. Na szosie spędzałem średnio od 3 do 5 godzin dziennie pokonując zawsze około 1000m przewyższenia. Przyjemna sceneria wulkaniczna, dobry asfalt, znikomy ruch samochodów i co było dla mnie nowością bardzo duża ilość hand-bikerów sprawiła, iż pierwszy tydzień zleciał w mgnieniu oka. W drugim tygodniu monotonnie powtarzających się tras i jazdy na zmianie często przerywałem dobrą kawą w lokalnych kawiarenkach, nie odmówiłem sobie również poznania trasy pełnego Ironmana liczącą 180km i 2300m przewyższenia. Nie będę ukrywał że jeśli tylko pojawią się możliwości, i sprawy nadal toczyć się będą w dobrym kierunku to właśnie na Lanzarote ze względu na ciężkie warunki chciałbym pokonać pełny dystans. Jeden dzień poświęciłem również na wyprawę promem (45min, 10 euro) by pokręcić trochę na Fuertaventura gdzie według mnie warunki do treningu były jeszcze lepsze, a podjazd na wysokość 700 m n.p.m. praktycznie nie został przeze mnie zarejestrowany. Plan treningów na rowerze wykonałem w pełni a z osiągniętych rezultatów jest bardzo zadowolony.

Jako, iż wszystkie swoje siły rzucam na Triathlon to nie mogło zabraknąć również pływackich i biegowych jednostek treningowych. W hotelu mieliśmy co prawda podgrzewany basen jednak wybierałem piankę i ocean co dodawało jeszcze lekkiego dreszczyku emocji. Mniejsze lub większe rybki zmieniający się podwodny krajobraz i klif pomiędzy jedną a drugą plażą dawały niesamowitą przyjemność i energię do działania.

Bieganie które w kraju po tych samych ścieżkach czasami robi się po prostu nudne, tu na Lanzarote nabrało nowego wymiaru i już od dawna nie sprawiało mi tyle radości. Szybkie ubieranie się w koszulkę i spodenki bez zbędnej zimowej garderoby i pokonywana w pełnym słońcu nad brzegiem oceanu czy w terenie po kraterze Monte Roja trasa na długo pozostanie w mojej pamięci.

Od dłuższego czasu wyznaję zasadę, że trening obowiązkowo powinien zawierać stretching z ćwiczeniami wzmacniającymi mięśnie. Ten obowiązkowy punkt polecam każdemu z Was po każdym treningu i nie tylko, szybko sami się przekonacie jakie to cenne.

W kilku słowach podsumowania, wyjazd z pewnością ocenię na plus, plan zrealizowany w 100%, dodatkowo złapałem trochę promieni słońca i naładowałem baterię przed dalszą częścią sezonu. Tempa jednak nie zwalniam, po regeneracyjnym tygodniu w kraju już jestem po pierwszych jednostkach treningowych na nowym zgrupowaniu, tym razem w mojej stałej bazie przygotowań czyli Hiszpańskim Lloret de Mar. Pierwszy ważny start w kategorii PRO Ironman już 1 Maja w Francji Aix de Provence 70.3 .

 

Pozdrawiam

BB.

red. Mateusz Zdanowicz