Rower marzeń Roberta B.

W niedzielny wieczór siedzę sobie przed kompem, dzieci ululane a ja cały czas myślę o rowerach. Zawsze w szkole średniej na lekcjach, które mnie mniej interesowały pisałem różnego rodzaju analizy sprzętowe.

Robiłem kalkulację kosztów wyjazdów, pisałem plany treningowe. Liczyłem kalorię. Sporo tego było. Nawet na maturze ustnej, zamiast czekać jak cała klasa na wyniki, poszedłem szybko realizować zaplanowany trening. Pani Profesor od “polaka” kiedy wyszła z sali oznajmić wyniki, czytając moje nazwisko, uniosła wzrok i z uśmiechem na twarzy powiedziała, Robert poszedł pewnie na trening, tak relacjonowali koledzy z ogólniaka.

Trochę już czasu minęło a ja w kółko to samo…. lubię te rowery :-). Jak już jestem “wolnym” sportowcem to w końcu stanąłem przed wyborem bika, który sobie kupię, przynajmniej mam taki cel. Taki rower marzeń Roberta B. Zawsze wybierałem nietuzinkowe rozwiązania, pasjonował mnie sprzęt, który był inny, niepowtarzalny i wyjątkowy. Coś co bardzo dobre, ale popularne, po prostu mnie nie interesuje. Dlatego wszystkie Scoty, Gianty, Treki, Specializedy, Cannondale pomimo że są fajne, nie są sprzętem na który bym wydał kasę. Dlaczego? Bo są popularne i kupić je jest łatwo, choć do tanich nie należą. Jeszcze jakiś czas temu poszedł bym w zupełnie odjechany sprzęt np.: 29er z piastą Rohloffa, lub rower ze stajni SURLY na minimum 3 calowych oponach, mowa o szerokości. Może to już ten wiek, ale teraz potrzebuje bardziej stonowanego sprzętu, mocnego, niezawodnego, klasycznego, nietuzinkowego i na 100%, nie z seryjnej produkcji.

Najważniejszą sprawą jest rama. Nie ma innej opcji niż 29er. Gdzieś tam leżał mi w głowie pomysł na 650b, ale jak zobaczyłem koła 650, które są niewiele większe od 26 calowych, to stwierdziłem , że to zawracanie gitary. Nie jeździłem na 650b, ale jakoś ten pomysł mi nie pasuje, postanowione, 29er! Wertowałem katalogi z ramami od dawien dawna. Największym dla mnie problemem jest dobranie odpowiedniego rozmiaru. Osoby, takie jak ja w przedziale 178-181 mają ten sam problem, ponieważ ich wzrost jest zawsze po środku pomiędzy ramą o rozmiarze M i L. Nie ma nic pośredniego. M ciut za mała, L ciut za duża. I tak jest w większości rowerów. Testowałem kilka ram 29 calowych i problem był podobny. Według mojego odczucia i pomiarów najlepszym rozwiązaniem byłaby rama o długości horyzontalnej 610 mm. W między czasie trafiłem na cenioną choć mało popularną w środowisku XC, amerykańską markę rowerową , SantaCruz. Od razu moją uwagę przyciągnął ich topowy model hardtail HIGHBALL CARBON.

santa

 

Natychmiast poszła internetowa analiza wyżej wymienionego sprzętu. Spodobała mi się filozofia producenta tych rowerów i ciekawe rozwiązania techniczne. Z jednej strony nowoczesny proces produkcji. Monolityczna rama, która powstaje “na raz”. Z drugiej strony dość archaiczne rozwiązania, mogło by się powiedzieć. Suport tradycyjny, żaden pressfit, BB30 i inny”dziad” tylko zwykły wkręcany BSA i przerzutka przednia na obejmę. Fajnie o tym opowiada jeden gość, Mike Ferrentino z SantaCruz którego filmik przedstawiam poniżej.

SANTACRUZ HIGHBALL CARBON

To mnie bardzo przekonuje. Różnica w sztywności systemów montażu suportu jest mało odczuwalna. Czasami jak jeżdżę na rowerze z osią na kwadrat i z porządnymi korbami np.: kute aluminium to nie odczuwam różnicy w sztywności. Może to jest różnica dla przecinaków którzy kręcą średnio 500 watów, ale dla mnie w tej chwili jest to abstrakcyjne zamieszanie, tak jak dla większości rowerzystów. Na dzień dzisiejszy wystarczyłaby mi mocna korba na kwadrat, gdzie mam pod ręką wszystkie niezbędne klucze i części wymienne. Tradycyjne mocowanie przerzutki w HighBall było koniecznym rozwiązaniem. Wszystkie inne patenty wymuszają zmiany w konstrukcji ramy i generalnie osłabiają ją. Nie można przy nich zrobić monolitu, albo jest to bardzo trudne.

Tak czy inaczej w planie w ogóle nie mam zamiaru montować przedniej przerzutki, ewentualnie prowadnice, ale o tym później. Wybór padł na Santa Cruz HighBall Carbon. Rama ma dość tradycyjną geometrię. Waży w wersji M około 1100 gramów i jest ,podobno, diabelnie sztywna i mocna. Dla mnie najważniejszą sprawą jest fakt, że ten producent idealnie wymierzył rozmiar L pod moją nogę, z rurą horyzontalną o długości 610mm, strzał w dziesiątkę! Cena niestety mnie odstrasza. Za HighBall w wersji carbon trzeba zapłacić 6250 PLNów. Na temat rowerów możecie sobie poczytać w necie, dobrą rekomendacją jest fakt, że rama nie posiada żadnego limitu wagowego użytkownika. Jest jeszcze aluminowa odmiana HighBalla za 2790 PLN. To ja już kładę się spać i kombinuje dalej. Na temat wyposażenia w kolejnym odcinku. BYE!

Robert Banach