List otwarty do producentów i dystrybutorów “makrokeszów”

Drodzy producenci i dystrybutorzy rowerów górskich, na wstępie mego listu pragnę serdecznie Was pozdrowić, mając nadzieję że obroty w firmie cały czas rosną a podatki omijają Was szerokim łukiem.

Posiadany prze zemnie PESEL pozwala mi pamiętać czasy kiedy po raz pierwszy pojawiliście się na rynku polskim. Podziwiałem rozwój marketów i cały czas podziwiam, rosną jak grzyby po deszczu. Sukces jednym słowem. Sprzedajecie towar najwyższej klasy w niskich cenach. Jak co roku, zawsze na wiosnę pojawia się u Was wysyp pięknych rowerów górskich w atrakcyjnych cenach. Podziwiam tą konstrukcję, wspaniałe kolor i niską cenę.

 

….no i niedawno stała się rzecz straszna. Zdarzyło się parę dni temu, że spotkałem kolegę z ogólniaka, Jacka. Po długiej konwersacji na temat czasów przeszłych przeszliśmy do teraźniejszości. Opowiadałem mu że kupiłem sobie piękny rower górski na podwójnych amortyzatorach, szimanuchach, tarczówach i z 24 przerzutkami. Jacek spojrzał na mnie z politowaniem, zrobiło się niewesoło i zaczął mówić…. mówił że to co sprzedajecie to chińszczyzna w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nabieracie ludzi na błyszczące kierownice niczym złoto z tombaku.

list1

 

Materiał z jakich wykonujecie rowery to plastelina, nienadający się do użytku. Konstrukcja i materiały jakich używacie są niebezpieczne dla użytkownika. Sprzęt, który sprzedajecie, jak się okazuje wcale nie jest prozdrowotny. Takie rowery powinni dawać za karę. Jacek nakręcał się coraz bardziej, używał przy tym słów , których nie przytoczę, ale postaram się przekazać sens jego tyrady. Rower górskie z Waszych marketów nadają się tylko do jazdy po bułki do sklepu i ich wartość przedstawia waga na złomowisku. Oczywiście użytkownicy Waszych rowerów mają inne zdanie, ale to przez Wasze negatywne postępowanie.

list2

 

Zabijacie w nich pasję do MTB, ba, zabijacie w nich pasję do sportu i aktywnego wypoczynku. To zabijanie to proces długotrwały i nie każdy z nich się temu podda, ale istnieje zagrożenie, że niektórzy i owszem. Nie mogłem w to wszystko uwierzyć, ale zapytałem Go, jaki jest, Jego zdaniem, powód tego, że tak się dzieje. Miał dwie teorie. Pierwsza jest oczywista i zawiera się w jednym słowie: pieniądze. Rower z marketu są tanie, ale tylko i wyłącznie tanie w zakupie. Nie dostarczają frajdy, są niebezpieczne o czym wspominałem, narażają konsumenta na poważne wydatki. Druga teoria była dla mnie niezrozumiała, ale też w niej chodziło o kasę i niszczenie konkurencji. Proszę Was, jeżeli macie choć iskierkę szacunku dla konsumenta, o zaprzestanie sprzedawania rowerów pod nazwą rower górski. Proponuję nazwę Wyrób Rowero Podobny z dopiskiem jeździsz na własną odpowiedzialność. Przestańcie ludziom wciskać ciemnotę!

Z wyrazami szacunku Robert Banach i kumpel Jacek 😉

Słowa i całe zdanie celowo skopiowałem z www.lovebikes.pl w ramach pozytywnych wibracji. Aha, zapomniałem dodać, że kolarze i kolarzówki pozbawieni poczucia humoru nie powinni czytać tego tekstu.