Miałem iść na trening, ale strasznie leje. Coś napisze w takim razie. W ogóle pogoda jest zaskakująca w tym roku. Na przestrzeni wieków to normalne zjawisko, że czasami mamy ładną jesień w lecie, dlatego akceptuję i próbuję się dostosować tak jak profesjonalista do sprzętu który oferuje mu sponsor.

Ostatnio do serwisu trafił oldchoolowy Cannondale Scalpel pierwszej generacji. Rower przeszedł przegląd generalny amortyzatora LEFTY. Naprawiając Lewego przyglądałem się z podziwem konstrukcji sprzed 14 lat. Przypomniałem sobie pierwsze relacje na EuroSporcie z Wyścigów Pucharu Świata XC, kiedy podziwiałem moich idolów i ich rowery. A rowery uległy dużej transformacji. Na przestrzeni lat rządziły różne standardy, dyktowane przez zawodników i rynek rowerowy. Oprócz największej rewolucji jakim jest pojawienie się dużego koła rowery z totalnych sztywniaków przeobraziły się w konstrukcje na pełnym zawieszeniu. Z perspektywy czasu niektóre wybory sprzętu były dziwne, tak jak montaż wąskich kierownic w rowerze MTB. Tak samo modne jest teraz stosowanie wąskich kierownic w rowerach szosowych. Ma to pewne uzasadnienie tylko że w szosie proporcje są dużo mniejsze, bo zmiana szerokości to  5% a w MTB kierownice z 540 urosły o co najmniej 10 cm. Szerokie, pozbawione rogów, diametralnie zmieniły sterowanie rowerem. W latach 90’ szerokie kierownice były przypisane rowerom zjazdowym tak jak pełne zawieszenie. Na początku rower miał być sztywny co nie oznaczało że był szybki, ale taki był wybór zawodników. Choć w ofercie producentów pojawiały się rowery full suspension to trudno było ich szukać na zawodach Pucharu Świata. Wydaje się, że pierwsi Prosi mieli trochę większą swobodę w wyborze komponentów.

Era rowerów totalnie pozbawionych amortyzacji była krótka. Od samego początku wypierały ją konstrukcje amortyzowane. Już na  pierwszych Mistrzostwach Świata w 1990 roku, zwycięzca,  Ned Overand  miał zamontowany przedni amortyzator RockShox RS-1 o skoku 49 mm.  Młodziutki Thomas Frischknecht jechał wtedy na sztywniaku zajmując 2 miejsce. Team Ritchey bo w takim jeździł Szwajcar długo utrzymywał się na topowych miejscach w najważniejszych imprezach światowych. Inny zawodnik tego temu  Henrik Djernis dla Ritcheya zdobywał 3 krotnie z rzędu tytuł najlepszego zawodnika Globu. Djernis miał sztywny rower Ritchey’a z zamontowanym amortyzowanym wspornikiem kierownicy. Większość czołowych zawodników miała widelce amortyzowane, fulów nie było a biało-czerwono-niebieskie stalówki do 1994 roku jeździły na sztywnych widelcach z mikro amortyzacją pod kierownicą. W 1995 roku Henrik przeniósł się do innego zespołu Bmw Pro Flex i jako posiadacz tęczowej koszulki zasiadła za sterami roweru full suspension PROFLEX K2. To był historyczny moment bo nigdy wcześniej Mistrz Świata nie jeździł na rowerze z pełną amortyzacją. Duńczyk nie odnosił już spektakularnych sukcesów, jeździł dobrze. Jego Pro Flex wyglądał kosmicznie i jakoś nie przebił się do szerszego grona odbiorców. To jeszcze nie był czas na takie konstrukcje. W 1995 roku większość zawodników jeździ już „z amortyzatorami” choć trafiali się tacy mocarze jak młodziutki Miguel Martinez który w 1995 na Mistrzostwach Świata zdobywa srebrny medal jadąc na sztywniaku.  Na tych samych Mistrzostwach brązowy medalista Jan Erik Ostergaard ma zmontowane hamulce tarczowe w swoim Corratecu. Na sukcesy sportowe i fajne rowery full suspension trzeba było czekać do 2001 roku. Wtedy na trasach pojawił się wymieniony na początku tego artykułu Cannondale Scalpel. Za sprawą Chritophera Sausera i Roela Paulisena Scalpel osiągnął niesamowity sukces. Wcześniej dobrą robotę dla zespołu Cannondale wykonał Cadel Evans zdobywając dwukrotnie Puchar Świata. Evans głównie jeździł na sztywnym Cannondalu z Fatty i na nim osiągał największe sukcesy. Australijczyk przeszedł na szosę  a zespół Cannondale zakontraktował wyżej wymienionych zawodników.

Sauser dwukrotnie zdobył Puchar Świata, 2 razy był też drugi. Wszystko na rowerze FS. Cannondale wyglądał futurystycznie za sprawą widelca Lefty. Tylny trójkąt uginał się na elastycznych dolnych tylnych widełkach podparty linkiem i damperem dla uzyskania odpowiednich parametrów pracy. Stworzono niesamowicie lekką konstrukcję  a komfort wzrósł do wysokiego poziomu. Ostatnia generacja ramy Scalpel, karbonowa, na kole 26 calowym ważyła około 1300 gramów (bez dampera) przy skoku 80 mm. Cały czas stare Scalpele 26″ wyśmienicie pracują i bardzo dobrze jeżdżą. Być może gdyby nietuzinkowy Lefty, Scalpel miałby większe grono odbiorców a tak stał się rowerem wybranym i docenianym przez koneserów szukających najwyższej jakość i indywidualność podzespołów , a także osób którym podoba się nieszablonowe  podejście do sportu wyczynowego.

W kolejnych latach rowerów FS przybywało. Sauser przeniósł się do Specialized i równie dobrze radził sobie na Specialized Epic z systemem Brain. Do Sausera w późniejszych latach dołączył Jaroslav Kulhavy jeżdżący odkąd pamiętam zawsze na fulu. W okolicach 2010 roku na trasach Puchara zaczynają pojawiać się rowery z dużym kołem (Burry Stander Specialized Stumpjumper 29er), jeżdżą fule (Kulhavy na 26″Epic), jeżdżą sztywniaki (większość zawodników). Mamy największą mieszankę w historii kolarstwa górskiego. Wygrywają na zmianę różne konstrukcje. Duże koło szybko wyparło z rynku 26 calowce a wejście rowerów 29er w pełni zawieszonych było tylko kwestią czasu. Decyzję i większe zainteresowanie amortyzowanymi 29” przyspieszyły zmiany na trasach Pucharu Świata i lobby producentów. Wyścig zrobiły się o wiele krótsze i bardziej dynamicznie. Oprócz mocnej nogi na podjazdach trzeba było równie szybko zjeżdżać. Fajnie było przypomnieć sobie stare czasy. Cieszę się, że do serwisu trafiają rowery, które zmieniały historię kolarstwa. Miło sobie na nie popatrzyć, pomóc w rekonstrukcji i naprawie. Przejechać się choćby 50 metrów.

Światowi zawodnicy potrafią dostosować swoje umiejętności do każdego sprzętu. Kiedy mamy mistrza w formie i mistrzowski sprzęt to wtedy przychodzą największe sukcesy. Jeszcze dużo ciekawych zmian w sprzęcie przed nami.