Cieszę się jak gwizdek z udziału w Gdańskim Tour Bikerów organizowanym przez Belta Team. Syn Kubuś pojechał świetnie wyścig w kategorii 7-8 lat i jestem z niego dumny. Rewelacyjnie wystartował, bardzo dobrze pokonał całą trasę. Po krótkim instruktażu i przećwiczeniu paru elementów, łapał błyskawicznie wskazówki i potrafił je zastosować w warunkach bojowych. Dobrze dobierał biegi, wytrzymał cały dystans- dwukilometrowy terenowej trasy, skakał min dropa (ok zjeżdżał, ale i tak wielu dorosłych bało się tą przeszkodę pokonać). Ogólnie jestem zaskoczony poziomem technicznym zawodników Belta Team, jeżdżą świetnie! Wielu dorosłych startujących w amatorskich maratonach może się od nich uczyć.

Z mojego startu też jestem zadowolony, nie mogło być inaczej. XC to jest to co lubię najbardziej. Stoczyłem fajny pojedynek z Wiktorem Stankiewiczem (Team Verge Polska). Po starcie bardzo mocno zaatakował Adam Reszke i prowadził pierwszą część wyścigu, bezbłędnie i szybko pokonując techniczne sekcje. Jechałem jako drugi zawodnik. Wiktor który jechał na trzeciej/czwartej pozycji, mocno szarpnął i objął prowadzenie przed wjazdem w „Wąwóz”. Zareagowałem błyskawicznie no to przyspieszenie i „zmieniłem koło” z Adama na Wiktora. Za mną przeskoczył jeszcze Bartek Koniuszewski (Winaar), świetnie jadący tego dnia. Zawodnik Verge objął prowadzenie i nie prosił o zmiany, jechał płynnie i równo, zachęcając nas do wspólnego kręcenia. Na chwilę przepuściłem Bartka na drugą pozycję, żeby z trzeciego miejsca zobaczyć co się dzieje na tyłach  jednocześnie śledząc mocne i słabe strony przeciwników. Pomału wjeżdżałem się w trasę, która sprawiała mi wiele frajdy.

Jak już poczułem „flow” to przeszedłem do kontrofensywy. Na początku mocne szarpnięcie, dynamiczna jazda po agrafkach i rozkręcanie za zakrętem. Bartek odpuścił. Został tylko Wiktor na kole. Tempo się na chwilę ustabilizowało każdy chciał złapać trochę oddechu. Raz prowadziłem ja, raz Stankiewicz. Próbowałem zerwać zawodnika wykorzystując trochę dublowanych uczestników, jednak ciężko było urwać sprytnie jadącego kolegę na czerwonym Focusie. Przez myśl przeszła mi „stójka” na szczycie jednego z krótkich podjazdów. Stójka to był częsty element taktyczny  pozbywania się przeciwnika, praktykowany na zawodach przełajowych.  To jednak zagranie nie jest fair, więc nie zrealizowałem tego planu. Próbowałem jeszcze jednego mocnego szarpnięcia, ale nie było sił. Wiktor końcówkę miał piorunującą i ograł mnie na finiszu. Cieszę się, że mnie młodzież objechała. Oby więcej takich Wiktorów w Gdańsku jeździło! Belta Team jest dobrym tego początkiem.

Jechałem na Ewce (treningowy Cannondale F29 HM). Opony Continetal XKing 2.0 Race Sport na ciśnieniu 1.4/1.4. Objętość opony nie dawała komfortu. Nie miałem też zbyt dobrego „gripu” na zakrętach, aczkolwiek trudne elementy to tylko mały fragment całego wyścigu. Musiałem tam jechać wolniej dopasowując prędkość do możliwości sprzętowych. Najważniejsze, że opony były lekkie i dynamiczne i z łatwością przetaczały się przez większość trasy dając mi odpowiednią prędkość i czas przejazdu. Przełożenia 2×10 idealnie pasowały na tą trasę. Dzięki 38 zębowemu blatowi miałem niezły moment obrotowy na wyjściu z zakrętów i z łatwością rozpędzałem rower. Stopniowanie kasety 11-34 dawało płynność przejazdu. Jechałem cały czas na odblokowanym widelcu. Ustawiłem go odpowiednio za pomocą własnych doświadczeń wspomagając się systemem komputerowym  Shokwiz.

W niedzielę wspólnie z Kubusiem pojechaliśmy wyścig „Parada Rodzinna” na Viennalife w formule przejazdu rowerowego. Trasa była fajna, może początek zbyt szybki. Liczył się udział i pokonanie długiego jak dla maluchów dystansu. Miejsce na mecie nie było premiowane aczkolwiek cala oprawa zachęcała do rywalizacji. Każdy z uczestników dostał koszulkę kolarska (startowe 20 zł dlatego GFNY nie ma co się chwalić, że w pakiecie za 60euro jest koszulka 😉 ) , medal a wszyscy wspólnie ustawili się do zdjęć i stanęli na podium.  Wizerunek Dziecka w koszulce Viennalife wykorzystany na maksa  dla celów marketingowych organizatora oraz sponsora głównego wyścigu. To dobry biznes, proporcje są zachowane. Fajne spędziliśmy czas i wspólne pokonaliśmy niekrótką  trasę. Kuba się cieszył, że jechał ze mną. Było kilku kibiców na trasie którzy zachęcali nas do mocniejszej jazdy. Kilka razy mijaliśmy się z innymi uczestnikami rajdu podkręcając obroty. Było ok, taka rodzinna atmosfera. Na mecie czekała na nas mama i siostra. Super!

To były dwa różne starty dla Dzieci. Jeden kameralny stawiający na wysoki poziom sportowy w bardzo fajnej i przyjaznej atmosferze. Drugi wyścig ogólnopolski największego organizatora imprez kolarskich, którego zadaniem było przede wszystkim umocnienie więzi rodzinnych. W ogóle w tamten weekend odbyło się mnóstwo innych imprez sportowych, kolarskich. W sobotę oprócz wspomnianego Mini Tour Bikerów XC w Gdańsku rozgrywał się na tym samym osiedlu (Gdańsk Chełm) wyścig szosowy Langteam Race. W niedzielę mieliśmy ViennaLife (MTB) i GFNY Gdynia (szosa). Dodatkowo triathloniści ścigali się w Gniewinie a rowerzyści pokonywali piękne i wymagające trasy na Kaszubach w ramach Kaszebe Runda.  Naprawdę dużo imprez.

Kto jest zwycięzcą? Każdy, który potrafi wyznaczyć cele, zdefiniować swoje potrzeby i je realizować w sposób uczciwy, sportowy i godny naśladowania. Niektórzy mogą mieć problem, żeby wyłapać najistotniejsze rzeczy dla własnego rozwoju sportowego. W tym miejscu kierunek powinien wyznaczać organizator. Każdy  ma w swoim regulaminie wpisane szczytne cele, ale trzeba pamiętać, że dla większości jest to również, a może przede wszystkim, model biznesowy. Czy można łączyć biznes z misją?

Największym sukcesem  na tych dwóch płaszczyznach były słynne wyścigi XC „Langa”. Wyścigi odbywały się w ciekawych miejscach na bardzo wymagających trasach, szczególnie tych na południu Polski. Na starcie było dużo młodzieży, która wzorce czerpała od dobrze wyszkolonej kadry seniorskiej. Kadra seniorów ścigała się o wysokie nagrody (za generalkę samochód) i punkty do międzynarodowego rankingu. Punkty były bardzo ważne. Ja np.: dzięki wysokim miejscom na Langu stałem w 2 i 3 linii startowej na Mistrzostwach Europy i Świata. Zawody podniosły poziom kolarstwa wyczynowego i zachęcały młodzież. Na Langach wychowało się dużo zawodników, którzy jeżdżą z sukcesami do tej pory. To był dobry biznes i udana misja.

Kaszebe Runda, gdzieś na jednym z bufetów, 2015, foto. Bartosz Ziebura

Bardzo mi się podoba konkretny przekaz jaki daje rajd rowerowy Kaszebe Runda organizowany przez stowarzyszenie Rover Over. To jest przygoda która ma zachęcić uczestników do zdrowego stylu życia, ma zachęcić do uprawiania turystyki sportowej. Nie ma pomiaru czasów. Startują małe kameralne  grupki a w trakcie zawodów można zmieniać peleton lub podróżować solo zatrzymując się na syto zastawionych stołach bufetowych. To jest fajne, dlatego nie ma się co dziwić, że frekwencja jest bardzo wysoka. Na tegorocznej Kaszebe Runda startowało około 2500 uczestników!!! To więcej niż na Velo Toruń.

Z drugiej strony taki GFNY. Czy to jest wyścig czy przejazd? Wożenie się na kole zawodnikom CCC, którzy realizują wewnętrzne ustalenia ma być fajne? Przy okazji zablokowane pół miasta dla garstki (ponad) 300 uczestników? Organizator powinien wymagać czegoś więcej niż tylko uiszczenia opłaty startowej.

Kończę tak w pół zdania, na pewno będę kontynuował ten wątek w kolejnych wpisach.