Wyścig Mistrzostw Polski w rowerowych przełajach oglądałem na ekranie monitora dzieki uprzejmości Facebookowej strony  DJI Vision + Polska, który udostępnił przekaz na żywo.

U Dentysty

Tradycyjnie jak co roku miałem problem z zębem. Tym samym, który rok temu podciął mi skrzydła na Mistrzostwach Świata. Wyszła z tego niezła historia. Dokładnie rok temu na parę dni przed najważniejszą imprezą w cyclo cross, wyszło mi jakieś zapalenie okołowierzchołkowe zęba. Przyczyna to prawdopodobnie niewyczyszczony dobrze kanał. Wtedy trzeba było podjąć decyzję. Doktor wyrywa a ja kończę sezonu lub doktor leczy i startuje.  Wybór był oczywisty, startuje. Ząb został zaleczony a nie wyleczony. Choroba powróciła bo bakterie które gromadzą się na kości korzenia zęba nie znikają, zostają tylko uśpione i przy najbliższej okazji powracają ze zdwojoną siłą. Można było wcześniej zabiegiem chirurgicznym odciąć końcówkę korzenia, ale na ten zabieg powinienem zgłosić się wcześniej, było już za późno. Tak, zdrowie w wieku Mastersa to priorytetowa sprawa. Inni zawodnicy w tej kategorii też uskarżali się na kłopoty ze zdrowiem, które pokrzyżowały im plany w przygotowaniach. Na szczęście forma powraca jestem pod dobrymi skrzydłami Apteki Gemini 😉

DJI Vision + Polska = Dobra robota

Ogólnie pisząc ten artykuł, a męczę go od dłuższego czas, miał opisywać widowisko sportowe w Strzelcach Krajeńskich. Przekaz video był całkiem fajny dla osób, które są w temacie. Przeciętnego widza relacja mogła nużyć. Szeroki widok na całą trasę i poruszający się w oddali kolarze nie przekazywali odpowiedniej dynamiki spektaklu. Znudzenie pogłębiał brak komentarza i prowadzenie obrazu za faworyzowanymi miejscowymi zawodnikami lub niezagrożonym liderem. W jednym przypadku kamera uchwyciła mega zaciętą walkę kiedy Michał Paluta leciał jak na skrzydłach niesiony dopingiem kibiców. Pomimo kilku niedoskonałości byłem bardzo zadowolony z tej relacji i oglądania na żywo zmagań błotniaków. Mogłem dość dobrze śledzić przebieg wyścigu, a z racji tego, że znam możliwości zawodników to w łatwy sposób wyobraziłem sobie wysiłek jaki generowali uczestnicy na pokonanie tej błotnistej trasy- 110%. Akcje i  scenariusz  był rewelacyjny. W tym samym czasie leciała relacja na żywo w belgijskim czempionacie. Walka pomiędzy Wout van Aert a Toon Aerts była dość ciekawa i emocjonująca bo przekaz był profesjonalnie przygotowany. Fajne ujęcia dały odpowiednią dynamikę poruszających się zawodników na trasie, która z dalszej perspektyw była mniej ciekawa, wręcz  ślamazarna. Dość duże różnice pomiędzy zawodnikami były przygasane różnymi ujęciami z kamer a monterzy w studio wyłapali wszystkie najlepsze i kluczowe akcje tej rozgrywki. Do takiego czegoś trzeba zmierzać i jest to możliwe do zrealizowania.

Trochę historii, Wyścigi XC w starej formule.

Podobnie było w MTB. Odkąd Red Bull objął patronatem przekaz na żywo, zawody stały się mega ciekawym widowiskiem dla kibica przed ekranem. Ten ruch na pewno sprzyjał poprawie koniunktury MTB. Kto pamięta wyścigi seniorów po 3 h i nudne relacje na Eurosporcie, gdzie z dalekiej perspektywy filmowano Johna Tomaca poruszającego się  pod niekończący się podjazd na tak zwanym żółwiku. Długo UCI zwlekało ze skróceniem dystansów i uatrakcyjnieniem rozgrywek. Pamiętam II Mistrzostwa  Polski MTB w 1994, które odbywały się na Fortach Bema w Warszawie. Skwar, kurz, męcząca trasa z milionem zakrętów i krótkimi górkami. Zwycięzca Sławomir Barul pokonał trasę XC w 2h45 min. Wyobrażacie sobie jeździć po krótkiej trasie prawie 3h? – tak to kiedyś wyglądało. Barulowi ciśnienie dwa razy puściło. Pierwszy raz kiedy uzupełniał powietrze w przebitej dętce a drugi raz kiedy krzyczał do sędziów: ” Ile jeszcze, kurwa, do końca”.

Miałem opisywać sportowe relacje, ale trochę przystopowały mnie komentarze po zakończonym wyścigu. Znowu fala niezadowolenia przelała się przez forum a dotyczyła wyścigu Amatorów. Później tragiczny finał WOŚP w Gdańsku i jakoś zamilkłem, żeby zastanowić się nad sytuacją.

Hejt, Gniew, Trophy

Ogólnie dość dużo hejtu przelewa się też w naszym środowisku. Od samego początku towarzyszył temu sportowi jakieś dziwne niejasne sytuacje, które mieszały ludziom w głowie. Kiedy pojawił się Internet pojawił się wylew niezadowolenia i łatwość w zruganiu innych z pozycji anonima. Często mi się dostawało, a najwięcej za udział w maratonach „Langa”. W tych czasach jako jeden z niewielu opisywałem większość najważniejszych startów dość dokładnie więc najłatwiej było się przyczepić do mnie. Głównie chodziło o to, że te maraton nie powinny się nazywać MTB bo są za płaskie. Profanacja kolarstwa górskiego i niszczenie dyscypliny tak jednogłośnie grzmiały Internety. Niezbyt umiejętnie się broniłem, w ogóle niepotrzebnie zamieszałem się w tą rozgrywkę, teraz zrobił bym to inaczej. Po pierwsze w regulaminie jest zapis o dystansie maratonu, nic nie ma o profilu trasy. Jeżeli kilometry się zgadzają to według regulaminu taki wyścig można nazwać wyścigiem MTB XCM i kropka. Ponadto byłem zawodowym kolarzem  i wypełniałem obowiązki startując na takich a nie innych imprezach. Jeżeli ktoś coś miał to mógł atakować mojego pracodawcę lub organizatora. Trochę Internauci się na mnie uparli a nawet niektórzy pisali, że nie jestem kolarzem górskim. To mnie najmocniej zabolało. Z gadania przeszedłem do czynów i pojechałem na MTB Trophy, choć ten wyścig nie był umieszczony w naszym profesjonalnym kalendarzu. Podobno Trophy to najwazniejsza impreza dla prawdziwego zawodnika MTB, więc gdzie indziej mogłem udowodnić, że umiem jeździć na rowerze górskim :-). Przyznaje, było fajnie, do dziś miło wspominam tamte tereny i rywalizację na trasie.  Wygrałem ostatni królewski etap a w generalce zająłem drugie m-ce  za zawodnikiem z Holandii.  Dobrze, że tą złość potrafiłem rozładować na wyścigu. Hejtów było oczywiście więcej, nie jestem osobą która swoje życie rysuje w biało czarnych barwach, są odcienie szarości a jak jest szarość to innym może się nie zgadzać rozpiętość odcieni i dochodzi to sprzeczki. Nie ma tak, że hejt znika. Zawsze, wcześniej czy później gdzieś wybuchnie.

www.knwu.nl jeden z wielu fajnych pomysłów

W polskim kolarstwie nie jest za ciekawie pomimo dużego potencjału i dynamicznie rozwijającemu się rynkowi. Nie ma wspólnego mianownika w działaniu, jest przepychanka i walka po za trasą wyścigu. Dość spory wpływ na taki stan rzeczy ma niejasny przekaz  i kontrowersyjne regulaminy. Na straży powinien stać Polski Związek Kolarski, który  zajęty jest innymi rzeczami. Spójrzmy na Związek jak na firmę, która ma przynieść dochód realizując statutowe cele. Nad Związkiem stoi Ministerstwo, które daje wyraźny przekaz na chęć zdobywania medali, medali olimpijskich, za które płaci złotem. Gdzie najłatwiej zdobyć medal, jak najłatwiej poprawić statystyki w tabelkach na Igrzyskach? Najłatwiej wykonać to na kolarskim torze. Może to dobry pomysł. „Zarobić” na torze i dzięki nadwyżce rozwijać inne dyscypliny. Cały system jest przewrócony do góry nogami i jak widać nie działa.

Zupełnie inaczej jest w innych federacjach. Całkiem przypadkiem przeczytałem cały regulamin Holenderskiego Związku Kolarskiego korzystając z google translator. Ładnie to wszystko wygląda na papierze i ładnie prezentuje się sport u kolegów na zachodzie. Pierwsze hasło w knwu.nl to:

„Wij hebben als doel iedereen in Nederland beter te leren fietsen.”

„Naszym celem jest nauczenie wszystkich w Holandii, aby lepiej jeździć rowerem.” 

Piękne prawda. Proste zdanie które niesie właściwy przekaz. W Polsce cały system może kwitować takie hasło: „Naszym celem jest zdobywanie medali olimpijskich”. W dalszych celach związku pomarańczowych cały czas przewijają się zdania dotyczące rozwoju najmniejszych podmiotów w całej strukturze i zachęcenia przysłowiowego Kowalskiego do rozpoczęcia przygody z kolarstwem. Są fajnie uporządkowane kategorie sportowe amatorów z zachęcaniem do rozwoju i treningu. Jesteś dobry, rozwijasz się, startujesz z lepszymi. Jeździsz od czasu do czasu, lubisz kolarstwo, lubisz wyścigu to możesz uczestniczyć  w rajdach gdzie na starcie są zawodnicy na podobnym poziomie sportowym. Związek chce zrzeszać jak najwięcej członków. Chcesz założyć klub, nie ma problemu, zadzwoń, pomożemy. Masz jakieś problemy, potrzebujesz pomocy, proszę bardzo, na stronie są wszystkie niezbędne informacje, a jak coś jest niejasne to dzwoń. Chcesz zorganizować wyścig, napisz co potrzebujesz. Kolarstwo w Holandii chce łączyć a nie dzielić, nie robi przeszkód gdy czołowi amatorzy chcę się zmierzyć z elitarnymi zawodnikami.

Rozwój u podstaw

Powróćmy do tytułowego wyścigu w Strzelcach Krajeńskich. Fajna robota się tam dzieje. Cykl wyścigów SCOTT Cyclocross Challenge i finałowa edycja, która poprzedzał wyścig o Mistrzowo mocno rozpropagowało kolarstwo przełajowe w tym rejonie Polski- To robota pasjonatów nie związkowców i to przykład jak szybko można budować mocne fundamenty. Pzkol potrafił zmienić przepisy. Wypadła kategoria Cyclosport. Albo jesteś zawodnikiem kategorii Elita, płacisz kary za startowanie w amatorskich wyścigach i narażony jesteś na falę ogólnopolskiego hejtu. Albo jesteś amator i radzisz sobie sam. Jeszcze jest szansa na porozumienie tylko trzeba wspólnie działać. Ok, jak mam być kibicem zawodów torowych tak samo jak kibicem cyclocross, to będę. Mogą się zaangażować w tą ideę, tylko co dalej? Czy w Trójmieście jest tor kolarski? Czy w moim sklepie rowerowym ktoś kupi rower torowy? Czy młodzi zawodnicy z pomorskiego mogą się rozwijać w tym kierunku? Słabo to widzę. A może tor miałby zostać dyscypliną na wzór skoków narciarskich, która zgromadzi przed telewizorami cały naród, hmm, trudna sprawa. Amatorzy w Polsce to niesamowita siła i potencjał tylko towarzystwo jest skłócone i nie działa w jednym kierunku. Co roku około 10ooo osób bierze udział w amatorskich imprezach. To jest siła, to jest karta przetargowa.  Dlaczego Lęborskie Lwy nie mogą startować w Elicie na imprezach Mistrzowskich, przecież to największy prestiż. Jeżeli przeszkodą są późniejsze kary za start w amatorskich imprezach regionalnych to ja pierwszy chciałbym zapłacić ten mandat.