W dzisiejszych czasach wizje projektantów i designerów nie kończą się na papierowym szkicu. Prototypy bardzo szybko pojawiają się na Świecie a za nimi całe masy odwzorowanych kopii dotąd niespotkanych konstrukcji. Nowoczesny rynek szybko odpowiada na popyt, można też napisać, nowoczesny rynek dyktuje popyt i nowoczesny rynek nie ma granic. Powstało spore zamieszanie, ale w tym wszystkim doświadczony rowerzysta szukający nowych doświadczeń, albo ten mniej doświadczony szukający ciekawych wrażeń, znajdzie je! Jedynym ograniczeniem jest zasobnością portfela lub co gorsza brak czasu na realizację swoich pomysłów.

 

Dzięki uprzejmości jednego z moich klientów miałem okazję “karnąć” się na rowerze, który robi się coraz bardziej popularny – jest egzemplarzem seryjnym w stajni kilku potentatów rowerowych m.in. amerykańskiego Specialized. Mowa o FatBike, rowerze, którego ciśnienie w oponach o szerokości 4 cali oscyluje na wartościach 6-15 psi. Przednia piasta ma taką samą szerokość jak piasta tylna w klasycznym MTB, 135 milimetrów. Tylna ma za to 170 milimetrów a same felgi 70 mm szerokości. Potwór, frankenstein czy to jest jeszcze rower? Jasne , że TAK! Grubas dostarcza mnóstwo frajdy z jazdy. Przyjmując zasadę, że ilość rowerów w garażu cyklomaniaka równa się n+1, gdzie n stanowi nieograniczoną ilość dwukołowców, fatbike jest pozycją , która powinna się tam znaleźć.
 
{gallery width=300 height=150}FAT_BIKE{/gallery}
 
Pierwsze wrażenie jest ciekawe, ten rower sunie jak latający dywan i to całkiem szybko. Opony po asfalcie huczą jak silnik V12 i ten dźwięk jest lepszy niż dobra muzyka z empetrójki. Przy pierwszych podjazdach niestety zostaje sprowadzony do parteru, rower nie idzie po górę jak strzała. Ciężkie koła są wolne ale za to na niskich obrotach, jak w silniku diesela, wjedziemy pod górkę najeżoną wymagającym podłożem. Nie pokona się bardzo stromych podjazdów ze względu na dość mocno wypuszczony widelec przedni i kąty ramy zachęcające do jazdy po płaskim lub z górki. Jak już wciągniemy na szczyt nasze tłuste koła to wtedy zaczyna się zabawa.
 
Przy pierwszych zjazdach co jakiś czas musiałem robić przystanki na upuszczanie ciśnienia, bo te naprawdę musi być niskie. Przy dużym ciśnieniu w pojęciu grubych opon, będziemy odbijać się jak piłeczka nawet na malutkich korzeniach. To ciśnienie musi być super niskie i nie można się go bać, nie ma strachu, nie dobije się felgi. Dopiero na flakach uzyskamy ten efekt. Rower pokonuje bajecznie skomplikowane technicznie ścieżki. Szuka piachu i grząskiego terenu gdzie ujawnia swoje właściwości, super trzyma się na trawersach i w ogóle japa się cały czas śmieje. Domniemam, że najlepsze doznania osiąga się, gdy jeżdżąc na co dzień klasycznym MTB, przesiądzie się na Grubasa i pokona te same szlaki lub zjedzie z nich bagrując w nieznanym terenie. Fatbike nie może być tym pierwszym.  Patrząc na naszą specyfikację klimatu to rowery typu Fatbike mogą stanowić ciekawy produkt bo pewnie jeszcze lepiej będą spisywały się na białym puchu. Życie jest krótkie, trzeba się bawić!
 
 
Robert Banach