Pokonywanie przeszkód bunny hop’em  to umiejętność bardzo często wykorzystywana podczas jazdy terenowej. Nie jest to tylko efektowny przeskok przez 40 centymetrowe deski na wyścigach cyclo cross’u, ale również czynność wykorzystywana wszędzie, przy omijaniu nierówności i w „wygładzaniu” ścieżki. Dzięki zajęczym skokom możemy jechać prosto po wybranej linii przeskakując przez kamienie lub korzenie z niewielkimi stratami w kontakcie opony z podłożem. Dla kolarzy grawitacyjnych jest to absolutna podstawa i umiejętność, która otwiera drzwi do bardziej skomplikowanych trików. Dla kolarzy amatorów  MTB oraz CX jest to dość trudna ewolucja oddzielająca uczniów liceum od absolwentów szkoły wyższej.

Jeżeli nie ma się podstaw technicznych, boimy się zjazdów, jazda jest sztywna i nienaturalna, kręcąc na rowerze brakuje swobody to nauka bunny hopa może skończyć się kontuzją, uszkodzeniem sprzętu lub szybkim zniechęceniem. Nie można z 3 klasy szkoły podstawowej przejść do średniej maturalnej, nie ma takiej opcji, trzeba szlifować podstawy i zaliczyć kolejne etapy szkolenia zdając wcześniejsze egzaminy.

Podstawą jest nauka jazdy w terenie i to w takim ciężkim. Na zawodach w maratonie MTB ciężko takie odcinki dostrzec, są wyjątki, ale zbyt rzadko, żeby wywołały odpowiedni efekt. Musimy oswoić się z rowerem i dokładnie go poznać. Trzeba nauczyć się pokonywać strome zjazdy i podjazdy cały czas zwiększając ich trudność, nauczyć się używać hamulców, umieć wytracić prędkość i ją kontrolować, umieć pokonać ciasny zakręt w lewą i prawą stronę. Trzeba nabić trochę kilometrów w trudnym terenie a jazda przez całą zimę jest najlepszą szkołą do jakiej można uczęszczać, dlatego w tym punkcie zachęcam do jazdy przez cały rok, trenażer to zło ;-).

Równocześnie do robienia kilometrów po trudnych szlakach można a nawet trzeba wykonywać proste techniczne zabawy. Jest ich sporo, główne to: stójka, równowaga, jazda po krawężniku, przerzucanie koła nad przeszkodą, jazda po pump tracku, wskakiwanie na krawężnik, podskoki w miejscu, podskoki z rotacją, jazda na tylnym  kole oraz podstawy tak zwanego „manuala”.

Jeżeli nie potrafimy przeczekać w stójce zmiany sygnalizacji świetlnej, przejechać kilka metrów na tylnym kole to nie ma co podchodzić do nauki bunny hopa.

Szkoleniowe zdjęcia w wykonania Bunny hopa ustrzeli Marcin (HbyM). Uczniem, który zdał egzamin był Kuba, drugi zawodnik ostatnich przełajowych zawodów pod nazwą „Znowu Polujemy na Dzika” organizowanych przez drużyny VeloGd i Fala. Poniżej cała sekwencja ruchów z moim opisem.

I ETAP: stabilizacja jazdy, ustawienie linii, dobranie prędkości i rozpoczęcie sekwencji ruchów. Podrzucić rower na tylne koło trzeba zdecydowanie wcześniej. Nie szarpiemy kierownicy rękoma, a wybicie rozpoczynamy dynamicznym przesunięciem do tyłu na ugiętych nogach. Ładowanie karabinu.

II Etap: rower przejeżdża chwilę na tylnym kole a ciało magazynuje energię, nakręca się jak sprężyna, żeby za chwilę wystrzelić do góry. To jest bardzo ważny etap, trudny. Tutaj podstawy manuala i jazdy na tylnym kole decydują o poprawnym przebrnięciu przez tą fazę ewolucji. Koło przednie musi wyjść wysoko i musi zawisnąć w powietrzu przed momentem wystrzału.

III Etap. Przednie koło wisi nad przeszkodą. Zmagazynowana energia eksploduje- wystrzał. Zawodnik wybija się, prostuje sylwetkę i wysoko wędruje biodrami, jak najwyżej, jeżeli biodra będą wysoko, wysoko pójdzie też tylne koło.

IV Etap. Przeciągnięcie tylnego koła i finalizowanie ewolucji. „Wyrzucenie” roweru do przodu tak jak w skoku z dropa.

Jesień i zima  to świetna pora żeby podciągnąć się technicznie i pobawić na rowerze, do zobaczenia na szlaku!

Zdjęcia dzięki uprzejmości HbyM