Ostatnie dni z życia wyjęte.

Ostry ból zęba, stan zapalny, leczenie kanałowe. Tak ostatnio wyglądały moje dni. Długo walczyłem z bólem i się nie poddawałem, ale w końcu po nie przespanych nocach zapodałem przepisaną przez lekarza silną dawkę leku przeciwbólowego,

ketoprofenum (ketonal forte). Ale nie będę pisał tutaj o przebiegu mojej choroby, ale o tym co mnie zaciekawiło. Ostatnio trąbi się o auto kontrolowaniu suplementów diety oraz lekarstw, które zakupujemy i spożywamy, ponieważ mogą zawierać substancje niedozwolone. Nawet spożycie jakiegoś zwykłego syropku może być podstawą do dyskwalifikacji. Informacje na temat zakazanych substancji można znaleźć w wyszukiwarce http://www.leki.antydoping.pl/Szukaj.aspx lub na stronie ASADA Australian Sports Anti-Doping Authority https://checksubstances.asada.gov.au/.

doping

Czym prędzej sprawdziłem czy na czarnej liście nie znajduje się przypadkiem “ketoprofenum”. Ten związek jest dozwolony. Szybko wziąłem na listę inne składniki, które zawarte są w odżywkach dostępnych na rynku polskim i po kolei zacząłem wpisywać je w “antydopingową” wyszukiwarkę.

 

Dla przeciętnego sportowca, nazwy składników i ich pochodne, lub nazwy łacińskie są jak czarna magia i poruszanie się w tym nazewnictwie nie jest takie łatwe. Dla przykładu: znalazłem w odżywce Animal Pak Cuts taki związek jak L-tyrosine. Na temat L-tyrosine wyszukiwarka skierowała mnie do jakiegoś produktu o nazwie L-Gel , który jest dozwolony, ale samo hasło tyrosine już miało jakieś zastrzeżenia. Na prawdę trzeba być bystrzachą, aby to wszystko ogarnąć. Ja tego nie rozumiem, czy składnik Bioperine to to samo co Buprenorphine, bo tak mi podaje wyszukiwarka ASADA. Bioperina jest składnikiem który usprawnia działanie termogeniczne aktywności organizmu, to wyczytałem z innego źródła i lek podobno jest bezpieczny choć slogan usprawnianie termogenicznej aktywności organizmu brzmi podejrzliwie. Egzotyczni producenci unikają jakiejkolwiek informacji czy dany produkt jest czysty czy brudny? Jedynie Animal podaje, że ich produkt o nazwie STAK może być niedozwolony w niektórych związkach sportowych. To też brzmi zbyt ogólnikowo. Napisali by nasz produkt zawiera taką i taką substancję, która jest niedozwolona i kropka. Egzotyka egzotyki zawsze będzie się tłumaczyć zanieczyszczoną linią produkcyjną i to nie jest wina ich produktu tylko pani Jadzi, która źle wysprzątała hangar. Związki sportowe zachęcają sportowców do sprawdzania tego co kupują, ale jak widać to nie jest takie proste, a sami producenci nie do końca podają co mieszają w magicznym proszku. Najgorsze są różnego rodzaju tak zwane ziółka, magiczne wyciągi z korzenia żeńszenia lub jakieś naturalne afrodyzjaki z kolcowoja chińskiego albo cynamonowca cejlońskiego. Jak to można sprawdzić? Czy sportowiec musi mieć laboratorium żeby zbadać dany suplement. To bez sensu, najlepiej i najłatwiej takich specyfików po prostu nie kupować, bo nie wiemy co tam się znajduje i się nie dowiemy. Wyszukiwarka “antydopingowa” też nie zanalizuje hasła: “Cynamonowiec cejloński”, szczególnie jak wpiszemy je po polsku.

Był ostatnio przypadek, złapanego na dopingu szczypionristy, który zakupił odżywkę energetyczną. Pech chciał, że ukrywała się w niej zabroniona substancja metyloheksanamina, ale pod nazwą ekstrat z geranium. Chłop dostał 3 miesięczną dykwalifikację. Biedni Ci sportowcy, nie dość, że są atakowani przez Agencje Antydopingowe, to jeszcze muszą być czujni jak ważki przy zakupie różnych medykamentów. Dla mnie sprawa jest prosta. Są na rynku porządne firmy, zaufane, które współpracują z kadrami narodowymi, związkami olimpijskimi i dostarczają dobry produkt. Multipower, PowerBar, Nutrend. W ich ofercie nie znajdziemy mega blasta i roket fjuela, bo poważne firmy wiedzą, że w budowaniu formy sportowej nie ma żadnej magii, jest tylko czysta, żmudna, codzienna orka a proste produkty, które proponują są tylko drobnym uzupełnieniem naszej/waszej pracy. I tak to wygląda.

mordaRobert Banach