Podsumowanie kampanii wiosennej

Minął okres pierwszych startów w sezonie. W naszym okolicach mieliśmy rekordową liczbę organizowanych imprez. Czołówka zawodników na najbardziej wymagających dystansach w tym sezonie jest liczna i bardzo dobrze przygotowana. Czy to wszystko spowoduje wzrost zainteresowania zawodami szerszej grupy zawodników?

Kiedyś starałem się o sponsora. Rozmowy nie były owocne ale bardzo pouczające. Rozmawialiśmy o możliwości reklamy i promocji produktów sponsora podczas maratonów rowerowych. Grupą docelową byli uczestnicy zawodów. Obliczyliśmy że przy  40 tysiącach osobostartów w sezonie trzon tworzyło około 10 tysięcy osób, które od lat uczestniczą w sportowej rywalizacji. Ta grupa rotowała kilka sezonów. A jak jest teraz?

Obserwując ruch amatorskich wyścigów rowerowych  w Polsce nie da się nie zauważyć coraz to bardziej wyrazistego podziału na okręgi. Każdy rejon ma swoje wiodące cykle i swoich liderów. Coraz rzadziej zawodnicy migrują do innych obszarów. Związani się ściśle ze swoim otoczeniem.

Chyba to normalne zjawisko. Tempo życia jest wysokie. Pracy dużo. W weekend niewielu ma czas i chęci na podróżowanie po Polsce, bo można swoje cele sportowe realizować na miejscu i w inny sposób.

Wydaje się że zawody osiągnęły już maksymalny poziom gdzie 2000 startujących osób to rewelacyjny wynik na miarę ogólnopolskiego przedsięwzięcia, 1500 super dla wyścigów w centralnej i południowej Polsce, 1000 bardzo dobrze, 900-500 dobrze. 250-450 jest zadowalający poziomem dla “mniejszego” organizatora, 100-250 nieźle dla małej kameralnej imprezy.

Dobre wyniki osiąga nowy cykl Kaczmarek Electric MTB, który co roku notuje przyrost osobostartów osiągając ostatnio poziom 7733 zawodników  w 10 edycjach. Średnio wychodzi 773 osoby na edycję. W 2015 było 5053 uczestników w 7 edycjach, co daje średnio 723 uczestników na edycję. Jak widać poziom się ustabilizował. Jest wysoki tym bardziej, że zawody nie mają charakteru ogólnopolskiego. Czy może być wyższy? Nie sądzę. To maksymalne możliwości jak na ten region pod względem użytkowników rowerów MTB. Nie pozostaje nic innego jak zrobić Kaczmarek Electric Road co z pewnością spowoduje konkretny wzrost wyników.

Wysokie rezultaty notują cały czas Mazovia i Bike Maraton. Jedni  z pierwszych dużych organizatorów. Bike Maraton to dobrze zorganizowane imprezy i świetne trasy. Mazovia oprócz super organizacji wprowadza wiele innowacyjnych pomysłów usprawniających działanie imprezy. Województwo mazowieckie ma największą liczbę ludności przekraczającą 5 milionów i najgorsze trasy pod względem atrakcyjności dla roweru górskiego. Jakoś to nie przeszkadza, najważniejsza jest rywalizacji i udział. W 2011 Mazovia zanotowała 13706 osobostartów. Myślę, że teraz te wartości są wyższe, ponieważ do cyklu zawodów MTB weszły od niedawna imprezy szosowe.

A u nas, podwójne weekendowe starty w kwietniu, czasami dublujące się wyścigi. Województwo Pomorskie to tylko 2,3 mln. ludności, połowa tego co mazowieckie. Większe aglomeracje i okręgi są dość daleko. Chociaż mamy znakomite tereny to średnio statystycznie ciężko przyciągnąć więcej zawodników a mnogość imprez powoduje odwrotny efekt i zamieszanie.

W 2016 Wyścig Cyklo MTB Gdynia ukończyło na dystansie Mega 117 osób. na dystansie Mini 274. Tydzień temu ten sam wyścig ukończyło 43 i 152 osoby, odpowiednio na Mega i Mini dystansie. Wyścig Garmin, który wprowadził największe tegoroczne zamieszanie, w 2015 na dystans Midi ukończyły 204 osoby. Na krótszym dystansie 324 osoby. W 2018 w Gdańsku 56 osób przejechało długi dystans, a 242 osoby krótki. Trasy są naprawdę atrakcyjne i urozmaicone a tendencje spadkowe. Słabo, prawda? Czegoś brakuje.

Pomorski peleton przerzucił się na szosę. To widać. Jest bardzo duże zainteresowanie tą dyscypliną. Wyścig szosowy w Gniewinie organizowany przez Cyklo ukończyło na dużym dystansie 135 zawodników a na krótszym 383. Część zawodników poszła w inne sporty, takie  jak triathlon czy bieganie. Duża grupa w ogóle przestała się ścigać, ale cały czas jest aktywna sportowo. Bardzo dużo osób chętnie wyjeżdża na zorganizowane obozy sportowe lub szykuje się na konkretne  atrakcyjne wyścig zagraniczne. Jest też część sportowców, którym wystarcza mocny przejazd na nieoficjalnych ustawkach lub walka o Komy na Stravie.

Wygląda na to, że Północ szuka czegoś więcej niż uczestnictwo na ładnej imprezie. Zawodnicy traktują kolarstwo jako sposób na życie podchodząc z dystansem do współzawodnictwa i komercyjnych wyścigów. A może organizatorzy nie przygotowali odpowiedniego produktu? Nie przemyśleli długofalowej strategii i ilością startów zniechęcili do wyścigów, lub, wręcz odwrotnie, trwa walka na noże z chwilowa niekorzyścią dla samych zainteresowanych. Czy sytuacja się poprawi? Pomorze to bardzo smaczny, ale niezbyt duży tort.