2009. Bartosz przebywa w kraju po powrocie z 2 letniej przygody kolarskiej we Francji próbując odnaleźć się w rzeczywistości. Ima się różnych zajęć. Przez kilka miesięcy pracuje od wczesnych godzin rannych dla producenta kanapek. Ja jestem jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na łostwickiej. Wiem, wiem, niektórym Łostwice kojarzą się tylko z cmentarzem, ale właśnie przy tej ulicy gdzie głównie można kupić nagrobek,  usytuowany był nasz serwis rowerowy- znany jako  ” klub małpka”. Budka w której robiliśmy biznes przez duże B miała tylko 25 metrów. Często rozkładaliśmy się z robotę na zewnątrz tworząc nie lada spektakl dla osób które stały w korku a korek na łostowickiej był zawsze jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Razem z Bartoszem jeździliśmy wtedy w amatorskiej drużynie Bikeworld.pl.

w robocie na Łostowickiej. Krajobraz zmieniony nie do poznania.

w 2010 oboje podpisaliśmy kontrakt z zawodową grupą kolarską Mróz. Bartosz rozpoczął naukę w 3 letnim studium a ja łączyłem zawodowe kolarstwo z pracą w serwisie. Początek 2010 rok był dla mnie i Bartosza pełen optymizmu. Wydawało się że bycie w grupie Mróz to jak złapanie Pana Boga za nogi, że teraz spełnią się nasze marzenia, że podbijemy Świat, że będziemy ścigać się z najlepszymi na najlepszych imprezach o światowy  formacie.

Wylądowaliśmy  9 maja 2010 na Bike Tour Abrahama.

Wcześniej nasze przygotowania były imponujące, miesiąc treningów w hiszpańskiej miejscowości Lloret de Mar i 11 dniowy wyścig etapowy w Urugwaju. Przyjazd do Polski i wygrana na pierwszej edycji „Langa” w Chodzieży, oczywiście na dystansie Giga. W tym momencie mógłbym bardziej zaplątać się w perypetie grupy zawodowej, ale trochę zmienię temat i przejdę do tak zwanych ogórków.

Wyścig w Abrahama rozbiliśmy jedną nogą (nie był to nasz cel. To było poszukiwanie wyścigów w ubogim kalendarzu startowym zawodowca) . Bartosz początek sezonu miał słabszy i na Abrahama musiał się trochę pomęczyć żeby odhaczyć pozostałych zawodników i wytrzymać na moim kole. No ale Bartosz jest twardy i pomimo słabszej nogi trzymał tempo. Bartek znalazł zapis z tamtego wyścigu. Skrupulatnie prowadził dzienniczek treningowy. Nie to co ja, głównie jeździłem bez licznika, no dobra miałem jakiegoś starego Garmina (gdzie on się zapodział?). Pomiar mocy był wtedy futurystycznym urządzeniem.

Trasa z 2010 była niemalże identyczna do tej z 2018. Nie było zwalonego drzewa na ostatnim zjeździe i zamiast dolną ścieżką podążającą do mety jechaliśmy równoległym szlakiem górnym. Można napisac, że całość była identyczna. Według Bartosza zapisków przejechaliśmy 7 okrążeń. Średnie czasy okrążenia to 8:30 a najszybsze 8:15, Wszystko bardzo równe, z zapasem. Byłem w bardzo dobrej formie i myślę, że gdybym jechał sam fullmax mógłbym kręcić każdą rundę na poziomie 8:05-8:10. Jechaliśmy oczywiście na rowerach 26 calowych a trzeci zawodnik na mecie miał bardzo pokaźną stratę czasową. Według relacji było to około 7 minut. Pomimo, że nie są to precyzyjne dane to na tle trójmiejskich kolarzy prezentowaliśmy profesjonalny poziom sportowy. Profesjonalny jak na tamte czasy.

Wykres wyścigu z 2010 r. Polar.

w 2018 miałem okazję zmierzyć się z tą samą trasą ponownie na zawodach z cyklu MTB XC Gdańsk organizowanych przez GOSiR Gdańsk. Po prawie 8 latach można porównać kolarstwo. Na Abrahama w 2010 roku wystartowało 207 zawodników. W tym roku ukończyło 189. Nie było wszystkich z czołówki. Imprez teraz jest tak dużo, że kolarze mogą sobie wybierać i przebierać w ofertach wybierając te dla nich najlepsze. Nie każdy jest też przygotowany na cotygodniowe starty (fizycznie, finansowo, rodzinnie). Może 50 zł za start (licząc po najniższej stawce) to nie jest dużo ale przy 4 startach w miesiącu robi się już minimum 200 złotych a do tego dochodzi absencja w weekendowych planach rodzinnych. Na końcu jest też grupa która kręci nosem, że trasa jest za łatwa, za trudna, że jest za zimno, za gorąco itp., grupa malkontentów nie zniknie a z drugiej strony nikt nikomu przecież nic nie karze startować.

Trasę na Abrahama oceniam na 3 w skali 1-10. Średnie prędkości najlepszych to trochę ponad 22 km/h. Długie podjazdy dawały na każdym okrążeniu około 100 metrów pionie- to sporo. Płaskich transferów za dużo. Brakowało technicznych podjazdów i zjazdów. Brakowało przeszkód sztucznych lub naturalnych, zmiennego podłoża-jakiegoś czynnika na którym mógłby się wykazać współczesny kolarz górski.

Michał Bogdziewicz zwycięzca sobotniego startu (2018) kręcił na bardzo wysokim poziomie. Uśredniając 8:30/runda a najszybsza 7:55! Tak szybko może jeszcze pojechać: Derheld, Repiński, Krzywy, Ebertowski, Polus, Banach B, Petka, Rzeszutek, Stankiewicz, ktoś jeszcze?

Poziom sportowy poszedł do góry u średniaków zatrzymując się na barierze którą wyznaczyliśmy dawno temu.  Techniki treningowe są ogólnie dostępne, sprzęt jest lepszy. Pokuszę się o stwierdzenie, że sytuacja w której jest teraz kilku zawodników daje możliwość egzystowania na tym pułapie, ale żeby zrobić krok do przodu trzeba  czegoś więcej. To  15 lat mniej w dowodzie osobistym i kilka sezonów ostrej pracy. Wyżej wymienieni kadrowicze są pracowici i nie boją się ciężkich treningów ale inne obowiązki podcinają im skrzydła. Mój czas na robienie postępów z roku na rok się ogranicza, aczkolwiek uważam że bez problemu mogę kręcić na takim poziomie jeszcze przynajmniej 5 lat. Grupa pretendentów do czołówki ma za to pole do popisu bo szybciej dojdą do wysokich rezultatów niż ktoś z trójmiejskiej kasty zrobi postęp. 

Jazda poniżej 8 minut na rundę to już poziom który daje przepustkę do wysokich miejsc na arenie ogólnopolskiej i walki o mistrzowskie tytuły w kategorii Elita. Nasza czołówka „3-City” jeździ na poziomie najlepszych juniorów w kraju. Elita Polski jeździ o 2km/h szybciej i według moich obliczeń Bartłomiej Wawak ktualny Mistrz Polski przejechałby ten 8 rundowy wyścig przynajmniej pięć minut szybciej niż Michał. Natomiast Michał i inni Mastersi w naszym kraju, w tym moja skromna osoba, na tle rówieśników z innych nacji  są czołówką światową. Ostatnio Mirosław Bieniasz był 5 na ME. Michał B. 16 na Świata. Bardzo dobrych wyników Mastersów jest dużo więcej. Rewe!

Spróbuje jeszcze trochę ponaginać tą granicę i przynajmniej trzymać wyznaczony poziom w Trójmieście stawiając się na lini startowej gotowy na odpieranie ataków i wyciąganiu zaawansowanych  na trochę wyższy poziom. Ataki i wymiany ciosów są świetnym motywatorem żeby jeszcze raz zmierzyć się z „Abrahama”.

foto: archiwum własne, Bole z chomikuj.pl i niezastąpiony  Tomek Ferenc