W najbliższą niedzielę startuję w Ironman 70.3 w Rappelweil – Jona (Szwajcaria). Wszystko, co robię przez ostatnie dni jest podporządkowane startowi.

Sprawy organizacyjne – podróż
Z Gdańska do hotelu oddalonego o około 20 km, od miejsca startu miałem do przejechania 1400 km. samochodem. Podróż podzieliłem na 2 dni. Auto zapakowane jak na długie wakacje, ale że nie miałem limitu kilogramowego wziąłem wszystko, co może mi się przydać. Hotel zarezerwowałem przez portal booking.com z aneksem kuchennym, aby móc gotować samemu, więc dużej torby z jedzeniem nie mogło zabraknąć. Wyruszyłem razem z żoną w środę w godzinach porannych i popołudniu dotarliśmy do przydrożnego hotelu w Niemczech mniej więcej w połowie drogi. Przed spaniem wykonałem jeszcze lekki trening, który miałem w planie, czyli 10 km rozbiegania. Następnego dnia o 7 rano szybka owsianka i wyruszyliśmy w kierunku miejsca docelowego, którym był hotel w Uster, już w Szwajcarii. Aby wjechać do Szwajcarii, nawet na kilka dni musiałem kupić całoroczną winietę, a przejeżdżając przez Austrię, również tygodniową austriacką.

3 dni przed startem
Na miejscu byliśmy 3 dni przed startem. Od razu po przyjeździe ruszyłem na trasę rowerową, aby zrobić rekonesans. Trasa, którą poniekąd znałem analizując mapę na stronie organizatora, miło mnie zaskoczyła. Zapowiadają się strome, niezbyt długie podjazdy i mega szybkie zjazdy. Zazwyczaj trasy na triathlonach prowadzone są szerokimi, często głównymi ulicami, tutaj natomiast będziemy jechać bocznymi drogami rowerowymi, które są czyste i z równiutkim asfaltem, o takich ścieżkach w Polsce można tylko pomarzyć. Dysk z tyłu z kasetą 28-11 na tę trasę będzie idealny, a z przodu 38-52. Opony vittoria corsa speed, uniwersalne szytki z 9 barami.

Następnego dnia, czyli w piątek, przebiegłem jedną z dwóch pętli na trasie biegowej. Trasa płaska jak stół, niestety w większości po szutrze, przez co raczej nie będzie sprzyjała biciu rekordów. Po biegu wskoczyłem w piankę, by przetestować warunki w wodzie (w jeziorze Zuryskim). Woda czysta, ale zimna, na dzień dzisiejszy ma 16,5 stopnia. Piękna sceneria w otoczeniu gór, chociaż trochę rekompensuje tę temperaturę. Po treningach kawa za jedyne 4 franki szwajcarskie 🙂

Dzień przed startem czeka mnie tylko lekka, godzinna przejażdżka rowerowa i jak najwięcej odpoczynku. Od dwóch dni przyjmuję zwiększoną ilość węglowodanów, a dzisiaj jem już głównie makaron. O 16:00 obowiązkowa odprawa techniczna dla 30 PRO-sów , zostawienie roweru i worków na bieg i rower w strefach zmian. Na rower przygotowuję 2 bidony, jeden z napojem izotonicznym, a drugi z wyciśniętymi żelkami, by nie przyczepiać ich na ramę, co mnie zawsze denerwowało, natomiast na bieg do jedzenia mam żelki a`la Haribo dla sportowców.

 

Taktyka na start
Zawsze najbardziej stresujące jest dla mnie pływanie, więc walczę o to by mieć po nim jak najmniejszą stratę. Staram się jak najdłużej utrzymać w nogach najlepszym pływakom. Wystarczy chwila nieuwagi i tracąc nogi przed sobą, momentalnie tracę prędkość. Na rowerze dam z siebie wszystko by odrobić straty i wejść w TOP-10, a na biegu utrzymać tą pozycję i biec w tempie 3:55 min/km., co w ostateczności powinno dać mi dobre miejsce.

 

Teraz pozostaje mi tylko pozytywne nastawienie i oczekiwanie na start. Trzymajcie kciuki!