3 miejsce w finale klasyfikacji drużynowej zdobyte! To były trudne tygodnie. Podtrzymanie gotowości startowej było ciągłym lawirowaniem pomiędzy zmieniającą się pogodą i wszechobecną grypą. Zgłoszony skład drużyny stanął na wszystkich edycjach. Jedynie Patrykowi nie udało się ukończyć ostatniego wyścigu ze względu na awarię sprzętu. U nas nie jest tak, że jak indywidualnie coś nie wyjdzie, to zawodnik „obraża się”, zabiera zabawki z piaskownicy i odjeżdża do domu. Patryk pojechał, ale po gorącą pizzę dla naszych zawodników. Pizzą i piwem b:free zakończyliśmy pomorski tryptyk. Wrażenia z ostatniej edycji i menu przedstartowe zawodników poniżej.

Dzień przed wyścigiem TOMEK zajadał się sałatką z Avocado a na deser przyjął batonik orzechowo-czekoladowy i swój przysmak-baklawę. Na śniadanie poszła jajecznica i wafle z dżemem wiśniowym.

Na pierwszej edycji miałem poważną wywrotkę i mocno stłukłem lewą łydkę. W Stężycy startowałem na bólu i nie mógł się odpowiednio przygotować. Trasa w Rumi, choć najtrudniejsza, pokonana została bez wywrotki i w dobrym tempie, trochę dokuczał ziąb, szczególnie na długich zjazdach. Na całej trasie zjadłem  3 żele SIS, które popijał izotonikiem własnej produkcji-woda, miód i szczypta soli himalajskiej. 

PIOTR na podwieczorek zjadł pieczywo żytnie z avocado, wędliną i ogórkiem. Na kolację porządna dawka węglowodanów. Makaron ciemny żytni z kalafior, marchewką, selerem i  brokułami gotowanymi na parze. Na śniadanie płatki owsiane orkiszowe na mleku sojowym z bakaliami i syropem klonowym. Na drugie śniadanie makaron żytni i banan. Tuż przed startem szot z magnezem. Podczas wyścigu pięć żelów bananowych ALE rozpuszczonych w bidonie.

Pierwsze odcinki poszły spokojnie, najbardziej wymagające podjazd  z buta od połowy żeby nie zajechać nogi. Najbardziej błotniste odcinki bez szaleństw, w głowie pozostaje obraz po ostatnim upadku zakończonym  złamaniem obojczyka, jechałem ostrożnie. Drugie kółko na początku jechało się dość dobrze choć nie uniknąłem kilku błędów. Trasa się zmieniła po przejeździe wszystkich zawodników. Końcówka była bardzo trudna, nogi odmawiały posłuszeństwa, ledwo co wjechałem pod górkę rozpoczynającą single do mety. To był najfajniejszy fragment na trasie. Opuściłem regulowaną sztycę. Do mety pozostało trochę zabawy i świetnej trasy podczas której udało mi się wyprzedzić jednego rywala. Na mecie bardzo duże zmęczenie ale też i satysfakcja z ukończenia tego „Mordoru.”

JAKUB na obiadokolacja risotto kokosowe z krewetkami około 17, później około 21 bułka orkiszowa z serem i wędliną, na noc odżywka SIS Overnight. Na śniadanie dwa naleśniki z dżemem i podwójne espresso, godzina przed wyścigiem supradyn vitaminy, pół godziny przed wyścigiem baton energetyczny SIS. Na wyścigu 4 żele co 30 minut.

Cały wyścig super, w fajnym tempie. Najtrudniejszy czas to pierwsza połowa pierwszego kółka gdzie było dużo szarpania i moment gdzie wyprzedzało nas dwóch pierwszych z mini, wtedy część naszej grupki złapała lepsze tempo i odjechali razem z Damianem Cibą. To szarpnięcie powinienem wytrzymać, tutaj upatruje największej straty, bo straciłem kontakt z dobrymi zawodnikami. Najlepsze momenty to ostatnie kilometry każdego z kółek począwszy od oznaczonego segmentu „Strava” aż do końca okrążenia. Pewna jazda na technicznym odcinku trasy gdzie gubiliśmy z Markiem rywali, A NAJWIĘKSZY WZLOT TO OCZYWIŚCIE PODIUM Z DRUŻYNĄ. DZIĘKI PANOWIE, SUPER JAZDA NA WSZYSTKICH ETAPACH👍👍👍👍

PATRYK na kolacja wsunął makaron z krewetkami (pomidory, pietruszka, papryczka chilli). Na śniadanie: ryż gotowany z mlekiem i płatkami owsianymi. Przed wyścigiem banan a co 30 min żel. Zjadł tylko 2, ponieważ tak jak wyżej pisałem problem techniczne zmusiły go do zejścia z trasy.

Bez treningów w tygodniu poprzedzającym, po przeziębieniu plan był, aby zacząć lekko, jechać w miarę ekonomicznie, płynnie. Pierwszy mocniejszy wjazd po 5 km musiałem dokończyć na piechotę. Zaczęła przeskakiwać przerzutka na najwyższych przełożeniach. Z każdym kilometrem i ze stopniowym gromadzeniem błota na napędzie sytuacja stawała się coraz gorsza. Mimo próby doginania wózka przerzutki, czyszczenia napędu płynem z bidonu ostatnie dłuższe podjazdy na pierwszej pętli musiałem pokonywać pieszo. Wycofałem się po jednym okrążeniu. Najfajniejszy moment na wyścigu to końcowe zjazdy. Dużo frajdy i adrenaliny.

MARCIN. Kolacja w stylu włoskim. Na początek dwa kawałki bruschetta, danie główne to makaron  rigatoni pesto genovese, na deserek panna cota z malinami. Na śniadanie musli na mleku z masłem orzechowym i dżemem. W czasie wyścigu: żel 10 min przed, kolejny po 45 min, a potem co pół godziny.

Już na objeździe w czwartek nastawiłem się, że zaczynam lubić trasę (wcześniej jej nie lubiłem). No i nie miałem „upadków” (no może trochę mi było żal jak mi Marek uciekł, ale jego tempo jest dla mnie za mocne). Jazda cały czas extra, chwile uniesienia na końcu na singlach, szczególnie jak na jednym z ostatnich zjazdów wyprzedziłem rywala, którego goniłem całe drugie kółko.

MIREK. wieczór przed wyścigiem spędził na spotkaniu urodzinowym gdzie jadł co było, a były różności 😊 bez alkoholu! Śniadanie 3 godziny przed wyścigiem: płatki owsiane na wodzie z orzechami, rodzynkami, słonecznikiem oraz miodem. Przed wyścigiem baton energetyczny Go Energy SIS.

Pierwsze okrążenie jechało mi się dobrze, drugie pojechałem słabiej i po 2,5h zrobiło mi się zimno. Aby się rozgrzać czekałem na podjazdy, na których udało mi się wrócić do formy i w końcówce wyścigu odżyłem.

MAREK. Dzień podzielił na 4 odżywcze posiłki.  Pierwszy: 100 g ryżu na mleku kokosowym, łyżeczka dżemu i łyżeczka jogurtu naturalnego. Posiłek Drugi: 4 kromki chleba żytniego z szynka z piersi kurczaka i pomidorem. Posiłek nr 3: 100 g kaszy gryczanej z warzywami i jajkiem sadzonym. Posiłek nr 4: 100 g makaronu z dżemem i jogurtem naturalnym. Na śniadanie: owsianka ze 100 g płatków owsianych, połówka banana i figi. Przed wyścigiem baton owsiany ok 10:00. Na 10 min przed startem żel energetyczny. Podczas wyścigu pił co 15 min. Poszły dwa bidony 550ml. Żele- pierwszy po 35 min następne co 30-40 min.

Start jak zawsze (Stary diesel) po pierwszym podjeździe chwila oddechu i łapie rytm przesuwając się do przodu, doganiam swoja grupę w której chciałem jechać (Kubas i Artur z Vo2max ), jednak zatrzymuje mnie patyk odbity spod kół zawodnika przede mną, który wkręca mi się w przednie kolo, gleba. Szybko się pozbierałem i kita, goniłem grupę. Reszta wyścigu to równe i mocne tempo po zmianach z Kubasem. Jechał z nami Artur, tak jak dwie edycje wcześniej. Zawodnik VO2Max ogrywał nas na końcówkach. Wiedzieliśmy że nasza szansa by go urwać to być pierwszymi na ostatnim singlu co nam się udało. Tam podkręciliśmy gaz i zostawiliśmy kolegę z tylu. Wyścig dla mnie był dość ciężki, nie było lekkości i takiej mocy jak w Stężycy, choć może to mylne odczucie ze względu na pogodę i błoto. Porównując się do rywali których pokonaliśmy to można śmiało napisać, że to był dobry start. Wyścig dostarczył wielu wrażeń,  jest co wspominać.

FOTO:  TOMEK FERENC