Znowu na starcie krótszego dystansu. Wiem, moja pozycja zobowiązuje do udziału w najbardziej wymagającej grupie a koszulka teamowa „Apteka Gemini” powinna mobilizować do jak najlepszej pracy, żeby w tej grupie ścigać się o jak najwyższe pozycje. Weryfikacja przygotowań przez pracę zawodową jest okrutna i nie daje zawsze  możliwości realizacji właściwych ćwiczeń koniecznych do jazdy na najdłuższych dystansach, dlatego czasami muszę wybrać „nieodpowiedni” wyścig lub „nieodpowiedni” styl jazdy.  Można być też dobrym „politykiem” i lawirować pomiędzy wyścigami tak żeby startować tam gdzie ma się największe szanse na zdobycie prestiżowych miejsc i unikając przy tym wyścigów w których dostaje się baty. Najlepiej być po prostu dobrym zawodnikiem i robić swoje.

W świecie rowerowego multikulti wybory i cele są  słuszne i słuszniejsze. Na starcie mamy dużo różnych grup, które przepychają swoje racje. Na amatorskich wyścigach obecni są: uczestnicy Tour De Pologne, Mistrzowie Polski, turyści, ex-zawodowcy, triathloniści, biegacze, początkujący, zaawansowani. Dobrze jak większość z nich ma jakieś cele i plan. Równe są wygranie w kat. Open z  ukończenie wyścigu, albo lepiej, z  objechaniem kolegi. Ważniejszym celem jest objechanie koleżanki. Tak samo ważne jest upodlenie się na trasie z konsumpcją posiłku regeneracyjnego- oby był dobry. Wszystko zależy w której grupie się jest i jaka jest racja. Organizatorzy też mają plan, zgromadzić jak najwięcej uczestników. Najlepiej jest każdej grupie coś obiecać albo dać coś tej najliczniejszej, najbardziej wpływowej. Ogólnie mamy duże zamieszanie i potrzeba czasu żeby to wszystko dojrzało.

Jeżeli ktoś zapyta się mnie: co zrobić, żeby być silniejszym, szybszym i bardziej wytrzymałym? (To wiąże się pośrednio z wysokimi miejscami na zawodach). Odpowiem jednym tchem: startuj z lepszymi, wybieraj trudne i wymagające wyścigi. Po sekundzie dopowiem, bądź konsekwentny i systematyczny i znajdź czas na odpoczynek. Bilans musi być odpowiedni. Gdy brakuje czasu na realizację wszystkich założeń warto czasami wybrać mniej wymagające wyścigi żeby wpaść w odpowiedni rytm rozwoju sportowego.

Jeżeli ktoś zapyta, jak i gdzie nauczyć się taktyki kolarskiej. Trudno ją kształtować jadać nie w pierwszym garniturze na wyścigu szosowym i to się nie zmieni dopóki zawodnicy jadący w kolejnych peletonach nie będą traktowali grupy jako narzędzie do podnoszenie własnych umiejętności technicznych oraz rozwijania cech motorycznych. Aktualnie lepiej jest kształtować taktykę i technikę jeżdżąc w mniejszych grupkach tak zwanych „treningowych”.

Podsumowując: warto wyznaczyć sobie cele i małymi krokami do nich docierać. Sami możemy tworzyć fajny spektakl. Najlepiej jest działać tak żeby nie przeszkadzać innej grupie. Organizator też może uporządkować sytuację, takim prostym zabiegiem jak sektory startowe ze średnimi czasami przejazdów- będzie łatwiej.

Na cyklo Kartuzy też miałem swój plan. Mike Tyson mawiał: „w ringu każdy ma jakiś plan dopóki nie dostanie pięścią w mordę”. W kolarstwie jest podobnie, każdy ma jakiś plan, dopóki nie pójdzie porządny zaciąg. Ja dopowiem, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, dlatego trzeba błyskawicznie reagować na ruchy w peletonie i podejmować szybkie „męskie” decyzje i nie przejmować się jednym sierpowym w szczękę. Miałem wykonać „podgotówkę” czyli kilkoma skokami ponaciągać-uśpić-wymęczyć czujność  liderów lub pomocników liderów konkurencyjnych obozów i wyprowadzić swoich do wykonania „odjazdu”.  Trochę później rozpocząłem swoją robotę, ponieważ szło dość żwawe tempo. Przecież nie będę atakował jak peleton jedzie 50 km/h. Wyczekałem do odpowiedniego momentu i zacząłem swoją akację. Akurat stało się tak, że mój pierwszy atak okazał się głównym punktem wyścigu. Pod najbardziej wymagającą górkę  uzyskałem niewielką przewagę, około 20 metrową. Oglądnąłem się za siebie, szedł przeskok dwójki zawodników Moskalewicz-Chmielewski. Chwilkę później przeskoczył do nas, późniejszy zwycięstwa i główny motor tej akcji Średziński Jakub. Robota odrazu zaczęła się kleić. W takich sytuacjach nie można zabrać zabawek z piaskownicy, obrazić się i powiedzieć, że nie tak zabawa miała wyglądać. Trzeba zacisnąć zęby i wykorzystać sprzyjającą sytuację. Średziński bardzo ładnie pracował, rozkręcał i trzymał wysoką prędkość. Mikołaj Moskalewicz całkiem „mocnawy”, ale czasami zbyt mocno wychodził na zmianę przez co burzył rytm pracy naszej grupki. Maciej Chmielewski raz z przodu, raz na kicie, ale będąc na tyłach dawał trafne sygnały do zmian i układ się nieźle kręcił. Maciej był też cennym uciekinierem bo w peletonie od groma było czerwono niebieskich koszul reprezentujących STC Stargard– przecież swojego nie będą ganiać. Pod koniec drugiej rundy zwycięstwo mieliśmy w kieszeni. Pomyślałem sobie przez chwilę żeby przetasować naszą czwórkę, zresztą Średziński dawał mi znaki do wykonania takiej akcji. Nie jestem sprinterem i wolałem rozstrzygnąć losy wyścigu ciut wcześniej niż przed kreską. Zaczęły łapać mnie skurcze :-). Plan się zmienił, siedziałem cicho i nie robiłem żadnych dziwnych ruchów. Niestety nie mogłem nic zrobić bo każde przyspieszenie i uniesienie się nad siodełkiem owocowało momentalnym spięciem mięśni. Wtoczyłem się na 4 pozycji.

To był ostatni wyścig szosowy w tym sezonie. Fajnie wyszło, jestem zadowolony. Ścigać się na krótszym nie jest dla mnie ujmą. Jest tam przynajmniej 40 godnych przeciwników. Jeżeli kolarstwo amatorskie miałoby się rozwijać w kierunku czysto sportowym to można łatwo uporządkować peleton wprowadzając klasy/ligi sportowe tak jak to jest zrobione w USA lub Francji. Może to byłby dobry pomysł, bo na razie kręcimy w  rowerowym multikulti.

foto: fotobikermtb