Rozpoczął się dla mnie kolejny etap przygotowań do startów docelowych. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie i pisząc to nie stosuje zasłony dymnej. Podchodzę na luzie do założeń a na dzień dzisiejszy plan się sprawdza. Przez ostatnie lata nie byłem tak silny na majowe klasyki jak silny jestem teraz, choć dla wielu moje słowa mogą być niezrozumiałe. Przypomnę tylko, że na szosie nie potrafię jeździć z takimi wynikami jak na przełaju czy MTB gdyż mój organizm lubi- jest nauczony kręcić na innych wartościach odpowiadających specyfice zawodów XC i CX. Od samego początku zawodów szosowych rozgrywanych w  Gniewinie (2014 r. I Edycja) trudno mi było wystartować, ukończyć ten wyścig  lub w zadawalającej formie podjechać pod zbiornik. Dotychczasowo najlepszy mój rezultat to 29 m-ce na krótkim dystansie w 2016 roku. Cieszę się, że w tym sezonie zająłem 24 miejsce na długim dystansie i mogłem z bliska przyglądać się rywalizacji najlepszych.

Peleton zebrał wielu mocnych zawodników, którzy od lat startują na lokalnych zawodach oraz kilku nowych sportowców na których warto zwrócić uwagę w kolejnych rozgrywkach.

Żeby dobrze poruszać się w peletonie trzeba znać swoich przeciwników i odczytać zasady gry, które narzucane są przez najlepszych.

Startów w tym roku jest mnóstwo i wiele imprez się zazębia dlatego rywalizacja z jednej strony będzie czytelna. Ku radości kibiców może tez zaskakiwać. Patrząc na to co się dzieje po pierwszych etapach mogę śmiało napisać, że kilku zawodników szykuje się na generalkę a faworytami są: Polus, Vorobev, Ruciński, Grygorczyk, Bertrand, Petka, Kowlaczyk, Majkowski, Błażejewski. To jest czołówka która musi walczyć o dobre wysokie pozycje na każdym wyścigu. Inni zawodnicy traktują ten cykl uzupełniająco. Mogą mieszać w rywalizacji walcząc o wysokie pozycje lub traktować  start jako przygotowanie do innych imprez. Będzie zamieszanie które sprytni i mocni będą mogli wykorzystać dla odniesienia pojedynczych sukcesów lub zwycięstwa w generalce.

Gniewino to edycja specjalna kultowa z najlepszym podjazdem w okolicy, dlatego wygrać Gniewino to prestiż.

Naturalną selekcją jest podjazd co pasuje wielu zawodnikom i ułatwia rozgrywkę. Dalsza część trasy nie jest wymagająca i bez silnego wiatru lub bez konkretnej wymiany ciosów podjazd jest czasami zbyt krótki na wspomnianą selekcję biorąc pod uwagę wyrównany poziom czołowych sportowców.

Jak co roku Trek Gdynia traktuje tę edycję jako start docelowy. Gniewino wygrał już dwa razy Tomek Repiński. Dwa razy trzecie miejsce zajmował Łukasz Derheld. Oprócz wymienionych wyjadaczy grupę  ASE Trek Gdynia uzupełniało dwóch mocnych pomocników Przemek Ebertowski i Michał Przybytek oraz sprinter i lider na płaskie odcinki Krzysztof Bertrand. Już po pierwszych akcjach zaczepnych było widać komu zależy na dobrym występie. Ebert szalał na czubie peletonu trzymając w ryzach czołówkę i jako „kasownik” swoją robotę wykonuje w 110%. Szybko zawiązała się pierwsza ucieczka z Łukaszem Derheldem, Michałem Błażejewskim ( 5m-ce w Lęborku)  i Krzysztofem Paterka (Diversey Team). Ucieczka dość długo była na przodzie notując najwyższą przewagę w wysokości 80 sekund. Robota w ucieczce się nie kleiła.

Treki  wybrały drapieżną taktykę- albo wszystko albo nic.

Łukasz oznajmił, że jego celem nie jest jazda po zmianach, zapakował się do plecaka uciekinierów i kręcił bezpiecznie kontrolując najlepiej jak można ciekawy odjazd. W peletonie wszyscy czekali na ruchy Andrzeja Kaisera i Michała Bogdziewicza. Był też pilnowany Jakub Ruciński, aczkolwiek zawodnik Bike U UP Europell  nie miał jakiejś specjalnej formy i był chyba trochę zdegustowany poprzednim startem w Krokowej gdzie stracił wygraną na kresce. Finisz pod taką górkę nie jest dla wybitnego multisportowca najlepszą drogą do odniesienia sukcesu.

Andrzej Kaiser też był zdegustowany przebiegiem rywalizacji.

Andrzej lubi jeździć wyścigi o innym charakterze rozgrywki gdzie cały czas jest bardzo mocne tempo i wzajemne wymęczanie się. Michał też pewnie wolałby konkretne tempo na całej długości trasy i więcej selektywnych podjazdów.

Na dzień dzisiejszy wygrywanie na Cyklo to mocna drużyna, dynamit w nodze i przeprowadzenie skutecznego odjazdu z odpowiednimi zawodnikami.

W czołowej grupce nieźle kręcił Marcin Wojtal. Zawodnik Michelin Bloomnet Team jest w bardzo dobre formie.  Pedałował lekko, dynamicznie, był aktywny i nie odpuszczał ważnych odjazdów.  Marcin za styl i technikę jazdy powinien dostać wysoką notę, ale stylu w kolarstwie się nie ocenia, a szkoda. Fajnie jest oglądać zawodników, którzy jeżdżą na rowerze z gracją. Rozumiecie mnie? Patrząc na Frooma, Molleme czy Pozzovivo jak kręcą pod górę to nie wygląda to atrakcyjnie nawet jak generują miliony watów, ale jak Atakuje Alejandro Valverde to jest na co patrzeć- klasa. Tak właśnie jeździ Marcin, który przygotowuje się do etapówki Nowy Targ Road Challenge.

W pewnym momencie Jarosław Kowalczyk  zebrał chłopaków z zespołu GK Gryf Tczew, którzy mocno pracowali żeby zlikwidować różnice czasową dzielącą trzon grupy długiego dystansu a uciekinierów. Kowalczyk już raz wygrywał Gniewino i miał chrapkę na kolejne zwycięstwo.

Praca zespołu z Tczewa bardzo mi się podobała i jest to rzadki widok na amatorskich imprezach.

Nie było silnego bocznego wiatru, który przy robocie drużyny i ustawieniu odpowiedniego wachlarza spowodowałby większy wysiłek pozostałych zawodników. Ci jechali w opakowaniu aktywnej regeneracji. Kolarze pięknie wyprowadzili swojego lidera a ostatni który kasował odjazd odbił przed początkiem podjazdu pod zbiornik. W tym miejscu spodziewałem się konkretnej akcji w wykonaniu Jarosława bo tak to wygląda w zawodowym peletonie. Pracę kolegów trzeba sfinalizować konkretnym uderzeniem w pedały. Zacisnąłem mocno kierownicę przygotowując się do akcji a tu nic. Znowu przeszliśmy do zabawy z początku wyścigu. Mocne tempo pod górkę a później pojedyncze akcje przerywana zbyt długimi pauzami na których wszyscy odpoczywali. Na każdym podjeździe traciłem na szczycie około 20 sekund, ale z kilkoma innymi zawodnikami bez problemu doganialiśmy czub co świadczy o niezbyt wysokim i równym tempie peletonu.

Kiedy wszyscy byli w kupie na solowy atak zdecydował się Tomek Repiński.  Peleton stanął i odpuścił odjazd tak jakby wszyscy pomyśleli: przytrzymamy Treka na płaskim i dojdziemy go pod górę. Akurat Tomek oprócz tego że jest szybki i czujny to potrafi też pojechać na solo. Na podjazdach radzi sobie nie gorzej. Pod gorę go nie doszliśmy, zrobił dobrą przewagę. Peleton górki podjeżdżał w podobnym tempie. Ja za każdym razem generowałem mniejszą moc zmęczony trudami tej rywalizacji. To było stanowczo za dużo jak na moje możliwości. Na przedostatnim podjeździe wykrzesałem na całej długości wzniesienia średnio 100 watów mniej niż na pierwszej próbie i na szczycie zostałem z Mateuszem Grabowskim reprezentującym VeloGD.

To była epicka pogoń i najlepszy fragment wyścigu dla mnie. Goniliśmy wytrwale peleton, który był na wyciągnięcie ręki. Takie sytuacje trzeba doświadczyć, nie da się tego opisać. Jesteś już prawie w grupie i widzisz jak na początku peletonu robi się wyciągara- idzie atak. Peleton momentalnie przyspiesza a w nogach beton, znowu trzeba gonić i tak w kółko. Złapaliśmy peleton w ostatnim możliwym momencie przed konkretnymi bombami. Jak dojeżdżaliśmy to przybiliśmy sobie żółwika za powodzenie gonitwy gdzie 7 kilometrowy odcinek pokonaliśmy ze średnią 46 km/h.

Z peletonu oderwał się Jarek Kowalczyk. Później poszedł jeszcze jeden odjazd z Arkadiuszem Petka (LEW Lębork), Marcinem Wojtalem i Łukaszem Derheldem. Łukasz znowu jechał w tornistrze, po części było to zrozumiałe bo z przodu kręcił Repa. Motorem tej ucieczki Był Arek Petka powracający do wyśmienitej formy po dość poważnej kontuzji. To wszystko się zjechało i o zwycięstwie zadecydował ostatni podjazd. Peleton zdecydowanie zwolnił godząc się z przegraną a ostatnim zawodnikiem który zdecydował się na odskok był Daniel Majkowski. Danielowi udało się dowieść 6 miejsce. W czołówce zwyciężył zawodnik który najlepiej się wspina i dysponuje najlepszym finiszem pod górkę.

To był pewniak, wygrał Dre- miał konkretny plan, bezwzględny i go zrealizował.

Pięknie finiszował Wojtal. 3 miejsce to dobry prognostyk przed zbliżającą się etapówką. 2 miejsce na kresce dla  Repy i słowa uznania, bo potrafił zebrać się po długiej solowej akcji. Poszatkowany peleton przyprowadził lider Cyklu Piotr Polus, który nie wygląda na sztangistę a kręci na takim obrocie, że kolana wygina w drugą stroną od samego patrzenia.

Cyklo Gniewino za nami. Wyścig został rozegrany pod dyktando ASE Trek Gdynia. W kolejnych edycjach ta drużyna będzie stosowała podobną taktykę, zresztą wykonuje ją na każdym wyścigu.  Jeżeli nic nie zmieni się w układzie sił peletonu to będziemy odtwarzali tą samą płytę.  Peleton na szczęście się zmienia, jest dużo nowych bardzo silnych zawodników i przyszłe edycje mogą być ciekawsze. Na pewno zawodnicy powinni  przeanalizować czołówkę i wprowadzić kilka zaplanowanych akcji bo bez planu i konsekwencji w jego wykonaniu nie ma powodzenia.

Analizowałem tez moją jazdę. Nigdy nie byłem dobrym szosowcem ale wiem, że zrobienie choć małego postępu na szosie da mi ogromną przewagę w konkurencjach koronnych. Co mogę podciągnąć? Moc, siła, moc, siła! Żeby szybciej podjeżdżać pod górkę najłatwiej jest kupić rower, taki 6 kilowy. Niestety  różnica w ciężarze roweru to około 3 sekund na podjeździe pod zbiornik-mało. Można też się „wycieniować”, ale nie mam za bardzo możliwości na zbicie wagi, jest już niska, a po za tym przy niskiej wadze może uciec siła.  Może lepiej zainwestować w aerobajka, no bo tutaj różnica na płaskich odcinkach jest większa i można urwać więcej sekund o ile będzie wystarczająca siła na wykorzystanie sprzętu. No właśnie wszędzie konieczna jest siła i moc-  Trening jest najważniejszy i na tym trzeba się skupić. Już 5% wzrost generowanej mocy na progu znacząco podniesie czasy przejazdów a większa siła eksplozywna pomoże w wykonaniu dobrego przyspieszenia i to są cechy na których opiera się kolarstwo szosowe. Podniesienie przeze mnie tych wartości będzie sprzyjało zdobywaniu wymarzonych celów w cyklo-krosie.

foto. Marcin Lipiecki