Zrobiło się zimno i deszczowo. Do tej pory jesienne edycje wyścigu etapowego Garmin MTB Series udawało się idealnie wpasować w  jesienną pogodę i zamówić słoneczne dni startowe. Tylko w Rumii dwa lata temu lało przed startem i trochę w trakcie zawodów. Raczej zawodnikom taka pogoda nie przeszkadza, aczkolwiek każdy chciałby ścigać się w lepszych warunkach. Jest trochę nieprzyjemnie przed samym startem a póżniej jak się człowiek rozgrzeje to leci się normalnie o ile trykot jest odpowiednio dobrany.

Do jesiennej edycji zespół przygotowywał się na wspólnych treningach MTB. Było ciężko, nikt się nie obijał. Bardzo dobra atmosfera łagodziła ból w nogach i wszyscy wykonaliśmy kawał dobrej roboty, może trochę za dużo, ale teraz schodzimy z tonu co ma zaowocować wzrostem formy na finałową, najbardziej wymagającą, edycję. Przed Wejherowem nikt specjalnie nie przygotowywał sprzętu, wszyscy jechali na regularnych oponach. Wiadomo: bajeczna technika, a zestawienie wygląda następująco:

Jakub Solarski  16 OPEN na MAXI, (7 w kat M30) przednia opona Schwalbe Rocket Ron 2.25, tylna Rubena Scylla 2.25

Mariusz Czajkowski 17 OPEN na MAXI, (7 w kat M40) przód i tył Vittoria Barzo 2.25

Marcin Sykuła 42 OPEN na MINI (7 w kat M40) przednia i tylna opona Schwalbe Racing Ralph 2.1

Marek Bielowicz 45 OPEN na MINI (16 w kat M30) przednia opona Vittoria Peyot 2.25, tylna Opona Vittoria Peyote 2.1

Piotr Przestrzelski 63 OPEN na MINI (15 w kat M40) Przednia i tylna opona Schwalbe Rocket Ron 2.1

Radosław Hermaszewski 79 OPEN na MINI (19 w katM40) przednia opona Vittoria Peyot 2.25, tylna opona Schwalbe Racing Ralph 2.25

Patryk Galiński 95 OPEN na MINI (25 w kat M40 Przednia i tylna opona Schwalbe Racing Ralph 2.1

 Mirosław Ziółkowski 143 OPEN na mini (41 w kat M40) Przednia i tylna opona Bontrager XR2 2.2

Mateusz Galiński 244 OPEN na MINI (14 w kat M16Przednia i tylna opona Vittoria Barzo 2.1

Walczymy dalej na kolejnych edycjach!

Wystartowałem z II sektora. Tak zostałem sklasyfikowany po wiosennej edycji. 51 miejsce to pierwszy z drugiego sektora 😉 a liczbę pierwszy lubię :-). Chyba to też brzmi lepiej niż ostatni z pierwszej  50-tki ;-), która wchodziła do pierwszego szeregu. Żarty żartami. Przyjąłem tą część regulaminu z pokorą, tak chyba jest lepiej. Muszę walczyć o pozycję a nie zasłaniać się historycznymi wynikami. Mimo wszystko chciałem powalczyć i liczyłem na to,  że czołówka pierwsze kilometry pojedzie zachowawczo. Miałby wtedy  szansę na złapanie koła. Przed startem było zimno i deszczowo. Piotr Rzeszutek rozgrzewał się mocno na gołej nodze. W tym momencie wiedziałem, że z planu nici. W takich warunkach nikt nie będzie jechał na remis a Piotr nie będzie czekał tylko zaatakuje od startu. Dla zawodnika Lew Lębork to był super pomysł: spróbować zrobić przewagę już na pierwszej edycji a później kontrolować jazdę, przynajmniej w Stężycy, bo tam o kontrolę jest łatwo. Ponadto chyba Piotr ma zaplanowany udział w sobotnim „Langu” dlatego wywalczenie cennych sekund na edycji w Wejherowie było zdecydowanie najlepszym ruchem taktycznym.

Jestem w  lepszej? formie niż w pierwszej połowie sezonu. Parametry mocno szły w górę. Z pierwszych wyścigów w 2018 roku ledwo co uzyskiwałem na godzinę NP 250 watów.  Później pojawiły się większe cyferki 260, 280, 300 i 320 watów z wyścigu szosowego w Kartuzach. Czułem że jest coraz lepiej. Po Kartuzach przyszedł kryzys. Powrót z wakacji, super pogoda i wielkie boom w serwisie. Życia nie było. 14 dni mega harówy i poziom wrócił do stanu pierwotnego. Na szczęście zrobiłem małą rewolucję w warsztacie i wspólnie z teamem BST przygotowywałem się do edycji jesiennej Garmina. Choć przygotowania były krótkie to dały mi wiele radości i pozytywnych emocji a przede wszystkim spokoju poprzez realizację zadań sportowych. To jest najważniejsze. W biznesie i sporcie nie można walczyć o pieniądz i wynik, bo to samo przychodzi jeżeli wszystkie mniejsze składowe są uporządkowane.

Wystartowałem na treningowym rowerze, jest szybki i ekonomiczny. Założyłem sobie, że pierwsze kilometry pojadę równo mocno powyżej 300 wat a póżniej jazdę ustbilizuje na poziomie 280 wat. Fajnie się jechało, mogłem cisnąć swoim tempem. Elegancko przechodziłem cały czas do przodu, mocy nie brakowało. Udało mi się dojechać do 7 miejsca z 1 minutową bonifikatą za start z II sektora. 6  zawodnika Pawła Gołębickiego miałem już na widelcu. Zbliżałem się na kilkanaście metrów ale nie mogłem dopaść zawodnika z Torusa. Paweł jechał rewelacyjnie, cały czas równo i mocno a przy tym z dużą lekkością i gracją. Po prostu jego jazda była ładna, bez podtekstów ;-). No bo jak patrze na Frooma i jego nogi jak u kowboja to odrazu chcę przełączyć kanał, kurde co za trzepak ;-). Wszystko szło zgodnie z planem, oprócz odżywiania. Trochę bolał mnie brzuch i nie mogłem przełknąć żela i napić się izotonika.

W pewnym momencie ktoś wyłączył zasilanie, zarzuciłem kotwice, nogi kręciły na kwadratowo. Na narastające zmęczenie zareagowały wszystkie mięśnia. Nie tylko nogi przestały kręcić ale w rękach nie było siły. Stężenie jonów wodoru osiągnęło wysoki poziom a nagromadzony mleczan w komórkach mięśniowych zblokował mnie kompletnie. W tym przypadku już nic nie mogłem zrobić. Układ przywspółczulny przejął kontrolę, obniżyło się tętno (rys. niżej). Żeby już nie szarpać się jak ryba na haczyku, żółwim tempem dotelepałem się do mety. Plan ratunkowy obmyślę jak będę uciekał na wyścigu w Stężycy. Ogień ! 🙂